Dobrze, że jesteś!

Statystyka strony:
Odsłony / HostyIP / Unikalne
darmowe statystyki stron

Okruchy Słowa

Od Tomasza naukowca do Tomasza wierzącego

opublikowane: 15 kwi 2012 10:44 przez x G

Niedziela Miłosierdzia, 15 kwietnia 2012
 
Świętujemy Zmartwychwstanie Jezusa. Ale tak wielu ludzi nie wierzy w zmartwychwstanie. Co gorsza, tak wielu ochrzczonych nie wierzy w zmartwychwstanie, często zadowalając się sprzeczną z prawdą zbawienia obcą chrześcijaństwu teorią reinkarnacji.
Apostoł Tomasz z dzisiejszej Ewangelii doskonale obrazuje właśnie takiego człowieka XXI wieku, któremu brak podstaw, by uwierzyć w Zmartwychwstanie.
O Tomasz niewiele możemy przeczytać w Ewangelii. Ewangeliści synoptyczni wspominają jego imię tylko w wypisach imion Apostołów. Jedynie św. Jan w trzech wątkach ewangelijnych opowiada nieco więcej o tej postaci. Niemniej z te wątki są wystarczające, by móc odnieść tego Apostoła do niedowierzającego człowieka, którego masz koło siebie, a może sam odkryjesz się w Tomaszu.
Pierwszy raz św. Tomasz wspomniany jest w opisie wydarzenia, gry Jezus został wezwany do Betanii, do umierającego Łazarza. Po kilku dniach zwłoki Jezus zwraca się do Apostołów: Choćby do Łazarza. Wtedy słyszymy nieszczęsną odpowiedź Tomasza: chodźmy i my z nim umrzeć. Cóż za sceptyk. Dołuje w momencie. Iluż takich sceptyków możemy spotkać wokół siebie.
Ale nie jest cała prawda o Tomaszu i to nie jest cała prawda o człowieku nam współczesnym niewierzącym w Zmartwychwstanie. Drugie wydarzenie to scena Ostatniej Wieczerzy w Wieczerniku, kiedy Jezus mówi Apostołom o drodze, którą ma do przejścia. Znacie tą drogę - mówi Jezus. Nie wiemy dokąd idziesz, jakże mamy znać tą drogę - odpowiada Tomasz. Tutaj Tomasz ujawnia nam się jako ten, który wszystko musiał mieć zbadane, pewnik, którego nie da się podważyć. Tomasz naukowiec.
Wreszci trzecie, najbardziej znane, przed chwilą usłyszane wydarzenie. To właśnie na podstawie tego zdarzenie zwykliśmy mówić: Niewierny Tomasz. Gdy pozostali Apostołowie zapewniają, że Jezus zmartwychwstał i żyje, on, naukowym wzrokiem mówi, że musi mieć dowód: zobaczyć Jego rany i dotknąć ich. Jezus rzeczywiście dał mu zobaczyć i dotknąć ran, ale to nie do końca było doświadczenie naukowe. Tomasz doświadczył człowieka, ale wyznał Boga.
To nie dowód naukowy prowadzi do wiary. Wiele już dowodów naukowych przeprowadzono odnośnie prawd biblijnych. Ale one mimo wszystko są zbyt słabe, by w pełni uwierzyć w moc zbawienia. Tomasz spotkał Jezusa. Spotkanie żywego zmartwychwstałego Pana jest podstawowym warunkiem, by uwierzyć w zbawienie, które daje Zmartwychwstały Jezus!
Tu jest potrzebne nasze świadectwo życia.
Św. Jan przynagla nas, byśmy przestrzegali przykazań. Co więcej, pisze, byśmy nie tylko je przestrzegali, ale byśmy nimi miłowali Boga, a miłując Boga miłowali bliźniego.
Doświadczenie miłości we wspólnocie pozwala dostrzec żywego Chrystusa. To świadectwo przysparzało nowych wierzących w pierwotnej wspólnocie chrześcijańskiej. Mówiono: patrzcie, jak oni sie miłują. Św. Łukasz w Dziejach Apostolskich nam dziś przedstawia tą wspólnotę: Jeden duch i jedno serce ożywiało wszystkich wierzących. Ta miłość nie pozwalała, by ktokolwiek pozostał bez środków do życia. Ale też tą postawę nieustannie ożywiało świadectwo pełne mocy o tym, że Jezus rzeczywiście zmartwychwstał i żyje.
Postawa miłosierdzia ludzkiego i Boże Miłosierdzie przenikają się. Ten dar Bóg dał darmo. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. To Jezus Zmartwychwstały dziś mówi do Ciebie: Pokój wam! Daje dar najbardziej nam potrzebny już teraz. Daje dar, który pozwala na zgłębienie dobroci Boga i przyjęcie Jego Miłosierdzia.

Oddał Jezusowi swój grób

opublikowane: 8 kwi 2012 13:20 przez x G

Niedziela Zmartwychwstania, 8 kwietnia 2012
 
Dramat strajkujących i odsuniętych od pracy pracowników chorzowskiej huty Batory pozbawionych środków do życia, perspektywy życia, przeplatał się w minionym tygodniu z odgłosami wbijanych gwoździ do krzyża Jezusa. W kościele słyszymy, że Niewinny został zabity. Cóż, Jego filozofia nie pasowała do panujących trendów. Ostrzegaliśmy Go, więc ma, na co zasłużył. Umarł. Tak kończy każdy nędznik. Tak skończę i ja.
Józef z Arymatei oddał Mu swój grób, by go tam pochować. Trzeba pochować nieboszczyka. tam było najbliżej.
Stop-klatka! Oddał Mu swój grób?
Jakie jest moje pojęcie o grobie? Ktoś umiera, więc się go tam zakopuje i sobie gnije.
Ale tu się dzieje coś innego. Po trzech dniach, a właściwie znacznie mniej, bo po niespełna 40 godzinach, ten grób jest pusty. A Jezus żyje! To się w głowie nie mieści.
Ale co z naszymi grobami?
Piotr i Jan biegli do grobu Jezusa. Biegli z własnymi wyobrażeniami, z własnymi grobami. Jan, gdy wszedł i zobaczył znaki Poranka, ujrzał i uwierzył! Oddał swe wyobrażenie. Oddał swój grób.
Co jest naszymi grobami?
Często przykryty fałszywym luzem, szpanem, obłudą, ironią, a we wnętrzu strach przed chorobą, brak nadziei.
Święty Paweł wzywa nas, byśmy przeżywali Paschę bez kwasu. Jak Izraelici, którzy wyrzucali na czas Paschy wszelki kwas i zakwas. Ciasto na chleb nie miało się kiedy zakwasić, a przecież trzeba było jeść, dlatego chleb był niekwaszony. Święto bez kwasu złości i nienawiści. Ale nie tylko na święto.
Józef nie pożyczył grobu Jezusowi. Na pożyczenie może więcej chętnych by się znalazło. On oddał Mu grób. To konkretna przemiana w myśleniu.
Właśnie chodzi o to, by Zmartwychwstanie Jezusa przełożyć na życie. Konkret?
Oto w Albanii, państwie przez system socjalistyczny całkowicie zakonserwowanym w sobie, żeby ludzie nie myśleli, że może być lepszy świat. Rządcy chlubili się, że to państwo całkowicie ateistyczne. Przez 40 lat nie sprawowano na jego terenie Eucharystii. I oto ks. Jubanis po 24 latach więzienia za nic, sprawował po raz pierwszy od 40 lat Mszę Świętą na cmentarzu Skodar. Ludzie wyglądający nadziei, dowiedziawszy się o tym, zaczęli tam przybywać. Z czasem dowiedzieli się o tym też słudzy socjalizmu. Ks. Jubanis został ponownie wtrącony do więzienia. Na co mu to było? Czy rzeczywiście nie spełniło zadania? Ależ nie. To bardzo ważny moment przełomu w tym państwie. Tu rozpoczęła się droga wolności. Tym razem o tym kapłanie dowiedział się świat. Przemiany się rozpoczęły. Dziś w Albanii buduje się kościoły, rozwijają się wspólnoty, życie codzienne napełnione jest perspektywą.
Pytam Cię więc: czy Ty wierzysz, że Jezus dla Ciebie zmartwychwstał?
Jeśli tak, to wypowiedz to teraz głośno i wyraźnie: Chrystus Zmartwychwstał! Alleluja!

Chodźcie, powróćmy do Pana

opublikowane: 19 mar 2012 12:17 przez x G   [ zaktualizowane 19 mar 2012 12:23 ]

Cieszyn, kościół Świętego Krzyża, Czuwanie charyzmatyczne 17 marca 2012
 
Dwóch ludzi modliło się w kościele. Jeden mówił: dziękuję Ci, Boże, że jestem porządnym katokiem. Chodzę do niedziela do kościoła, modlę się, nie jem w piątki mięsa, przybywam na czuwania Zacheusza... A drugi pod ścianą tylko bił się w piersi i wołał: Boże, miej litość nade mną grzesznikiem. Człowieku spod ściany, możesz już wstać. Jesteś usprawiedliwiony.
Wydaje się czasami, że już nie ma z czego się nawracać. Ale przypomnij sobie, jak święty byłeś w momencie Chrztu Świętego. A teraz tyle powirowań, że gdzie ci do tego stanu.
Więc chodźcie, powróćmy do Pana.
W Ewangelii jak refren powtarza się: nawracajcie się. To słowa wolności dla każdego człowieka, bo każdy ma jakiś odcinek do nawrócenia jeszcze. A równocześnie nie przekreśla nikogo, bo nawet z największej przepaści grzechowej może się człowiek nawracać. Grzesznicy i cudzołożnice wchodzą przed wami do Królestwa Bożego, bo one zauważają swoją grzeszność i robią pierwsze, nieporadne kroki, że może owoców nawet za bardzo nie widać, a ja twierdzę, że jestem super katolikiem.
Czy umiem sie uradować także nawróceniem drugiego człowieka?

Wolność i zrozumienie. Czy róża jest bezpieczna?

opublikowane: 13 mar 2012 07:21 przez x G   [ zaktualizowane 15 mar 2012 02:29 ]

Rekolekcje akademickie,
Cieszyn, 12-14 marca 2012
 
 
 
 
 
 
 
Poniedziałek: Nadzieja
 
Mt 8,5-10.13

2Kor 1,3-4: Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga.
Przybywamy dziś z naszych środowisk, naszych zajęć. W naszym życiu są zdarzenia, które nas radują i frapują.
I oto przybywasz na rekolekcje. Może po to, by spełnić wyczaj wielkopostny. A może właśnie przygnieciony codziennym życiem szukasz pokrzepienia.
Bez względu, z jaką motywacją tutaj przybywasz, to chcę cię zapewnić, że dobrze, że jesteś tutaj. Bóg ten czas przygotował dla ciebie.
Każdy z nas nieraz przeżywał trudne chwile w swoim życiu. Spróbujmy się przyjrzeć temu.
Np. sytuacja: ktoś z bardzo bliskich ci osób zapada w śpiączkę. Nie wiesz, co się dzieje. Wzywasz pogotowie, ratownicy medyczni zawożą go do szpitala. A w tobie mnóstwo myśli: czy przeżyje, czy wyzdrowieje. Twoja twarz na zmianę blednieje i czerwienieje. Ostateni poty wylewają się z troski o najbliższą ci osobę. Minuty wydłużają się jakby trwały całe wieki. Chciałbyś, żeby to się okazało tylko bajką. Ale nie, napięcie narasta. Lekarze rozkładają ręce i…
No właśnie. jak sobie wtedy z tą sytuacją radzę.
Oczywiście, w to miejsce można wstawiać każdą opowieść przerażającego cię odcinka twojego życia.
Co robisz, gdy stajesz wobec życiowego dramatu:
— poradzisz sobie sam
— szukasz wizji życia w przesądach, sennikach, kartach, horoskopach
 eh, znowu czarny kot przebiegł drogę — co on ma do rzeczy
— szukasz pomocy u wróżek
— szukasz ostoi w narkotykach, alkoholu,
— przegrywasz, to już nie ma sensu, trzeba z tym skończyć
Może jest przekonanie, że modlić się nie ma co.
  -  to takie nienowoczesne, dla starych babć
  -  gdzież by Bóg mnie wysłuchał
  -  a z resztą, czy to nie dowód na to, że go nie ma?
Co może być konsekwencją takiego myślenia?
Pozbawiamy się nadziei, pozbawiamy się wiary.
Jeśli byśmy chcieli wyrzucić z siebie odczucia, stajemy się zgorzkniałymi chodzącymi trupami. Nie ma w takim człowieku życia, pełni rolę mechanizmu.
Jest taki prosty sposób na problemy ludzkie: wyeliminować — będzie spokój.
Chorujesz? Szybka śmierć, nie będzie długo bolało.
Ale gdzie serce człowieka? To serce, które mówi KOCHAM i chce usłyszeć KOCHAM?
Znasz sytuacje: przygotowywałeś się na egzamin, noce nie przespane, oczy na zapałkach, ziewając połykasz w całości sąsiadów… A profesor po jednej potyczce powie: nieuk, baran, tylko byś balangował… Co wtedy czujesz?
To jest spotkanie człowieka. To jest uprzedmiotowienie człowieka. Czy takiego świata potrzebujesz? Wtedy wiesz, że nie o taką wolność chodzi w twoim życiu.
Można powiedzieć człowiekowi: nie martw się. Ale wiesz, że to tylko mrzonka. Człowiek potrzebuje czegoś więcej niż samego „wszystko będzie dobrze”. Potrzebuje wtedy mocy nadziei.
Każdy z nas wie, jakie żniwo potrafią zbierać powodzie. Sięgnąć pamięcią tylko półtora roku wstecz. Człowiek pozostaje bez dachu nad głową, bez środków na życie. Po powodzi z roku 1997 do dzisiaj wielu ludzi się z tego nie podniosło. Czego brakowało?
2Tm 3,1-5: Wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne. Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni, zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga. Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. I od takich stroń.
Można popaść w rozpacz. Ale to tylko wbicie gwoździa do trumny.
Człowiek pozbawiony nadziei zatraca się.
Ale czy takiego życia chcesz?
Bóg chce Ci dać inną wizję.
Setnik z Ewangelii był człowiekiem głęboko wierzącym. Dowodu nie trzeba długo szukać. Pewnie słyszał i widział, co Jezus czyni. Wiedział, że Jezus może się dotknąć jego sługi i ten będzie zdrowy. A on…
Nie chce trudzić Jezusa. A do tego tak wielu innych chce też z Jego pomocy skorzystać.
Powiedz tylko słowo…
Jakie jest twoje spojrzenie w przyszłość?
        — boisz się,
                 czy będzie praca,
                 czy założona przez ciebie rodzina będzie szczęśliwa,
                 czy nie będzie w niej krzywd, przemocy, alkoholizmu,
                 czy dzieci będą chciały poznać dobrą drogę i nią iść, 
                 czy będą mieć odpowiednie wykształcenie, 
                 czy spełnią się moje marzenia
                 czy nie będzie wypadku i staniesz się kaleką do końca życia
        — a może myślisz, po co myśleć o przyszłości, grunt, że teraz jest dobrze
                 a gdy przychodzi nieszczęście, to jest gdybym to ja wiedział…
                 a już myśleć o śmierci — lepiej uciekać od tego tematu, boję się go
Ale jest jeszcze rozwiązanie chrześcijańskie:
 Z NADZIEJĄ
 
Nadzieja matką głupich?
Co to jest nadzieja?
To postawa wobec przyszłości, pewność, że Boże obietnice zostaną spełnione, ufność, że to co złe, przeminie, a zachowa się to, co dobre.
No tak, w kontekście brutalności świata to rzeczywiście matka głupich. Bo w tym świecie trzeba być pazernym, żeby być na wyżynach…
Tylko to wyżyny szczęścia?
Czy nie byłoby lepiej, gdyby wokół nas panowało dobra? Bylibyśmy bezpieczniejsi.
o. Daniel Ange pisze o początkach swojej pracy ewangelizacyjnej po latach życia pustelniczego:
Zacząłem przyjmować zaproszenia na spotkania Odnowy. Widziałem na nich piękną młodzież, która odnalazła drogę do Kościoła. Ale moją obsesją były puste miejsca. Dręczyło mnie pytanie: "Gdzie są pozostali?": Tyle dzieci Bożych nie przychodzi na wołanie! Jak dotrzeć do najbardziej oddalonych? W końcu dostałem znak, podobny do błagania młodego Macedończyka, jakie usłyszał Paweł (Dz 16,9), nabazgrane na kartce wołanie o pomoc: "Przyjdź do mojej szkoły! Dwa tysiące pięćset uczniów! I co Kościół robi dla tych swoich dzieci?": Ten krzyk poruszył mnie do głębi. Mojego przełożonego też. "Nie masz prawa pozostać głuchy na to wezwanie naszego Pana”. Poszedłem więc, z obawą i drżeniem. Okazało się, że mam chodzić po wszystkich klasach. Byłem przerażony. Na mój widok przyjmowali cyniczną pozę. Spadłem znienacka do innego świata, bez żadnej instrukcji postępowania. Dorośli mnie ostrzegli: "Ani słowa o Bogu! Tylko problemy społeczne, ostatecznie seksualne". Tabu zostało zdjęte z seksu i przeniesione na Boga. Jak przedłożyć Boga nad seks? Zdumiało mnie jednak ich pragnienie Boga. Nieraz po upływie godziny, nie chcieli ruszyć się z miejsca i opuścić sali: "Nikt jeszcze nie mówił nam takich rzeczy! Chcemy słuchać dalej!"
W Piśmie Świętym jest wiele słów określających nadzieję. Np
qawa i tiqwa nawiązujące do skręcania sznura mówią o jakimś napięciu czasu, albo do liny, której ktoś się trzyma na drugim końcu.
jahal i tohelet sugerują nam po prostu czekanie.
sabar — czuwać, oczekiwać
hasa — schronić się, uciekć przed kimś, pokładać ufność
batah — zaufanie
O nadziei wielokrotnie Pismo Święte mówi nie używając słowa nadzieja.
Próbowałem troszeczkę posegregować kilka wersów mówiących o nadziei.
 
1. Bóg mnie kocha i ma dla mnie plan
1Kor 13,7: Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Ef 2,12: W czasach obrzezania byliście poza Chrystusem, obcy względem społeczności Izraela i bez udziału w przymierzach obietnicy, nie mający nadziei ani Boga na tym świecie.
Ef 1,18-19: Niech da/ wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących na podstawie działania Jego potęgi i siły.
Ef 4,4: Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie
 
2. Nadzieja zbawienia, zmartwychwstania i nieba
1Kor 15,14: A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara.
J 12,47b: Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale aby świat zbawić.
Dietrich Bonhoeffer, ewangelicki teolog z czasów II Wojny Światowej mówił: Kto zna Wielkanoc, nie może rozpaczać.
 
3. Nadzieja Abrahama
m.in. Dz 13; Rz 4
Ga 3,6: Abraham uwierzył Bogu i to mu poczytano za sprawiedliwość.
 
4. Obietnica
Nowy Testament potwierdza nam spełnianie się obietnic Bożych.
2P 3,8-9: Niech zaś dla was, umiłowani, nie będzie tajne to jedno, że jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień. Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia.
2kor 1,20: Ile tylko obietnic Bożych, wszystkie są TAK w Nim. Dlatego też przez Niego wypowiada się nasze Amen Bogu na chwałę.
 
5. Próba nadziei, skazani na śmierć, wytrwałość do końca
Św. Paweł przed królem Herodem Agryppą Dz 26,7: A teraz stoję przed sądem, gdyż spodziewam się obietnicy, danej przez Boga ojcom naszym, której spełnienia ma nadzieję doczekać się dwanaście naszych pokoleń, służących Bogu wytrwale we dnie i w nocy. Z powodu tej nadziei, królu, oskarżyli mnie Żydzi.
A do wierzących: Dz 28,20: Dla nadziei Izraela dźwigam te kajdany.
Mt 10,22: Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.
 
6. Zrodzeni do nadziei
Rz 5,3-9: Chlubimy się także z ucisków, wiedząc, że ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy jeszcze byli bezsilni. A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni.
Rz 8,22-24: Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując przybrania za synów odkupienia naszego ciała. W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni.
1Tes 5,8: My zaś, którzy do dnia należymy, bądźmy trzeźwi, odziani w pancerz wiary i miłości oraz hełm nadziei zbawienia.
 
7. Krzyż znakiem nadziei
Hbr 3,14: Jesteśmy bowiem uczestnikami Chrystusa, jeśli pierwotną nadzieję do końca zachowamy silną.
1Kor 1,22-24: Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą.
Jan Paweł II: Krzyż - znaczy: Bóg jest większy od nas, ludzi, większy niż nasza zawodność, jest ratunkiem nawet w największej klęsce, życie jest silniejsze niż śmierć.
 
Róża Małego Księcia: Mały Książę z wielką pieczołowitością opiekował się swoją różą, wierząc że to ma sens. Ta nadzieja napełniona była miłością.
Jan Paweł II: Dla chrześcijanina sytuacja nigdy nie jest beznadziejna. Chrześcijanin jest człowiekiem nadziei. I to nas wyróżnia.
On myśląc o męczennikach w Albanii z odwagą pytał się młodych ludzi zgromadzonych w Ortrante:  "W obliczu sugestii niektórych współczesnych ideologii, pytam was: czy jesteście gotowi, w pełni świadomie i z pełnym przekonaniem, woleć umrzeć za Chrystusa, niż się Go zaprzeć?"
Benedykt XVI: Nadzieją może być jedynie Bóg, który ogarnia wszechświat i który może nam zaproponować i dać to, czego sami nie możemy osiągnąć. Właśnie otrzymanie daru należy do nadziei. Bóg jest fundamentem - nie jakikolwiek bóg, ale ten Bóg, który ma ludzkie oblicze i umiłował nas do końca... Cierpienie należy zjednoczyć z Chrystusem - skutkiem jest przemiana cierpienia przez siłę nadziei, która rodzi się wiary.
 
Wprowadzenie do modlitwy:
1P 3,15: Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest.
Rz 15,13: A Bóg, dawca nadziei, niech wam udzieli pełni radości i pokoju w wierze, abyście przez moc Ducha Świętego byli bogaci w nadzieję.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Wtorek: Przebaczenie
 
Mt 18,21-35
 
Św. Teresa z Lisieux usłyszawszy, że groźny, niepokojący ludzi morderca Pranzini został schwytany i wydany pod sąd, zapragnęła, żeby on został zbawiony. Jak to? Taki morderca? Tak, zaczęła bardzo intensywnie modlić się o jego zbawienie. No, ale powiemy, to zakonnica. Jej to łatwo mówić.
 
Daphrosa (dwadzieścia pięć lat) widziała i słyszała, jak giną jej rodzice. Od tego czasu regularnie spotyka zabójców w swojej dzielnicy, ale nie powiadamia policji. Jest to dość ryzykowne: jeśli wiedzą, że ona wie, mogą jeszcze ją po cichu zabić, jako niewygodnego świadka. Ale oto co się dzieje: ona modli się i pości, żeby oni nie poszli do piekła; ci, którzy zrobili piekło na ziemi. Chce, żeby poszli do nieba. Nie chce ich potępienia, lecz uświęcenia. Nie zna Teresy z Lisieux, ale tak jak Teresa zabójcę Pranziniego, tak ona rodzi ich dla życia Bożego. Mała czternastoletnia mama duchowa.
Dziś grupy młodzieży przemierzają wzgórza, wędrują od parafii do parafii, by wzywać tłumy do przebaczania. Po takim wystąpieniu Emmanuela, młodego analfabety, podchodzi jakiś mężczyzna: "Przypadkowo przechodziłem koło kościoła... Usłyszałem cię... Oto granat, którym chciałem zabić zabójców mojej rodziny!".
Dzisiejsza Ewangelia najlepszym zobrazowaniem tematu
Żeby nam się lepiej słuchało to może choć troszeczkę spróbujmy naśladować Daphrosę:
 
Zestawienie dwóch długów: 100 denarów i 10 000 talentów.
1 denar = dzień pracy
100 denarów = 100 dni pracy
10000 talentów = 60 mln denarów = 164 000 lat pracy!
Jakżesz ten gościu tyle długu zaciągnął – to dla mnie pierwsze niepojęte
Ale co za miłosierdzie pana wobec tego sługi: po prostu przebaczył – on nie miał szans ani 1% odpracować
Tak jest z naszymi grzechami. Każdy grzech = skazanie na śmierć. Choćbyś w zamian za to miał otrzymać grzywnę – jak wielka byłaby to grzywna. A teraz to sobie pomnóż razy ilość swoich grzechów.
No i zostało mi po raz kolejny odpuszczone 60 mln denarów. A ja?
Nie potrafię przebaczyć 100 denarów.
Owszem, 100 denarów to jest ciężka praca. Pieniądze drogą nie spacerują. Tym bardziej, jak ci trudno związać koniec z końcem, żeby wystarczyło wypłaty na cały miesiąc, to wtedy wiesz, że każdy grosz by ci się przydał.
Niektóre firmy chcąc pomóc takim pracownikom, wypłatę robią pod koniec miesiąca. Wypłacają pod koniec miesiąca, żeby starczyło do pierwszego.
Jak to było z Chrystusem, że potrafił odpuścić nam 10 tys. Talentów (a nawet więcej)?
 
W chwili największej słabości i swojej największej niemocy, Chrystus wypowiada słowa, w których kryje się tajemnica największej mocy, słowa, które są źródłem życia i nadziei: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedza, co czynią (Łk 23,34). To słowo przebaczenia ma moc zgładzenia wszystkich grzechów wszystkich ludzi wszystkich czasów. To słowo przeważyło szalę. Na jednej szali wagi zostały złożone wszystkie winy, wszystkie zbrodnie, wszystkie grzechy wszystkich ludzi wszystkich czasów, także wszystkie grzechy każdego z nas. A na drugiej szali zostało złożone to słowo: Ojcze, przebacz, słowo poparte ofiarą Chrystusa, oddaniem w cichości, bez oporu, swojego życia. Wtedy właśnie szala została przeważona. To słowo przebaczenia poparte ofiarą życia Baranka, Chrystusa, ma większą moc niż wszystkie zbrodnie i grzechy całej ludzkości. Sytuacja odtąd zmieniła się radykalnie. Otworzyła się nam droga przebaczenia i droga nowego życia. A z tej śmierci życie tryska.
 
Wielki Piątek. Roland znienacka pyta: "Co by się stało, gdyby Jezus nie powiedział: «Ojcze, przebacz im»?". Zdumiony, zadaję jemu to samo pytanie. Po chwili ciszy, z wielkimi niebieskimi oczyma utkwionymi w moich, rzuca: "Nie istniałbym!". Wielka Sobota. Po moim wykładzie na temat ikony Zmartwychwstania: "Ja też chciałbym zejść do piekieł..." Pytam: "Po co?". Odpowiedź jest natychmiastowa: "By uwalniać ludzi!".
Tydzień później głoszę weekendowe rekolekcje na temat... przebaczenia. Dzwoni telefon, dowiaduje się, że Roland został zamordowany przez ojczyma, po tym, jak widział, że zabija on jego matkę i jedną z sióstr (drugiej udało się uciec i opowiedzieć bieg wydarzeń). Jestem pewien: z dna tego piekła modlił się: "Ojcze, przebacz mu, nie wie, co czyni!". Zrodził swego mordercę dla Boga!
 
Tydzień temu z grupą biblijną czytaliśmy rodowód Jezusa z Ewangelii wg św. Łukasza. Można się nieźle zakłopotać i zapętlić czytając te wszystkie imiona. Mamy świadomość, że to nie byli wszyscy święci. O niektórych wprost Pismo Święte opowiada w innym miejscu, jakimi potężnymi grzesznikami byli.
Ale jak się czyta ten rodowód to jest taki refren: syna.
Jezus był jak mniemano synem Józefa, syna Helego, syna Mattata, syna Lewiego, syna Melchiego, syna Jannaja…
Ktoś z grupy stwierdził, że zamiast słuchać tych dziwnie dla nas brzmiących imion, jeszcze przez nas przekręcanych, zaczął liczyć tych synów. Wynik: 77.
Skojarzenie nasunęło się natychmiast: Ile razy mam przebaczać?
Wszystkim do najdalszego pokolenia, do Adama, który stał się prowoderem tych wszystkich grzechów, sprzeczek, nienawiści.
 
Oto stary kardynał Koliqi z Albani wychodzi po trzydziestu pięciu latach więzienia i obozów pracy. Na ramionach, na nogach widać ślady okropnych tortur. Ale na twarzy ani cienia zgorzknienia, złości. Wyznaje: "Kiedy spotykam na ulicy tych, którzy mnie torturowali, uśmiecham się do nich najpiękniej, jak potrafię. Dziękuję im, bo sprawili, że bardziej przypominam Jezusa!"
 
Błogosławiony Kazimierz Grelewski został powieszony w Dachau 9 stycznia 1942 roku. Przed wejściem na szubienicę zawołał do swoich oprawców: "Kochajcie Pana!". Świadek opowiedział, że któregoś dnia kapo uderzył go i popchnął. Ojciec Kazimierz wstał, przeżegnał się na oczach tego, który go pobił, i powiedział do niego: "Niech Bóg ci wybaczy". Na te słowa kapo rzucił się na ojca Kazimierza, bijąc go pałką i krzycząc: "Wyprawię cię zaraz do tego twojego Boga!".
 
Oto Joan Barbus, grekokatolik z Rumunii. Siedemnaście lat więzienia, z czego siedem w całkowitej izolacji (jedyne stworzenia raz widziane: dwie myszy): "To, co mi pozwoliło wytrzymać, to modlitwa. Wiara i miłość różnią tych, którzy przebaczają, i tych, którzy nie przebaczają". W więzieniu dzieli kołdrę z zabójcą. "Przebaczenie, jak wiecie, w rumuńskim pochodzi od słowa «wyzwolić». Przebaczenie jest nadzwyczajnym uczuciem, które daje ci pełną wolność. Ten, kto nie przebacza, nie może być wolny."

Jak przebaczać? Jak dojść do postawy Daphrosy, Rolanda, kard. Koliqi, Joana, bł. Kazimierza czy św. Teresy? Jak dojść do postawy Jezusa?
Problem przebaczenia był odwiecznym problemem ludzi, o czym świadczy Pismo Święte.
 
Księga Rodzaju: księga człowieka.
Historia patriarchy Jakuba i jego brata Ezawa była przepleciona walką.
Matka Rebeka gdy miała ich pod sercem, narzekała, że pod jej sercem ciągle się biją. A to inteligenci – już przed narodzeniem znali sztuki walki.
W momencie porodu Ezaw wynurzył się pierwszy, ale Kuba go trzymał za piętę.
Gdy Ezaw przyszedł do domu zmęczony, a Jakub bawił się w kucharza, Ezaw poprosił go o posiłek. A ten Kuba, cwaniak, zamiast dobrodusznie dać mu jeść to zażądał od niego przywileju pierworództwa. No, jak ja mam ginąć z głodu to na cóż mi pierworództwo. Cóż, za kawałek chleba człowiek jest gotowy wszystko oddać.
Wreszcie, gdy ojciec Izaak przed śmiercią chciał pobłogosławić Ezawa jako pierworodnego, oczywiście Jakub go wyprzedził.
Urwisy gorsze niż Bolek i Lolek.
Po śmierci swego ojca Jakub wyruszył do Charanu uczyć się życia. Ciężko pracował, żeby zdobyć sobie żonę. Cóż, nie było zwyczaju wydawać młodszej córki przed starszą, więc Laban dał mu w podstępie starszą. Jak chcesz młodszą to pracuj na nią następne 7 lat. Co na to Jakub? Pokornie przyjmuje wyzwanie. To już inny człowiek. Taki pokorny. Praca rzeczywiście pokazuje właściwie pojętą wartość człowieka.
Po tych długich latach Jakub wraca do swojego domu. Wie, że będzie musiał spotkać się z Ezawem. Wie, że rozstali się bynajmniej nie w przyjaźni. Może dojść do walki. Co robi?
Posyła mu dar: całe stado trzody – to było bogactwo!
Ustawia szyk: najpierw niewolnice, potem ta mniej kochana żona i na końcu na najbardziej kochana żona, żeby była najbezpieczniejsza. Ale on sam, bynajmniej nie idzie na końcu, jako pan i władca. Idzie w pokorze na samym początku i z daleka kłania się Ezawowi, który z 400 wojownikami idzie przeciwko nim. Ten, co wywalczył pierworództwo nazywa swego brata już wtórnorodnego swoim panem!
Efekt: Rdz 33,4-11
To niewątpliwie bracia przemienieni, całkiem inna relacja.
Ale co daj?
Ezaw proponuje: ruszajmy więc razem w drogę.
E, wiesz co, ale my jesteśmy zmęczeni, będziemy za wolno iść, więc może my pójdziemy osobno.
Czy na pewno do końca przebaczył?
Do Jezusowego Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią miał daleko.
 
Dziś Jezus wzywa nas dalej.
Droga przebaczenia dokonuje się procesem. Nie ma idealnym ekspertów pośród ludzi. Dzisiaj stając przed wami sam uczestniczę w tej drodze. Sam potrzebuję przebaczyć. Choćby więc razem.
Za chwilę przystąpimy do Spowiedzi. To dobry moment, żeby nie tylko powiedzieć swoje grzechy, ale również przebaczyć. Pomyśl więc o osobie, której chcesz przebaczyć. Może to będzie
- sąsiad, który nie daje ci spać po nocach, bo codziennie balanguje,
- policjant, który ci wlepił mandat, bo jechałeś 160 km/h w terenie zabudowanym,
- sędzia, który wymierzył ci niesłuszną karę,
- może to będzie ten człowiek koło ciebie, bo powiedział ci: ty durniu,
- może to twój ojciec, mama, brat, siostra – oj tu są szczególne ogniska zapalne, bo nawet małe „byleco” może być powodem ciągnącego się dramatu – no bo oni powinni najbardziej mnie kochać.
 
Wyznacz sobie etapy drogi przebaczenia. Znajdź siebie na niej:
1. Chcę
2. Modlę się o umiejętność przebaczenia.
3. Modlę się z miłością za tą osobę.
4. Jestem gotów na konkretny gest, słowo wobec tej osoby – próbuję go wykonać. W czasie spowiedzi możesz dokonać taki gest wobec osoby, której potrzebujesz przebaczyć, bądź, jeśli jest nieobecna, symbolicznie wobec kogoś innego.
5. Matka Teresa z Kalkuty mówi, że etapem jest zapomnieć. Historii nie zmienimy. Nieraz droga do przebaczenia staje się najpiękniejszym świadectwem, więc to zapomnienie to przede wszystkim odkrycie przestrzeni wolności, że to mnie nie zżera, nie przeraża. Nie jestem niewolnikiem takiego zachowania.
Mały Książę, gdy zobaczył ogród róż, uświadomił sobie, kim jest dla niego ta jedna ukochana róża. To był czas jego przebaczenia swojej róży.
Każde odrzucenie miłości jest pozbawianiem tlenu; z tego powolnego duszenia się wyrywa nas ręka Zmartwychwstałego. Przywraca nam atmosferę narodzin i życia. Wdychamy zapach Jezusa i oddychamy tchnieniem Ducha. W rytmie Serca Ojca.
Rada Jana Pawła II jest słuszna i prawdziwa: ,,Niech Kościół oddycha płucami przebaczenia i miłosierdzia!".

 

 
Środa: Wspólnota wiary
 
Pwt 4,1.5-9; Mt 5,17-19
 
Chrześcijanin to człowiek nadziei.
Chrześcijanin to człowiek przebaczenia.
Ale jak tą prawdą żyć, nie tylko na rekolekcjach, ale w codzienności? Czy Bóg raczy mi dać jakąś pomoc?
 
Tak, Bóg daje pomoc. Rozejrzyj się wokół siebie. Popatrz na prawo, uśmiechnij się, popatrz na lewo, uśmiechnij się.
To twoi bracia i siostry w wierze. Oni też pragną i potrzebują nadziei, pragną i potrzebują przebaczenia. Dowód, że tak jest? Myślę, że to, co tutaj miało miejsce jest wystarczającym powodem, by to zweryfikować.
Bóg nie pozostawił cię samego. Dał ci wspólnotę wiary.

Gromadził najpierw naród wybrany.
Czytamy dziś: czyż któryż naród wielki ma bogów tak bliskich, jak Bóg nasz, Pan zastępów? Tak wspaniałe prawa…
To Stary Testament: Bóg Jahwe – Jestem, Który Jestem!
A o ileż bardziej ta wspólnota wiary zrodzona na jeszcze większej bliskości Emmanuela – Boga z nami!
Tak, to jest jedyna szczęśliwsza wspólnota od starotestamentalnego Izraela.
Zobacz, to ja i ty.
 
Po co? Bo wie, że sam możesz łatwo zwątpić.
A dlaczego tutaj jest ratunek? Bo teraz ten brat czy siostra może się za ciebie modlić, a ty za niego.
Modlić się wzajemnie, aby w ten sposób okazać sobie miłość. Modląc się za drugą osobę nie tylko spotykasz i czcisz Boga, ale wypełniasz przykazanie miłości względem bliźniego.
Takie było pragnienie Jezusa, byś tu był bezpieczny. Gdy wokół tyle kłamstwa i nienawiści, tutaj jest prawda, nadzieja i przebaczenie.
 
Jak tą rzeczywistość nazwać?
Wiem, to słowo jest dziś niepopularne, wręcz wstydliwe, wyśmiewane, poniżane, obrzucane jadem. Może wstyd ci się do tego przyznać.
To KOŚCIÓŁ!
Ten, ten na którego się wytyka palcami i krytykuje na wszystkie strony. W kraju, gdzie 90% mieni się jako katolików, 90% mediów bruzga po Kościele, swojej wspólnocie wiary, wzajemnej pomocy i miłości.
Ale powiesz, to dziś niepopularne. Może załóżmy nową wspólnotę, byle nie Kościół. Ale jeśli nie Kościół, to nie Chrystus, bo tą wspólnotę On sam założył. Ten, który dla Ciebie umarł, zmartwychwstał i żyje, a Swoje życie i miłosierdzie uobecnia poprzez Sakramenty Kościoła.
 
W czasie Światowych Dni Młodzieży w Toronto Jan Paweł II ma odwagę wołać, wzbudzając fantastyczną owacje: "Jeśli kochacie Chrystusa, kochajcie Kościół!”
Właśnie wtedy przypomniał grzechy Kościoła, na grzechy pasterzy Kościoła, właśnie tych, na których patrzy opinia publiczna. Ale zachęcał: zobaczcie głębiej. Zobaczcie tych pasterzy zaangażowanych dla was, poświęcających czas dla was. Zrezygnowali z małżeństwa, żeby być dla was, modlą się za was, dla was trwają w konfesjonale, czasami długimi godzinami.

Ale Kościół na tych się też nie kończy, bo przecież ilu wspaniały ludzi słuchających Pana, wydających owoce w świeckim życiu, radości, pokoju, entuzjazmu, nadziei?
A że nieraz widać ciągle te błędy i krzywdy? Któż ich nie ma.
Z Kościołem jest jak z witrażem, szczególnie może w tych miastach o dużym zadymieniu. Jak popatrzysz na ten witraż z zewnątrz, co widzisz? Brzydki. Nic nie przedstawia!
Ale wejdź do środka. Jaka piękna gra barw, świateł. I od razu nastraja cię do spotkania z tym, który jest w samym sercu tego miejsca, w samym sercu tej wspólnoty. To On jest Święty, Święty, Święty. A my… uczymy się świętości od Niego i tych, którzy Mu zaufali.
Święty Kościół grzesznych ludzi.
To Kościół nawrócenia. W Kościele ideałów nikt by się nie zmieścił.
Nie musisz się go wstydzić. To wręcz zaszczyt być w takiej wspólnocie!
 
Przyjrzyj się teraz Kościołowi tam, gdzie protestuje przeciwko wszelkim totalitaryzmom, zarówno prawicowym, jak i lewicowym. Dlaczego wszystkie próbują go systematycznie niszczyć? Dlaczego dyktatorzy wszelkiej maści tak bardzo się go boją? Dlaczego, skoro jest niegroźny, próbują go podkopać od środka, podważyć od zewnątrz? A może stanowi dla tych totalitaryzmów zagrożenie?
Dlaczego tyle gwałtownych napaści na Kościół? Tyle nienawistnego piętnowania papieża? Dlaczego robi się wszystko, żeby Kościół podzielić, oczernić, a nawet zlikwidować? Jest jeden powód: Kościół nieustannie przypomina o prawdzie, jest ostatnim bastionem wolności, ostatecznym schronieniem dla życia, pierwszą oazą miłości. Zawsze i wszędzie broni człowieka przed człowiekiem, kiedy ten staje się wściekłym wilkiem dla swojego brata.
A jednak żadne prześladowanie, jakie by nie było, gwałtowne czy przewrotne, nie będzie w stanie utrzymać Kościoła w podziemiu przez więcej niż kilkadziesiąt lat, bowiem żaden kamień nie był dostatecznie ciężki, by utrzymać Jezusa w grobie dłużej niż kilka godzin.
 
W tym Kościele jesteś jak róża u Małego Księcia w zupełnym bezpieczeństwie.
Tutaj jest miejsce na miłość, przebaczenie, prawdziwą wolność, zrozumienie, nawrócenie, wzajemną pomoc, wspólną modlitwę i spotkanie w Tym, Który Cię najbardziej kocha i jest najbliżej jak się da.
Bo to jest Twój dom!
Kościół to twój i mój dom. Kościół to nasz dom. Witaj w domu. Tu, w domu czuj się jak u siebie.
 
Czy kochasz ten Kościół?

Umiłowany

opublikowane: 8 sty 2012 12:55 przez x G

Niedziela Chrztu Pańskiego, 8 stycznia 2011
 
Pośród trudnych doświadczeń może zastanawiasz się, czy jest coś dobrego. Może już na tyle jest w Tobie przykrości, że czujesz się wyobcowany, niekochany. Nie potrafisz dostrzec żadnej pozytywnej relacji. Właśnie dla Ciebie jest orędzie, które zostało Ci już dane u początku twojego chrześcijaństwa w Chrzcie Świętym.
Prorok Izajasz przedstawia dziś Sługę Jahwe. Niektórzy Izraelici interpretując ten tekst odkrywali w Słudze rysy Izraela, Narodu Wybranego. Ale trudno było uznać, że wszystkie słowa są realizowane przez Naród. Wiecej jednak intepretacji wskazywało na jednego konkretnego człowieka. Przypuszczano, że może chodzi o jakiegoś władcę Izraela, a może nawet współczesnego władcę perskiego Cyrusa, który pomógł Izraelitom odrodzić się jako naród. Ale jego władza nie była tak łagodna, by nie nadłamać trzciny nadłamanej czy nie zdmuchnąć tlejącego się knotka.
W świetle Nowego Testamentu odkrywamy, że Sługą Jahwe jest Jezus Chrystus, który realizując rys zaprorokowanej postaci odnawia świat. Jego wskazał dziś Jan Chrzciciel.
Oto ten Jezus przyszedł do Jana nad Jordan, by przyjąć chrzest. Musimy tu od razu podkreślić, że nie był to jeszcze ten Chrzest, który myśmy przyjęli. Chrzest Jana nie miał skutku zbawczego, był jedynie deklaracją nawrócenia.
Chrzest, który udzielał Jan, był zapowiedzią Chrztu sakramentalnego. Wzywał do przemiany życia i postawienia na Boże prowadzenie. Skoro wzywał do nawrócenia, Jan naznaczył sposób udzielania Chrztu - zanurzenie w wodzie. W wodzie, by była znakiem obmycia. Jan nie miał władzy odpuszczania grzechów - to dokonuje się dopiero w Zmartwychwstaniu Jezusa. Ten Chrzest, którego udzielali więc potem Apostołowie, i który myśmy przyjęli, w znaku obmycia dokonywał daru odpuszczenia grzechów, nie tylko zmazy pierworodnej.
Fakt, że Jezus przyszedł przyjąć Chrzest, dodaje kolejnej obietnicy, która dziś się realizuje w naszych Chrzcie. Gdy Jezus wychodził z wody, rozwarło się niebo i dał się słyszeć głos Ojca: to jest mój Syn Umiłowany, w którym mam upodobanie.
W końcu sam Syn Boży przystępował do Chrztu. Jest to prawda. Jest to Syn Boży. Jest Jednorodzony i Umiłowany.
Te słowa jednak stały się prorocze również dla nas. Spodobało się Bogu, by nas uczynić Swoimi dziećmi. Przez naszą decyzję przyjęcia drogi wiary, mocą Chrztu Bóg czyni nas synami i córkami Bożymi. W momencie mojego Chrztu rozległ się na całe niebo okrzyk Ojca: To jest mój syn umiłowany, to jest moja córka umiłowana!
Umiłowany, po grecku Agapetos. Bliskie słowo Agape wskazuje na miłość, nie tylko w kategorii uczucia czy przeżycia, ale miłość maksymalną, miłość ofiary, miłość gotową oddać nawet życie za drugą osobę.
Czyż to umiłowanie nie odciska się na twoim życiu? Czym zasłużyłeś na swoje życie? Niczym. Po prostu je otrzymałeś za darmo od Boga. Czy dostałeś już rachunek za powietrze, którego potrzebujesz do oddychania? Nie. I takiego rachunku od Dostawcy nigdy nie otrzymasz. A do tego przyjaźnie, ludzie, którymi Bóg się posługuje. Nie widzisz Go, a jednak Cię umiłował.
W Piśmie Świętym wielokrotnie przewija się zapewnienie Boże w słowach i czynach o tym, że On nas kocha. Bóg zapewnia nas przez spisane proroctwo, że nawet gdyby kochająca bezgranicznie matka zapomniała o swoim dziecku, On nie zapomni o mnie. On wyrył mnie na Swoich dłoniach. Cóż za szaleństwo, by nie zapomnieć, by cały czas trwać tym przekonaniem, że ja jestem dla Niego ważny. Cała Ewangelia to wieść o tym, jak Bóg tak umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Ta prawda Syna wydanego za nas dokonuje się ciągle na naszych oczach. Za chwilę znowu będziemy świadkami, że Jezus wydaje się za nas, za nasz każdy grzech oddaje życie, byśmy mogli żyć. On sam zostawił tą Pamiątkę umiłowania: oto Moje Ciała za was wydane i Krew za was przelana.
Jest jednak pewna słabość w nas, gdy słyszymy określenie WY. Lubimy się wtedy wykręcić, wtopić daleko w tłum, by się nie wybić za bardzo do przodu. To niestety utrudnia nam przyjęcie orędzia. Utrudnia mi przyjęcie zapewnienia, że to ja jestem umiłowany przez Boga. Zauważmy: jak ktoś prosi "uczyćcie to", jak łatwo włącza się automat: tak wielu poproszonych, to ja nie muszę czynić - zrobią to za mnie, ja się nie poczuwam do przyjęcia słowa. Jak szef powie "dostaniecie podwyżkę", to myślę sobie: każdy dostanie, ale nie ja.
Bóg wypowiadając słowo WY nie traktuje nas jako stopionego w szarą masę tłumu. Traktuje nas jako wspólnotę, w której każdy jest ważny i umiłowany. WY oznacza TY, TY, TY... Należałoby tu wskazać dokładnie na każdego z nas tu zgromadzonych.
Dziś Bóg Tobie mówi: Tyś jest mój Umiłowany. Tobie siedzącemu w pierwszej ławce i w szóstej. Tobie siedzącemu pod filarem i Tobie siedzącemu pod ścianą. I Tobie stojącemu z boku. Mówi również Tobie zgnębionemu i twierdzącemu, że nikt cię nie kocha, nikt cię nie lubi a do tego masz krzywe nóżki. Bóg dziś mówi: Tyś jest mój Syn Umiłowany! Tyś jest moja córka Umiłowana! Ot, jaki dar otrzymałeś na Chrzcie Świętym. On jest nadal aktualny!

Granica miłości

opublikowane: 23 paź 2011 13:13 przez x G   [ zaktualizowane 23 paź 2011 13:14 ]

XXX Niedziela Zwykła A, 23 października 2011
 
Żyjemy w epoce mnóstwa przepisów: przepisy ruchu drogowego, sądowe, karne, podatkowe, pracy, bhp... Nawet dzieci i młodzież wyjeżdżająca na kolonię i obóz styka się ze stekiem regulaminów. Więc mozna na wszelki wypadek dodać ten do wychodzenia po schodach i schodzenia po schodach, no i osobny do używania poręczy.
Jezus daje wskazówkę w dzisiejszej Ewangelii. Zamiast mnóstwa przepisów wskazójąc na najważniejsze przykazania miłości Boga i bliżniego mówi: w nich zawiera się całe Prawo i prorocy.
Znaczna część Pięcioksięgu Mojżeszowego to zestaw zasad postępowania i przepisów kultu świątynnego. Prorocy dalej wskazywali zasady postępowania. To wszystko zawiera się w tym Przykazaniu Miłości.
Ludzie, którzy utknęli w przepisach, zaczęli rozpowszechniać słynny sposób: tolerancja. Chrześcijaństwo nie potrzebuje tolerancji. Papież Benedykt XVI wskazał, że jeśli będziemy posługiwać się tolerancją, to ona obróci się przeciwko nam. W Ewangelii nie ma tego słowa. W Pismie Świętym nie ma tego słowa. Bo i po co, skoro Słowo Boże ma piękniejsze i bogatsze wyrażenie: miłość.
Tu nie ma miejsca na dwulicowość. Bo jeśli cię ktoś bije, wyklina, wyzywa, miesza z błotem, a potem powie, że cię kocha całym sercem, to uwierzysz mu? Nie da się miłości potraktować wyrywkowo, tylko w niektórych fragmentach życia. To jest Przykazanie na wszystkie sytuacje życiowe. A skoro to sposób życia chrześcijanina, to nie można tego zawęzić tylko do godziny w tygodniu, nie da się chrześcijaństwa zamknąć w kościele.
Kto sieje nienawiść, nie potrafi mówić o miłości. Kto sieje nienawiść, nie potrafi czynić miłości. Kto sieje nienawiść, nie potrafi uszanować krzyża, znaku Miłości Zbawiciela.
Gdy tydzień temu przez rynek krakowski maszerowali ateiści sprzeciwiając się prawom Kościoła i prawom Boga, spotkali młodzież, której nie potrafili odeprzeć. Bo młodzież śpiewała o Miłości Boga. Młodzież miała do zaoferowania dar, który także im chętnie chciała przekazać, a oni w buncie przyszli niszczyć.
Coraz częściej spotykamy się z różnymi aktami sprzeciwu wobec Boga i Kościoła. Czy to ma oznaczać drogę do klęski? Żadną miarą. W każdej epoce część społeczeństwa była taka, której nie zależało na wierze, a nawet byli przeciwko niej. To nie jest nowość. Tylko w czasach, kiedy się maskowali, nie było wiadomo kim są i nie było oczywiste, czy mam do czynienia z człowiekiem miłości czy nie. Teraz ci ludzie się ujawniają. Już wiesz, komu nie można zaufać we współpracy na rzecz miłości.
Przyzwyczailiśmy się do procesu zamazywania granicy między dobrem a złem. Czas na nowo te granice odkryć, by nie być zagubionym w dzisiejszym świecie. Trzeba je odkryć, by lepiej ukierunkować własne czyny.
Z pomocą więc nam przychodzi dzisiejsze Słowo: Przykazanie Miłości. A w pierwszym czytaniu mamy podpowiedź, w jaki sposób odkrywać bliźniego. Bóg wskazuje na cudzoziemców, którzy czują się wyobcowani, sieroty i wdowy, ludzie pozbawieni najbliższych kochanych osób, wreszcie ubodzy, którzy mają ostatni płaszcz. To reprezentacja ludzi, którzy liczą na twoje miłosierdzie. Jeśli tych bezradnych nauczymy się kochać, będziemy mieś sposób na życie Przykazaniem Miłości.

Oddać Jezusowi swój własny grób

opublikowane: 24 kwi 2011 05:34 przez x G

Niedziela Zmartwychwstania
 
Czy jest tu ktoś, kto napełnił się obficie radością minionej nocy?
Powiedz dlaczego. Potrzebują tego ci, którzy dziś są smutni. Powiedz mu o spotkaniu ze Zmartwychwstałym.
Jestem przepełniony radością, bo doświadczyłem znowu, że Zmartwychwstanie jest faktem i dotyka mojego życia.
Św. Piort nam dziś przypomina: On rozkazał ogłosić ludowi i dać świadectwo, że ustanowił Go sędzią żywych i umarłych. Ten wymóg świadectwa wynika z faktu, że Jezus jest pośród nas.
Chrystus Zmartwychwstał! Alleluja!!!
Ogromna miłość objawiła się na krzyżu, ogromna Moc objawiła się w Zmartwychwstaniu! Jeżli Zmartwychwstał, to znaczy, że dla Boga nie ma rzeczy, sił, potęg większych od Niego. Kto do Niego należy, ma udział w Jego mocy i nikt ani nic nas nie pokona!
Jeśliście z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze. Jeśli powstaliście z nim z martwych... Powstaliście z martwych z Jezusem? No, ale skoro myśmy jeszcze nie umierali... Ale czy powstaliśmy z Jezusem z martwych?
Trzeba nam zatem zdążać do grobu Jezusa. Podążała tam skoro świt Maria Magdalena. Przybył tam Jan i Piotr. Piort wszedł do świadka chyba jako pierwszy z wszystkich ludzi tego dnia. Ujrzał i uwierzył? Co ujrzał? Same płótna. Ciała Jezusa tam nie było. Uwierzył, że On żyje. Dalekie było od niego, by myśleć, że On po prostu zmiknął. Jedynym wytłumaczeniem dla niego było, że Jezus żyje!
Przychodzimy do grobu. Tak, jest pusty. Jakie myśli się w nas pojawiają? Może myślimy, że można by jakoś zagospodarować ten grób, skoro jest nieużywany. Oglądamy się za zarządcą, właścicielem grobu... Ale czy ten właściciel jest jeszcze potrzebny?
Marcin Jakimowicz, znany czytelnikom Gościa Niedzielnego, napisał kiedyś takie świadectwo:

Wszedłem do kościoła. Kończyła się droga krzyżowa. Na progu usłyszałem głos proboszcza: "...a Józef z Arymatei oddał Jezusowi swój własny grób". To słowo szczególnie mnie dotknęło. Pomyślałem: "przecież o to właśnie w życiu chodzi! Trzeba oddać Jezusowi nasze groby!". No dobrze, ale co jest naszym grobem? Wszystko, co kryjemy za maskami luzu, ironi, agresji, wymądrzania się i oceniania. Jedni panicznie boją się choroby nowotworowej, inni uciekają przed śmiesznością, jeszcze inni nie potrafią przegrywać, albo śmiertelnie boją się o swą przyszłość.

Zmartwychwstanie - to słowo wiąże ze sobą dwie rzeczywistości. "Z martwych" - a więc była śmierć, Jezus umarł, przeżył agonię. Do tego dołożone "wstać". - sprzeczne z naturą? Przyzwyczailiśmy się, że jak ktoś umiera, to trzeba go zakopać. A ciało zgnije. A tu wszystko się zmienia.
Trzeba nam zobaczyć ten niekamienny grób. Powstać z Nim z martwych? No tak, ze swojego grobu. Właśnie z tych ciemnych moich przeżyć. Pozwolić na zmianę swojego myślenia, odnowić naszą dyspozycyjność. Oddać Jezusowi swój własny grób, czyli wszystkie te sytuacje, w których dokonuje się twoje umieranie. On chce ten grób uczynić pustym. On to potrafi.
Dziś dzień pełen radości. Radość ma wypełniać nasze rodziny, nasze domy, kręgi przyjaciół i znajomych. To dla nas. W Budapeszcie rok temu na Zmartwychwstanie na największym placu 1300 młodych ludzi zatańczyło Temu, Który Zwycięża. Dziś taki radosny sposób dokonuje się w wielu miejscach świata. Ale ważne, byśmy i my tą radością opromienieni zanieśli Dobrą Nowinę ludziom.
Ta prawda jest największą w historii. Wszystko zmieniło się jednym momentem chwały.
Świętujmy wraz narodziny naszego życia wiecznego.

Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?

opublikowane: 21 kwi 2011 12:33 przez x G

Msza Wieczerzy Pańskiej
 
Zgromadzeni na modlitwie z Panem Swym
w Wieczerniku jak kiedyś Piotr i Jan
celebrujmy tajemnicę wiary wraz,
siejmy miłość i nadzieję wokól nas.
 
Jak nakazywało Prawo, Jezus z uczniami zgromadzili się na spożywaniu Wieczerzy Paschalnej. A On umiłowawszy Swoich, którzy byli na świecie, do końca ich umiłował. Z tej wieczerzy powstała nowa jakość Uczty Miłości, wpisana na zawsze w historię świata. Po raz pierwszy i na zawsze powtarzane Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało Moje, to jest Krew Moja stało się sposobem umiłowania nas. Dzisiaj to my gromadzimy się w naszym Wieczerniku, by celebrować tajemnicę wiary i tej miłości do końca.
Ciało za was wydane, Krew za was przelana. To słowa przywołujące Śmierć Mistrza. Tak została ustanowiona Pamiątka, raczej Uobecnienie Męki i Śmierci Jezusa. To czyńcie na Moją Pamiątkę. Zaiste, mocą tych słów, jest Obecny wśród nas w Godzinie Zbawienia.
Choć każdego dnia z tego ołtarza rozbrzmiewają te Słowa, każdego dnia dokonuje się cud Obecności, dzisiejszego wieczoru słuchamy tych słów w sposób szczególny. Tej nocy odczytujemy je również jako testament. W ostatnich godzinach przed Męką Jezus wypowiadał słowa najważniejsze. A te są szczytem wszystkich wypowiedzianych zdań, ze szczególnym namaszczeniem, za szczególną uwagą i pragnieniem spełniania. I tak od tej pory Kościół spełnia ten testament i daje się poznać właśnie po sprawowanej Eucharystii.
Ale przesłanie tych słów nie zamyka się na samym Przeistoczeniu. Jezus nie przychodzi dla okazania sztuczki cyrkowej. On chce, by te słowa zaszczepiły się w życiu. Św. Jan w rozumieniu tego czasu sięga dalej. Tym chrześcijanom, którzy już wiedzieli jak spełniać Bożą Obecność, prowadzi ich w teologię czynu. Myni miłość obmywając Apostołom nogi.
Jak nakazywał porządek życia, gdy ktokolwiek wchodził do domu, sługa podbiegał z miską wody i obmywał nogi. W Wieczerniku jednak były braki personalne. Nie było sługi, a nikt z Apostołów nie pomyślał o tym. Pewnie myśleli już o wspólnym zasiednięciu do stołu. Zatem Jezus sam bierze misę, nalewa wody i podchodzi do Apostołów. Staje się sługą Apostołów. Jego służba jednak spotyka się z oburzeniem: nigdy nie będziesz mi nóg umywał. Ale czy stać było wtedy Piotra, żeby się zamienić miejscami? Jezus, tak jak już wcześniej, tak i teraz, dał się poznać jako Sługa.
Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?
Istota Eucharystii to nie opłatek, czy nawet pogardliwie ujmowane przez niewierzących, ciastko. Istota Eucharystii nie zawiera się również w cudzie. Istota Eucharystii to miłość. Patrzcie, jak oni się miłują - cóż za wyróżnik chrześcijan pośród innowierczych Rzymian. To z Eucharystii czerpali oni siłę, by tak żyć. Eucharystia stała się źródłem i szczytem ich życia, źródłem i szczytem ich miłości.
Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?
To nauka dla nas, byśmy z doświadczenia Obecności Jezusa czerpali siłę do miłości.
Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?
Jezus w Swoim posłuszeństwie ograniczył w słowach Przeistoczenia Swoją wolę. Odtąd zawsze na wypowiadane przez kapłana nad chlebem i winem słowa Przeistoczenia przychodzi w szczególny sposób do nas. Jest posłuszny tym słowom. Bóg jest posłuszny człowiekowi, jest posłuszny naszemu zapotrzebowaniu na zbawienie.
Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?
Na codzień nie obmywamy nóg w Eucharystii, tym bardziej niech ten znak dzisiaj przemawia. Pozwólmy Jezusowi obmyć nasze nogi. Może wstyd ci podać nogę Jezusowi do obmycia? Dlaczego? Zbyt intymne czy On zbyt święty? A jednak On chce ci nogi obmyć.
Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?
Jeśli Ja, wasz Pan i Nauczyciel, obmyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nogi umywać. To my mamy teraz stawać się sługami. To my mamy stąd zaczerpnąć tyle siły, by nam jej nie brakło do miłowania drugiego człowieka: tego chorego, może dawno nie odwiedziłem swojego sąsiada, tego poranionego, tego skłóconego, czy może nawet nienawidzącego albo znienawidzonego. Tu jest miejsce na moją ofiarę.
Św. Teresa z Lisieux mówiła: miłość, aby się nasycić, musi się uniżyć aż do nicości i przemienić tę nicość w ogień. Miłość ma rozgrzewać to, co wygasłe.
Ludu kapłański...
My wszyscy jako lud kapłański też jesteśmy wezwani do składania ofiary. Może mnie to uniżenie kosztuje - to właśnie jest ta ofiara, którą dzisiaj możesz złożyć z siebie Bogu.

Judasz kontra Sługa Jahwe

opublikowane: 19 kwi 2011 13:52 przez x G

Wielki Poniedziałek, Wielki Wtorek, Wielka Środa
 
1. Stracić dla miłości
Wielekroć budowa kościołów, ozdabianie ich spotyka się z wielkim sprzeciwem. Zadaje się pytania, czy nie lepiej by przeznaczyć te pieniądze na domy dziecka, szpitale czy rozdać ubogim? Po co kolejne krzyże, kaplice i klasztory? Jakżesz podobna postawa do tej, którą reprezentował Judasz. Czyż nie lepiej było tego olejku sprzedać a pieniądze rozdać ubogim? Ewangelista od razu zaznaczył, że to ine były słowa troski o ubogich, ale chciwość na ten pieniądz. Trudno oczekiwać i dziś od tych narzekaczy na kościelny przepych, by coś dali na ubogich. Kto dziś daje najwięcej? Czyż nie ci sami, którzy potrafią wydzielić grosz na kościoły i klasztory? Tymczasem miłość to umiejętność tracenia dla drugiej osoby. Maria, siostra Łazarza, okazała miłość Jezusowi, bo straciła pachnący olejek dla Jezusa. Liturgia to także tracenie czasu dla Boga, świec, wody, wina, oświetlenia dla Boga - bo go kochamy.
Trucizna Judasza to chciwość, rządza pieniądza i chęć dowodzenia nieswoim portfelem.
Lekarstwo Sługi Jahwe: łagodność, troska o to, co najsłabsze, najłamane i nadwątplone.
 
2. Powołanie czy odwołanie?
Dwie dramatyczne osoby, które zdradziły Jezusa: Piotr i Judasz. Ten pierwszy nawet zadeklarował, że nigdy nie zdradzi. Nawet gotów jest oddać życie za Jezusa. Cóż za nieszczęsna obietnica. Powołanie przez siebie ułożone napotkało na wielki opór. Piotr zaparł się przed w sumie nic nie znaczącą gospodynią. Judasz nawet nie zawahał się po zapowiedzi zdrady, lecz od razu wyszedł. A była wtedy noc, czyli grzech i śmierć. Poszedł zawrzeć pakt z śmiercią i grzechem. Pewniactwo. Bez wzruszenia. By oddać swego Mistrza w ręce śmierci.
Trucizna Judasza to pewniactwo w czynieniu zła, łatwość w podejmowaniu decyzji do czynów przeciw bliźniemu.
Lekarstwo Sługi Jahwe: realizacja powołania, wytrwałość w pełnieniu prawa Pana i nadzieja w Nim położona.
 
3. Kamienna twarz
Niwzruszony Sługa Jahwe pomimo policzkowania pokazuje, że ma pewność co do trwania we właściwych wartościach. Niewzruszony Judasz rusza, by dokonać zdrady. Co jest szczególnego w tym, że ta pierwsza niewzruszoność jest taka pozytywna, a ta druga tak negatywna? Pierwsza wynika ze słuchania Słowa Bożego. To rodzi posłuszeństwo i pewność w drodze zbawienia. Zasłuchanie w siebie i to co jest tylko modne wokół pomaga uczynić maskę. Nieraz to będzie bardzo twarda maska. Wręcz kamienna. Ale pod maską jednak pozostaje prawdziwa twarz, która jest niepocieszona. To dlatego zdrajca nie wytrzymał i skończył z sobą bez kropli nadziei.
Trucizna Judasza to maska świetna na wszystko, zafałszowanie swojej osobowości, a jednak pękająca. W konsekwencji beznadzieja, nieumiejętność przebaczania sobie i innym.
Lekarstwo Sługi Jahwe: być blisko Tego, który mnie uniewinnia, przyjmowanie Bożego przebaczenia, odwaga kroczenia drogą zbawienia, modlitwa, sakramenty.

Łzy Miłości Bożej

opublikowane: 10 kwi 2011 04:11 przez x G

V Niedziela Przygotowania Paschalnego A, 10 kwietnia 2011
 
Któż z nas potrafi trwać w nieustannej ciemności? Naturalnie szukamy światła, jakiejś latarki, płomyka choćby od zapałki, jakiegoś prześwitu. Ciemność jest symbolem śmierci, grzechu, zła, nienawiści... Któż z nas nie doświadcza czarnych chmur: nienawiści, zła, które gdzieś kłębią się wokół nas i próbują nas zastraszyć?
Słyszymy o wojnie w Libii, nie ma nawet dnia, żeby gdzieś na świecie nie toczymy się działania wojenne. Rok minął od ciągle niewyjaśnionej katastrofy samolotu prezydenckiego - wydarzenie pełne zagadek, Ojczyzna stanęła na zakręcie historii z wielką niewiadomą na przyszłość. Przerażają nas wieści o katastrofach, powodziach, monsunach, tsunami, trzęsieniach ziemi... A te lokalne czarne chmury: niezgody w rodzinach, w sąsiedztwie, w środowisku pracy...
I pytamy: dlaczego tutaj nie ma Boga?
A co na to Ewangelia?
Jeśli doświadczasz żałoby spowodowanej kataklizmem, przykrym doświadczeniem historii, jeśli pokłóciłeś się z sąsiadem i jedyną relacją między wami jest mięso wyzwisk, jeśli czujesz się ciągle zalękniony z powodu domownika pijaka, jeśli twój najbliższy przyjaciel zginął w wypadku samochodowym z głupiego powodu, jeśli czujesz się przygniociony ciemnymi chmurami, to jest Ewangelia dla Ciebie. Wsłuchaj się w nią, odkryj, że jest ona o tobie i twojej sytuacji życiowej.
Gdzie jest w niej Jezus? Tam, gdzie najbardziej Go potrzeba. Działa w Sobie wiadomym czasie, według planu Bożego, by objawiła się chwała Boża i nasze zwycięstwo.
Jezus miłował Łazarza. Ta prawda jest powtarzana wielokrotnie. Podejmuje się więc trudu wędrówki, mimo, iż tam był niedawno. A nad grobem zapłakał.
Czym jest płacz Jezusa?
Może wolelibyśmy, żeby nie płakał, żeby był mężny i mocny. A On reaguje ludzkim odruchem. To wyraz serdeczności, bliskości. Wobec Łazarza, ale i Marii i Marty, które przecież również płaczą. Być przy bliskich zmarłego i płakać z nimi uchodziło również za jeden z najszlachetniejszych uczynków miłosierdzia.
Bóg płacze, bo ma uczucia. Kocha. Więc w niedoli człowieka nie udaje, że nic się nie stało. Płacze. Bóg płacze nad twoją trudną sytuacją. Gdy jesteś przysłonięty czarnymi chmurami, a nawet pochłonięty ciemnością, Bóg nie przychodzi z radością. Współczuje i płacze. Wyraża solidarność z tobą. Czy potrafisz zauważyć płacz? Rozumiesz ten znak? Kiedy ostatnio płakałeś?
Nadchodzą dni, kiedy tak bardzo potrzebny będzie płacz już nie nad Łazarzem, ale nad Jezusem. A właściwie przy Jezusie nad naszymi grzechami. To okazja, by zrozumieć łzy. Pokochać Jezusa przez łzy.
Wróćmy jednak do Łazarza.
Zanim Jezus przyszedł do grobu Łazarza, gdy przybył do Betanii, rozmawiał z Martą. O życiu, o śmierci, o zmartwychwstaniu. Rozmowa szczera i wlewająca dużo nadziei Marcie. Ale pewnie by ona długo mogła trwać, a Łazarz by leżał w grobie. Gdy dołącza Maria, wystarczyło to jedno wyznanie: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. W płaczu Marii było coś więcej niż tylko smutek. To ta Maria, która uczyła się kontemplacji u samego Mistrza z Nazaretu.
Najwspanialsza filozofia nigdy nie zastąpi wiary. Najpiękniejsza mądrość to ta, która do wiary prowadzi.
Oto Jezus staje przy twoich troskach, tam, gdzie czujesz się zdruzgotany. Wzywa do wiary. Oto otwieram wasze groby, ludu mój. Dramat chrześcijanina jest jednak inny niż dramat poganina. Dziś zarówno wspominając smoleńską katastrofę, wiele trudnych wydarzeń, a nade wszystko dzisiejszą Ewangelię, trzeba nam wyznać wiarę w Boga Obecnego, który wprowadzając nas dziś w Misterium Swojej śmierci już teraz mówi o zmartwychwstaniu.
Dzisiaj modlimy się za katechumenów i prosimy dla nich o wyzwolenie z niewoli śmierci grzechu i doświadczenia Zmartwychwstania. Módlmy się o to również dla siebie wzajemnie.

1-10 of 16