|
Po raz pierwszy zimą mi się udało być tak wysoko. Zaledwie 2634 m n.p.m. na drugim co do wysokości szczycie Tatr. Pogoda była fantastyczna. Śnieg skrzypiał pod nogami, z góry słoneczko podświecało, choć z czasem skryło się za chmurami. Bez wiatru i zbytniego mrozu. Bardzo dobra widoczność bez chmur. Jednym słowem: fantazja.
Pan Bóg sprawił mi prezencik. Za co? Nie wiem. Ale odczytuję to jako niesamowity dar Bożej Opatrzności.
W poprzednie dni kolejka na szczyt Łomnicy nie kursowała. Można było się dostać jedynie nad Łomnicki Staw. Tego dnia kursowała. Gdy wyjechałem kolejką nad Łomnicki Staw, okazało się, że bilet na wyjazd na szczyt można kupić na za dwie godziny. Okazało się jednak, że znalazło się jedno miejsce na za 10 minut. Zatem już za chwilkę ten niezwykły kurs do góry i niezapomniane 50 minut na szczycie.
To wszystko okazało się możliwe dzięki gościnności Sióstr Redemptorystek, które mają klasztor u podnóża Łomnicy w Kieżmarku. A tutaj mnóstwo czasu na spotkanie z Panem, wspólną i indywidualną modlitwę. Ta wspólna oczywiście w wydaniu słowacko-polskim. Czas rozmów (jak to dobrze po latach się spotkać: wcześniej siostry były na bielskich Trzech Lipkach). No i, a jakże, czas odpoczynku.
Filmik tylko po części oddaje wrażenia. Ale choćby tyle, a po więcej trzeba przyjechać do Kieżmarku i wyjechać na Łomnicę. |
