|
Niedziela Chrztu Pańskiego, 8 stycznia 2011
Pośród trudnych doświadczeń może zastanawiasz się, czy jest coś dobrego. Może już na tyle jest w Tobie przykrości, że czujesz się wyobcowany, niekochany. Nie potrafisz dostrzec żadnej pozytywnej relacji. Właśnie dla Ciebie jest orędzie, które zostało Ci już dane u początku twojego chrześcijaństwa w Chrzcie Świętym.
Prorok Izajasz przedstawia dziś Sługę Jahwe. Niektórzy Izraelici interpretując ten tekst odkrywali w Słudze rysy Izraela, Narodu Wybranego. Ale trudno było uznać, że wszystkie słowa są realizowane przez Naród. Wiecej jednak intepretacji wskazywało na jednego konkretnego człowieka. Przypuszczano, że może chodzi o jakiegoś władcę Izraela, a może nawet współczesnego władcę perskiego Cyrusa, który pomógł Izraelitom odrodzić się jako naród. Ale jego władza nie była tak łagodna, by nie nadłamać trzciny nadłamanej czy nie zdmuchnąć tlejącego się knotka.
W świetle Nowego Testamentu odkrywamy, że Sługą Jahwe jest Jezus Chrystus, który realizując rys zaprorokowanej postaci odnawia świat. Jego wskazał dziś Jan Chrzciciel.
Oto ten Jezus przyszedł do Jana nad Jordan, by przyjąć chrzest. Musimy tu od razu podkreślić, że nie był to jeszcze ten Chrzest, który myśmy przyjęli. Chrzest Jana nie miał skutku zbawczego, był jedynie deklaracją nawrócenia.
Chrzest, który udzielał Jan, był zapowiedzią Chrztu sakramentalnego. Wzywał do przemiany życia i postawienia na Boże prowadzenie. Skoro wzywał do nawrócenia, Jan naznaczył sposób udzielania Chrztu - zanurzenie w wodzie. W wodzie, by była znakiem obmycia. Jan nie miał władzy odpuszczania grzechów - to dokonuje się dopiero w Zmartwychwstaniu Jezusa. Ten Chrzest, którego udzielali więc potem Apostołowie, i który myśmy przyjęli, w znaku obmycia dokonywał daru odpuszczenia grzechów, nie tylko zmazy pierworodnej.
Fakt, że Jezus przyszedł przyjąć Chrzest, dodaje kolejnej obietnicy, która dziś się realizuje w naszych Chrzcie. Gdy Jezus wychodził z wody, rozwarło się niebo i dał się słyszeć głos Ojca: to jest mój Syn Umiłowany, w którym mam upodobanie.
W końcu sam Syn Boży przystępował do Chrztu. Jest to prawda. Jest to Syn Boży. Jest Jednorodzony i Umiłowany.
Te słowa jednak stały się prorocze również dla nas. Spodobało się Bogu, by nas uczynić Swoimi dziećmi. Przez naszą decyzję przyjęcia drogi wiary, mocą Chrztu Bóg czyni nas synami i córkami Bożymi. W momencie mojego Chrztu rozległ się na całe niebo okrzyk Ojca: To jest mój syn umiłowany, to jest moja córka umiłowana!
Umiłowany, po grecku Agapetos. Bliskie słowo Agape wskazuje na miłość, nie tylko w kategorii uczucia czy przeżycia, ale miłość maksymalną, miłość ofiary, miłość gotową oddać nawet życie za drugą osobę.
Czyż to umiłowanie nie odciska się na twoim życiu? Czym zasłużyłeś na swoje życie? Niczym. Po prostu je otrzymałeś za darmo od Boga. Czy dostałeś już rachunek za powietrze, którego potrzebujesz do oddychania? Nie. I takiego rachunku od Dostawcy nigdy nie otrzymasz. A do tego przyjaźnie, ludzie, którymi Bóg się posługuje. Nie widzisz Go, a jednak Cię umiłował.
W Piśmie Świętym wielokrotnie przewija się zapewnienie Boże w słowach i czynach o tym, że On nas kocha. Bóg zapewnia nas przez spisane proroctwo, że nawet gdyby kochająca bezgranicznie matka zapomniała o swoim dziecku, On nie zapomni o mnie. On wyrył mnie na Swoich dłoniach. Cóż za szaleństwo, by nie zapomnieć, by cały czas trwać tym przekonaniem, że ja jestem dla Niego ważny. Cała Ewangelia to wieść o tym, jak Bóg tak umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Ta prawda Syna wydanego za nas dokonuje się ciągle na naszych oczach. Za chwilę znowu będziemy świadkami, że Jezus wydaje się za nas, za nasz każdy grzech oddaje życie, byśmy mogli żyć. On sam zostawił tą Pamiątkę umiłowania: oto Moje Ciała za was wydane i Krew za was przelana.
Jest jednak pewna słabość w nas, gdy słyszymy określenie WY. Lubimy się wtedy wykręcić, wtopić daleko w tłum, by się nie wybić za bardzo do przodu. To niestety utrudnia nam przyjęcie orędzia. Utrudnia mi przyjęcie zapewnienia, że to ja jestem umiłowany przez Boga. Zauważmy: jak ktoś prosi "uczyćcie to", jak łatwo włącza się automat: tak wielu poproszonych, to ja nie muszę czynić - zrobią to za mnie, ja się nie poczuwam do przyjęcia słowa. Jak szef powie "dostaniecie podwyżkę", to myślę sobie: każdy dostanie, ale nie ja.
Bóg wypowiadając słowo WY nie traktuje nas jako stopionego w szarą masę tłumu. Traktuje nas jako wspólnotę, w której każdy jest ważny i umiłowany. WY oznacza TY, TY, TY... Należałoby tu wskazać dokładnie na każdego z nas tu zgromadzonych.
Dziś Bóg Tobie mówi: Tyś jest mój Umiłowany. Tobie siedzącemu w pierwszej ławce i w szóstej. Tobie siedzącemu pod filarem i Tobie siedzącemu pod ścianą. I Tobie stojącemu z boku. Mówi również Tobie zgnębionemu i twierdzącemu, że nikt cię nie kocha, nikt cię nie lubi a do tego masz krzywe nóżki. Bóg dziś mówi: Tyś jest mój Syn Umiłowany! Tyś jest moja córka Umiłowana! Ot, jaki dar otrzymałeś na Chrzcie Świętym. On jest nadal aktualny! |
