Strona główna



Złapać rytm

Samolot Kingston-Warszawa startuje za godzinę. Pasażerowie są proszeni o przyjście do gate’u numer 4.”- mówi przez mikrofon pracownica lotniska na Jamajce. Ostatni dzień na mojej ukochanej ziemi. Wznawiając piosenkę w odtwarzaczu, idę za moimi rodzicami. Zastanawiam się, jak to będzie tam, w Polsce. Z nieznanymi ludźmi, obcym językiem, tradycjami, klimatem. Czy przyjmą mnie do siebie, czy będą wyśmiewać? Pytania te drażniły mnie od kiedy dowiedziałam się, że przeprowadzamy się do Polski. Zaczęłam się uczyć polskiego, ale to wcale nie było proste. Wymowa przekraczała moje możliwości. Nie wiem, czy ktoś w ogóle mnie zrozumie. Rozmyślałam tak nad tym co będzie, gdy nagle mama krzyknęła do mnie, że już wpuszczają do samolotu. Wstałam i dołączyłam do rodziców. Kolejka szła sprawnie i chwilkę potem siedziałam już wygodnie przy małym okienku w tej ogromnej latającej maszynie. Cała podróż miała trwać 15 godzin, więc postanowiłam jak najwięcej przespać. Początkowo emocje nie dawały mi spokoju, więc zaczęłam czytać książkę. Była ona polskiej autorki, lecz przetłumaczona na angielski. Opowiada                               o bezgranicznej miłości. Na Jamajce byłam uznawana za ładną dziewczynę z dosyć typowym wyglądem. Ciemna karnacja, długie, ciemne, kręcone włosy, biały, zawsze szczery uśmiech oraz szerokie biodra. W Polsce ludzie wyglądają zupełnie inaczej, więc moje marzenia o znalezieniu chłopaka legły w gruzach, ponieważ uznałam, że nikomu się nie spodobam. Książka mnie bardzo wciągnęła, lecz za oknem robiło się ciemno, więc postanowiłam spróbować zasnąć. Obudziłam się, jak mieliśmy już schodzić do lądowania. Byłam w szoku, że udało mi się aż tyle przespać. Przed wyjściem z samolotu założyłam kurtkę, którą tata kupił mi w Ameryce Północnej. Miałam ją na sobie pierwszy raz, bo u nas  się nie przydawała. Gdy wychodziłam, przeszył mnie zimny podmuch wiatru. Udaliśmy się z rodzicami na postój taxi. Wsiedliśmy do pierwszej lepszej, ale nagle kierowca powiedział, że nigdzie nas nie zawiezie. Zaczęło się. Wiedziałam, że będzie trudno, ale aż tak? Na szczęście drugi taksówkarz okazał się bardziej tolerancyjny i powiedział, że możemy pojechać z nim. Dom, w którym od dzisiaj miałam zamieszkać, wyglądał bardzo ładnie, ale już tęskniłam za tym na Jamajce… Położyłam się do łóżka, bo jutro mój pierwszy dzień w szkole! Niestety fakt, że tak długo spałam w samolocie i wielka obawa o jutro nie pozwoliły mi szybko zasnąć. 
***
             Budzik zadzwonił, a ja szybko zerwałam się z łóżka. Ubrałam się w najlepsze ciuchy, ułożyłam włosy i spakowałam książki. Nie zjadłam śniadania z nerwów, więc umyłam tylko zęby i wyszłam z domu. Był piękny październikowy poranek. Słońce świeciło, a promyki mnie ogrzewały. Przypomniał mi się dom. Na twarzy od razu zawitał uśmiech i tak w dobrym humorze, uśmiechnięta szłam do szkoły. Droga minęła mi szybko. Weszłam do ogromnego budynku gimnazjum w Warszawie. Mój uśmiech zniknął, gdy zobaczyłam miny wszystkich osób tam zebranych. Niektórzy zaczęli mnie obgadywać, inni po prostu patrzyli jak na kosmitę. Łzy kręciły mi się w oczach, a w szczególności, że nie wiedziałam, gdzie mam teraz iść, a gdybym spytała, nikt by mi nie odpowiedział… Na szczęście zaraz przyszła jakaś pani. Wysoka, szczupła blondynka. Wyglądała jak zupełne przeciwieństwo mnie. Wytłumaczyła mi, że jest moją wychowawczynią, pokazała, gdzie jest szatnia, oprowadziła po szkole, zaprowadziła do mojej nowej klasy i przedstawiła. No i znowu ta sama sytuacja. Zaczęły się szepty, śmiechy, przeszywanie wzrokiem nienawiści. Nie było ani jednej osoby, która zareagowałaby uśmiechem na mnie. Chciałam się zapaść pod ziemie. Kazano mi usiąść w pierwszej ławce. To nawet dobrze, bo nikt nie widział jak łza za łzą spływały z mojego policzka. Następny był polski. Przerwa wydawała się ciągnąć w nieskończoność. Usiadłam na podłodze przy sali i czułam wzrok wszystkich osób na mnie. Wyciągnęłam słuchawki i puściłam muzykę, do której bardzo często tańczyłam. Przypominały mi się wszystkie wydarzenia z nią związane. Jak na imprezie kiedyś z moją przyjaciółką do niej tańczyłyśmy, jak wyszłyśmy kiedyś na taras, liczyłyśmy gwiazdy i opowiadałyśmy o swoich marzeniach, jak pierwszy raz się przy niej całowałam… Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek i musiałam powrócić do szarej rzeczywistości, w której wcale nie miałam ochoty przebywać. Weszłam do sali i znowu usiadłam w pierwszej ławce. Akurat dzisiaj przypadła lekcja o tolerancji… Zaczęła się okropna dyskusja, a ja siedziałam tylko w ławce ze spuszczoną głową. Zaczęły lecieć takie słowa, których nikt nie chciałby usłyszeć, każdy krzyczał, a polonistka nie mogła sobie poradzić. Usłyszałam taki „żarcik” jak np. „Dlaczego czarni śmierdzą? Żeby niewidomi też ich mogli nienawidzić.” „Jak się nazywają zęby murzyna? - Kiełki bambusa.” Wszyscy się wyśmiewali i świetnie bawili. Wszyscy, z wyjątkiem mnie. Byłam zaskoczona, jak bardzo człowiek może poniżyć drugą osobę, tylko po to, żeby sam poczuł się bardziej dowartościowany, lepszy, wyższy. Miałam wszystkiego serdecznie dosyć, znowu miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Chciałam wyjść z tej klasy, szkoły, miasta i uciec jak najdalej, ale nie mogłam. Czemu? Bo okazałabym słabość, a oni mieliby jeszcze większa satysfakcję i jeszcze większy powód do śmiechu. Siedziałam więc dalej w pierwszej ławce w kącie sali ze spuszczoną głową. Moje gęste, długie włosy, których w tym momencie też nienawidziłam, pomogły mi, bo zasłoniły twarz i ponownie nikt nie zorientował się, jak łzy spływały po moich ciemnych policzkach jak Wodospad Niagara. Nauczycielce udało się uspokoić moich rówieśników i kontynuowała lekcję. Po dokładnie siedemnastu minutach i trzydziestu pięciu sekundach zadzwonił dzwonek. Przez ten czas patrzyłam ciągle na zegarek i nie mogłam doczekać się, kiedy w końcu skończy się to piekło. Zostały cztery lekcje. Na fizyce, geografii i historii było w miarę spokojnie. W miarę, bo dalej traktowali mnie jak śmiecia, wyzywali od grubych świń, psujących się ziemniaków, które robią się czarne. Na biologii natomiast rozmawialiśmy o człowieku. O ewolucji człowieka. No i znowu się zaczęło. Paweł, bo to on był głównym prowodyrem krzyknął, że w klasie mamy wyjątkowo podobną osobę do australopiteka- czarna, owłosiona i brzydka. Na szczęście to była ostatnia lekcja, bo nie wytrzymałabym więcej takich wyzwisk. Po lekcji wyszłam, a tak naprawdę wybiegłam ze szkoły. Nie patrzyłam, gdzie biegłam. Szklane oczy ograniczały mi widoczność. Biegłam, bo chciałam oddalić się od tej krainy ciemności, od tego piekła. Biegłam tak i natknęłam się na studio tańca. Bad gyals crew. Dancehall! Jamajka! Nie chciałam tam wchodzić, żeby znowu nie zdarzyła się taka sytuacja jak w szkole. Jednak moje jamajskie serce zaczęło bić mocniej, a ja pomyślałam sobie, że nie może już być gorzej. Weszłam przedstawiłam się i uprzedziłam o moim pochodzeniu. Trenerka była tak wniebowzięta, tryskała z niej energia, ciepło, czułość i dobro. Namawiała mnie, żebym poprowadziła tańce, ale ja nie chciałam na razie się wyróżniać. O 17:00 przyszłam na trening i stanęłam w kącie. Od razu podeszło do mnie kilka dziewczyn, uśmiechając się. Nikt się na mnie krzywo nie patrzył, nie wyzywał. Nastolatki bardzo chciały, żebym opowiedziała im swoją historię, ale ja na razie nie ufałam nikomu i nie miałam ochoty się zwierzać obcym. Zaczął się trening, usłyszałam jamajskie rytmy i całkowicie oddałam się muzyce. Zapomniałam o wszystkich smutkach i tym okropnym dniu. Po dwóch godzinach tańczenia byłam wykończona, a dziewczyny zachwycone tym, co potrafię. Chciały, żebym jeszcze chwile z nimi pogadała i spędziła czas. Byłam w szoku, o jak różnych charakterach ludzie tu żyją! Nie wszyscy są tolerancyjni, ale zrozumiałam, że muszę pozostać przy tych, którzy akceptują mnie taką, jaka jestem. Rówieśniczki dodały mi ogromnej otuchy i pewności siebie. Postanowiłam, że już nigdy nie wrócę do tamtej piekielnej szkoły i przepiszę się do jakiejś innej. Nigdzie nie może być gorzej… Wróciłam do domu, oznajmiłam to rodzicom, a ci zrozumieli to. Tak bardzo ich kocham. Oni zawsze mnie rozumieją. Miesiąc po tym byłam już w innym gimnazjum. Na początku też było trudno, lecz koleżanki z tańców wspierały mnie jak tylko mogły, a nawet najprzystojniejszy chłopak w szkole do mnie zagadał! Pamiętajcie, że za chmurami zawsze jest słońce. 


Aleksandra Mazurek, IIIE, Gimnazjum nr 12 w Szczecinie



Film na konkurs "Mowa nienawiści w sieci. Czy da się walczyć z hejtem?". Osoby biorące udział w konkursie to: Magdalena Długoń, Kaja Jędrzejewska, Agata Kareńska, Marianna Kokowska, Martyna Woźniak, Zuzanna Zborowska, Rafał Dzięcioł oraz Damian Sadowski z klasy 3A. ​

MowaNienawiści_3A.mp4



Zwierzenia Strażnika Akceptacji
    Nazywam się Michael Price. Na pierwszy rzut oka wyglądam jak przeciętny nastolatek, który właśnie wszedł w okres młodzieńczego buntu. Rozciągnięty podkoszulek bezwładnie zwisa na moich kościstych ramionach, z każdą sekundą ruchu, odsłaniając coraz większy fragment mojej bladej skóry. Bez jakiegokolwiek braku zainteresowania, poruszam niezgrabnie ręką i kontynuuję wielogodzinną rozpustę przed ogromnym monitorem komputera. Ze wszystkich sił staram się upodobnić do dzisiejszej młodzieży, ale to okropnie trudne zadanie, kiedy stale odczuwasz pragnienie czytania największych dzieł Williama Szekspira. Wciąż powtarzam sobie, że wyglądam jak przeciętny nastolatek i niczym nie różnię się od pozostałych. Jednak, czy naprawdę jestem taki jak każdy?
    Pochodzę z Zesty, najpiękniejszej krainy, jaką świat kiedykolwiek miał okazję poznać. Rozciągające się wzdłuż i wszerz surowe zimowe krajobrazy, obdarowane niesamowitą florą i fauną, zapierają dech w piersiach i zachęcają do długiej wędrówki. Na szczycie wysokiego wzgórza stoi solidna, strzelista wieża, z której każdego dnia wyruszają w wielką życiową podróż setki mieszkańców Zesty. Należę do nielicznej grupy Strażników Akceptacji. Zostałem wysłany do jednego z europejskich miast, które wyróżniało się brakiem tolerancji. Im dłużej ludzie na mnie patrzą, tym dokładniej widzą kopię człowieka, którym gardzą, i którego nie akceptują. Jedni widzą we mnie ciemnoskórego mieszkańca Afryki, inni wychudzonego nastolatka obdarowanego przez naturę rudymi, kręconymi włosami oraz piegami na całym ciele, a niektórzy dziwaka z wymyślną fryzurą, tatuażami i mnóstwem kolczyków. Mogę mieć odmienne poglądy polityczne lub społeczne, wyznanie religijne lub styl życia nieakceptowany przez ogół. Jestem tym, co dla innych stanowi zagrożenie, wstyd, niezrozumienie lub obrazę. Przybyłem na Ziemię sam, przyjmując wielkie, osobiste wyzwanie od mojego Mistrza.
    Czy podołam podjętemu zadaniu, stając do nierównej walki o własne przekonania z całą ludzkością tej krainy. Przemierzam ten świat, rozmawiam ze wszystkimi napotkanymi osobami, patrząc w głąb ich duszy i zmieniając ich nastawienie do odmienności innych ludzi. Oni nie wiedzą, że dokonałem w nich przemiany, wracają do swojego życia i obowiązków już napełnieni moją Mocą z Zesty. Ich tolerancja jest doprawdy ogromna. Boję się tylko o jedno-nie zdążę wszystkich odmienić, ponieważ mój czas pobytu na Ziemi jest ograniczony tylko do czasu mojego ludzkiego życia. Kiedy się zestarzeję i umrę, już nikt tym ludziom nie pomoże. Ziemia będzie dążyć do totalnej  samozagłady.
    Przekazałem już Wam moje przesłanie, cel mojego istnienia we Wszechświecie. Niech wszyscy ludzie uwierzą w to, co czuję i myślę. Trzeba być otwartym także na  to, co niepodobne do naszego. Wędruję więc dalej przed siebie, aż po horyzont. Czy Ty już mnie spotkałeś. 
KLASA 2D