Z wielu ust tej nowy pada okrzyk: szczęśliwego Nowego Roku. Dla wielu to poczucie szczęścia nowego roku kojarzy się z fajerwerkami. My wyszliśmy na górę, aby usłyszeć o szczęściu opartym na tajemnicy spotkania z Małym Dzieciątkiem w Betlejem, które jako Słowo od Ojca jest naszym błogosławieństwem. W Betlejemskim żłóbku budujemy przekonanie, że to błogosławieństwo jest zdolne przemóc każde przekleństwo. Zatem niech Cię Pan błogosławi i strzeże.
Tego Słowa pełnego błogosławieństw słuchaliśmy jak co roku na szczycie góry. W oddali było widać rozświetlone okolice Cieszyna, Nidku i Ustronia, co jakiś czas przebłyskujące sztucznymi ogniami, a na szczycie na skraju polany grupka 17 osób celebrowała Eucharystię.
Wyruszyliśmy z ustrońskiego Poniwca szlakiem rycerskim. Droga nie była trudna. Dość sprawnie przybyliśmy na Małą Czantorię, która w odróżnieniu bardziej znanej Wielkiej Czantorii, przepojona była ciszą i spokojem. O północy w akompaniamencie docierających z dołu wystrzałów sztucznych ogni, radosnym Bóg się rodzi rozpoczęliśmy tajemnicę przyjmowania Bożych błogosławieństw. Po Eucharystii czas na agapę z zeszłorocznych darów, a potem zjazd na workach.
Szczególnością tej edycji noworocznej eskapady był fakt uczestnictwa wraz ze "Skrzydlatą" reprezentacją wspólnoty oazowej dzieci i młodzieży oraz stałych bywalców z terenu naszej diecezji również studentów niekoniecznie pochodzących z Bielska, ale również z odległych miejsc naszej Ojczyzny.
Świadectwo:
Bóg przez tą Wyprawę Noworoczną po raz kolejny pokazał, że bez wspólnoty i walki nie jesteśmy w stanie o własnych siłach dojść do celu. Pytanie: "Co ja tu w ogóle robie?" otrzymało odpowiedź: "Walczysz.", która nie pozwalała się poddać. Do tego usłyszana od przyjaciółki umocniła, że razem zmierzamy do Nieba. Po raz kolejny trud wspinaczki ofiarowany w konkretnej intencji dawał siły a osiągnięciu celu tradycyjnie towarzyszyło "Chwała Ojcu". Bóg pozwolił także spełnić marzenie uczestnictwa w Noworoczną północ w Eucharystii. I jeszcze posługiwać - to już w ogóle czad:) Kiedy po Agapie przyszedł czas zjazdu z Czantorii, a stok wydawał się być pogrążony w ciemnościach, usłyszałam tylko "zaufaj" i drugi raz nie trzeba było powtarzać. Jakby opisać uczucia w trakcie tego szaleństwa? Radość, wolność, zaufanie. A w czasie powrotu robiąc za poduszkę mogłam w jakimś małym stopniu dać komuś "kawałek siebie" i przekazać dalej to co otrzymałam w ciągu ostatnich dni tego 2011 roku.
W błogosławieństwie i szaleństwie - CHWAŁA PANU!
Aga
Tradycją już się stało, że kolejny Nowy Rok witamy na szczycie jakiejś góry. Tym razem, aby dotrzeć na miejsce, musieliśmy najpierw pokonac ponad 80 km drogi samochodem, a następnie już pieszo wraz z organizatorem wyprawy i pozostałymi uczestnikami. Wyjście na szczyt ze świadomością, że tam czeka nas Prawdziwa Uczta, na którą zaprosił nas Chrystus, sprawiało przyjemnośc. O północy w pięknej zimowej scenerii, przy kilkustopniowym mrozie nasz Pan rozgrzewał nas Swoim Słowem i Swym Pokarmem. Nie odczuwałam ani przez chwilkę zimna. Życzenia, które na zakończenie Eucharystii złożył nam Ks. Grześ mocno trafiły w moje serce. Posłużył się słowami błogosławieństwa (Lb 6,24-27) z Liturgii Słowa na Uroczystośc Świętej Bożej Rodzicielki Maryi. Po takich życzeniach i uroczystym błogosławieństwie, poczułam ogrom radości, zapału i energii, którą z przyjemnością rozładowałam szalejąc na stoku. Wracaliśmy do domku trochę z żalem, że to już za nami, ale wypełnieni nadzieją i Bożym pokojem.
CHWAŁA PANU!
Irena