|
W góry zimą - czemu nie. A trafić do tego na rewelacyjną pogodę przy odpowiedniej ilości śniegu to już rewelacja.
W sumie były trzy opcje: Szyndzielnia z Klimczokiem, Skrzyczne albo okolice Rysianki. Padło na to najdalej. Epika 5-osobowa wyruszyła z pełnym zapałem z Żabnicy Skałki w kierunku Hali Boraczej. Zapał rósł w miarę wędrowania, bo ośnieżone sporą ilością białego puchu widnokręgi dawały niesamowite doświadczenia estetyczne. Żaden artysta by tego nie wyrzeźnił. Na hali troszkę wywrotów i orzełków. Niektóre nawet latały ;)
Potem droga na Suchą Górę, u której podnóża okazało się, że szlak się kończy. Wracać czy iść wpław? Lecz za szlakiem może okazać się nierealne. Zatem najlepszym rozwiązaniem okazało się schodzenie po śnieżnych zaspach w dół. Cóż, może nie zawsze to było schodzenie: czasami to było turlanie się bądź zjeżdżanie. I nieraz trudno było nas odróżnić od przestrzeni wokół. Szaleństwo w takiej aurze daje dużo odprężenie.
|
