Hej, sokoły!

Jakkolwiek już około uroczystości św. Cecylii 2011 r. niosło się wśród naszych chórzystów przekonanie, że prezes z dyrygentem planują kolejny zagraniczny wyjazd, to wspomniani panowie raz potwierdzali raz zaprzeczali, raz mówili zgodnie, innym razem rozbieżnie. Nie można było niczego się dowiedzieć. Jedno było w miarę pewne: Komitet Polityczny naszego chóru już obradował na kilku posiedzeniach. Około świąt Bożego Narodzenia wiadomo już było, że wyjazd jest pewny, czekaliśmy tylko na szczegóły. A po kilku korektach (dyrygent jest wybredny, ale działa dla dobra zespołu) plan został zaakceptowany od strony artystycznej i przypieczętowany 3,5% utrwalaczem. Kierunek: Italia.
Pierwsi dowiedzieli się panowie na swojej próbnie w dniu 11 stycznia. Orzekli, choć dziwnie bez nadmiernego entuzjazmu: jedziemy do Sylvio Berlusconiego na bunga-bunga!! Później, w dniu 16 stycznia to samo usłyszały panie i .... cisza. No, może jedna czy druga coś rzekła, ale większość stwierdziła, że we Włoszech już były, bunga-bunga to mają w domach.... więc raczej nie jest to szał. Ba, ale skąd tu wyczesać jakieś niezwykłości? Na księżyc nie ma jeszcze regularnych lotów, więc co? - mamy czekać aż uruchomą tanie loty wahadłowe?
No więc nie poszło tak łatwo. Tydzień później zaczęły się wątpliwości. A to, że za drogo, a to, że już we Włoszech byliśmy prywatnie i zorganizowaną grupą, a to jeszcze coś.... W sumie zadeklarowało się pięć osób. Stan taki trwał do końca stycznia, aż wreszcie w Rybnie, przy okazji wyjazdu kolędowego stało się jasne, że na tak planowaną wycieczkę pojechać mogą chórzyści, ale nie pojedzie chór. Nie było sensu podtrzymywać fikcji. Wieczorem, w poniedziałek 30 stycznia na roboczej naradzie trzej panowie doszli do wniosku jak wyżej. Dzięki dobrym układom i przyjacielskim więzom udało się w ostatniej chwili uratować wyjazd zagraniczny - za wyraźnie mniejszą kwotę. Po wstępnym rozeznaniu okazało się, że ta propozycja wreszcie przejdzie. 
 
Tak więc - jedziemy na Podole śladami płk. Wołodyjowskiego i innych bohaterów "Trylogii"
Termin:     26.08 - 31.08.2012
z hasłem tegorocznej wyprawy na ustach: Hej, sokoły!

 
W dniu 1 lutego powiadomieni zostali panowie, kilka dni później panie i zaczęło się jak zwykle od wojennego okrzyku:
WITAJ  PRZYGODO ! 
 A zatem - jedziemy ponownie na Ukrainę, a dokładnie na Podole. Co prawda, w tym wielkim kraju byliśmy już kilkakrotnie, ale byli z nami inni ludzie, inne warunki i w ogóle wszystko inne. Nawet nasz kraj.
A teraz, żeby choć na chwilę zapomnieć o tych politykach, tych parlamentarzystach, wszechogarniającym bezrobociu, drożyźnie, kumoterstwie, łgarstwach i manipulacjach medialnych, ACTA, chorej służbie zdrowia, oświacie-ciemnocie, bezbronnej armii, bezwzględnym tępieniu myślących inaczej niż każą, podatkach zabijających przedsiębiorczość, politycznej bezczelności, gigantycznej korupcji, megaoszustwach, złodziejstwie, walkach prokuratur, politycznych "samobójstwach", prześladowaniach ruchu kibicowskiego i jednoczesnym pobłażaniu bandytom, serwilizmie rządzących, tanich obiecankach, autostradach z gliny i trawy, braku mieszkań, jedynie słusznych telewizjach, braku perspektyw, tylekroć zawiedzionych nadziejach, kneblowaniu ust, bezsilności aż do samospalenia ludzi uczciwych, przegranym zanim się jeszcze zaczął turnieju euro 2012 i rozczarowujących nawet pesymistów igrzyskach londyńskich, sprawiedliwości sądowej wyłącznie po ich stronie, pomysłach o pracy aż do śmierci bez emerytury, kilogramach złota w pokoju gdzie jego być nie powinno, agentach poprzebieranych za dziennikarzy, wszystkich innych POrażkach -jednym słowem choć na tydzień zapomnieć o Pladze Obywatelskiej, wyjechaliśmy na Ukrainę i piękne Podole.
Tuż przed wyjazdem TV donosiła niemal codziennie o bankructwie kolejnego biura podróży, co nas niepomiernie dziwiło, wszak premier rządu warszawskiego zadekretował już dawno, że Polska jest zieloną wyspą na oceanie kryzysu, a tu - proszę, taka bieda. Widocznie platformiarska bieda ma kolor zielony.
Spokojnie, nasze biuro turystyczne nie upadnie, kiedy my żyjemy!

Nie pojechałeś (-aś) z nami? Biedactwo! Od długiego czasu trąbimy na cały świat:
Chcesz z nami jeździć, śpiewać, przeżywać przygody, być artystą?
Wstąp w nasze szeregi. Zapraszamy cały czas.