Wyprawa z WŁÓCZYKIJAMI dookoła świata
-----------------------------------------------------------------------------------
Włóczykije Round The World Expedition / Wyprawa z Włóczykijami dookoła świata
Nasza "podróż dookoła świata" trwała od maja 2007 do kwietnia 2008. Dziewięć miesięcy po jej zakończeniu na świat przyszła ZUZIA:) Wrócić prosto do Krakowa byłoby zbyt prosto... dlatego Zuza urodziła się w Gdyni, gdzie WŁÓCZYKIJE Dwa spędziły kilka miesięcy życia... lecz tam też długo nie zamieszkały i jednak wróciły do grodu Kraka:)....przepraszamy za błędy na stronie ale przy przenoszeniu informacji na inny serwer, google zafundował nam parę niespodzianek których jeszcze nie ogarnęliśmy... Zapraszamy do poznania świata naszymi oczami...Dominika & Tomek (2009.12.15)
...parę słów na zakończenie WYPRAWY...
Po kilku miesiącach przygotowań, w połowie maja 2007 świat stanął przed nami otworem. Zostawiliśmy wygodne łóżko, własną łazienkę, szafę ubrań, butów czy kosmetyków. Zrezygnowaliśmy z pracy. Cały nasz świat na najbliższy rok spakowaliśmy w dwa plecaki i ruszyliśmy w naszą wymarzoną, jedenastomiesięczną, pełną przygód, wyzwań i niezapomnianych wrażeń podróż poślubną dookoła świata. Jej ramy zostały wyznaczone przez wykupione przeloty „biletu dookoła świata” (Ameryka Poludniowa, Nowa Zelandia, Fidżi, Australia, Indonezja i Azja Południowo-Wschodnia). Poza tym, mieliśmy jakieś wyobrażenia o tym co chcemy zobaczyć, który kraj odwiedzić ale zrezygnowaliśmy ze szczegółowego planowania pozwalając rozwijać się sytuacji, w zależności od naszych upodobań, zdobywanej na bieżąco wiedzy, opowieści napotkanych ludzi i tego, co przyniesie los. Pierwsze pięć miesięcy spędziliśmy w Ameryce Południowej, gdzie poza zwiedzaniem, przez miesiąc pomagaliśmy (Dominika uczyła dzieci angielskiego a Tomek został malarzem powierzchni płaskich) polskiemu misjonarzowi na skraju peruwiańskiej Amazonii, gdzie po raz pierwszy w życiu zdobywaliśmy cztero czy pięciotysięczne szczyty i wspinaliśmy się na skuty lodem Wulkan Cotopaxi w Ekwadorze, gdzie na własnej skórze doświadczaliśmy gorących rytmów samby w tętniącym życiem Rio de Janeiro czy rozbrzmiewającego na każdym kroku tanga w boskim Buenos Aires. Każdym zmysłem chłonęliśmy bogactwo kulturowe tego kontynentu i poznawaliśmy często bardzo ciężkie, surowe warunki życia jego mieszkańców. Braliśmy udział w indiańskich obchodach Bożego Ciała w górskich wioskach Ekwadoru, zobaczyliśmy na własne oczy najsłynniejsze na świecie ruiny inkaskiego miasta- Machu Picchu w Peru, przelatywaliśmy nad pustynią Nazca, która pokryta jest ogromnymi liniami i figurami geometrycznymi niewyjaśnionego dotąd pochodzenia. Samochodami terenowymi dotarliśmy na sam środek ogromnego solnego jeziora – Salar de Uyuni a w brazylijskim Pantanalu podglądaliśmy bogaty świat ptaków i zwierząt (tukany czy kolorowe papugi podlatywały na wyciągnięcie ręki) natomiast na argentyńskim półwyspie Valdes przyglądaliśmy się pływającym wielorybom. Następnie przez sześć tygodni objechaliśmy Nową Zelandię, która dla nas jest pod względem przyrodniczym najbardziej niesamowitym krajem pod słońcem. Czasami, aż trudno uwierzyć, że na tak małych wyspach przyroda jest tak piękna, dziewicza i tak różnorodna. Człowiek znajdzie tam wszystko, o czym tylko marzy: piękne plaże, które nigdy z tym krajem nam się nie kojarzyły, wulkany, gorące źródła, gejzery, termalne kolorowe jeziorka, przepiękne góry, ośnieżone szczyty, lodowce, bajeczne polodowcowe jeziora, fiordy, klifowe wybrzeża...a do tego pingwiny, foki, lwy morskie czy delfiny i mnóstwo ptaków. Właśnie w Nowej Zelandii na nowo odkryliśmy uroki obcowania z naturą: zatrzymywania się na piknik i obiad nad jeziorem, które w danej chwili mijaliśmy i wydawało nam się idealne na tą okazje czy na kawę na plaży, przy pięknym wybrzeżu. Tam faktycznie, człowiek może jechać kilkadziesiąt kilometrów a jedynymi towarzyszami podróży są owce i piękne krajobrazy. To było niesamowite. Odwiedziliśmy też rajskie wyspy Fidżi, na których relaks i dobre samopoczucie są najważniejsze. Co zresztą nie jest trudne do osiągnięcia w tak pięknych okolicznościach przyrody. Widoki tam są bajkowe, piaszczyste plaże są złocistego koloru, błękitne wody oceanu są przejrzyste na kilkanaście metrów, gdzie godzinami można pływać przyglądając się wspaniałym rafom koralowym i tysiącom różnobarwnych rybek. Od tropikalnego słońca chroni się w cieniu kokosowych palm, ogląda się przepiękne zachody słońca, orzeźwia się mlekiem ze świeżo rozłupanego kokosa a wieczory spędza się z bardzo serdecznymi Fidżyjczykami popijając tradycyjny napój „kava”, słuchając ich śpiewów i grania na gitarach lub przyglądając się ich tańcom. Na koniec zostawiliśmy sobie kolejny, równie niesamowity region, czyli Azję Południowo-Wschodnią spędzając tam ostatnie cztery miesiące. Zaczęliśmy od bajkowej, zróżnicowanej kulturowo Indonezji z hinduskim, kolorowym i pełnym uśmiechu Bali oraz łagodnie muzułmańską, pełną czynnych wulkanów i niesamowitych zabytków Jawą. W Kambodży zwiedzaliśmy ruiny największego sakralnego kompleksu na świecie –Świątyń Angkoru a w Wietnamie dotarliśmy do kolorowych, górskich mniejszości etnicznych czy przyglądaliśmy się codziennemu życiu prowadzonemu dosłownie na wodzie w Zatoce Halong czy w Delcie Mekongu. Dominujący w Azji buddyzm przejawia się w codziennym życiu tamtejszych mieszkańców, pokojowym nastawieniem do świata, życia w harmonii z otaczającą przyrodą i pozostałymi ludźmi. Ludzie są serdeczni, uśmiechnięci i mimo trudnych warunków starają się innym czynić dobro i pogodnie patrzeć na otaczający świat i rzeczywistość. W sumie, w trakcie podróży odwiedziliśmy 19 krajów na czterech kontynentach: Ameryce Południowej (Peru, Ekwador, Boliwia, Brazylia, Urugwaj, Paragwaj, Argentyna, Chile), Australii i Oceanii (Nowa Zelandia, Fiji, Australia), Azji (Indonezja, Singapur, Malezja, Wietnam, Kambodża, Laos, Tajlandia) oraz Europie (Wielka Brytania). Dziś możemy powiedzieć, że zdecydowanie się na ten wyjazd było jedną z najważniejszych i najlepszych decyzji podjętych w naszym dotychczasowym życiu. Nie znaczy to, że zawsze było łatwo i różowo ale każdy spędzany w podróży dzień jest inny i jedyny w swoim rodzaju. Każdy dzień jest wyzwaniem, odkrywaniem czegoś nowego, poznawaniem tego niesamowitego i pięknego świata. Cały czas człowiek się czegoś uczy i doświadcza czegoś nowego, poznaje niesamowitych ludzi. A kiedy zdobywa kolejny szczyt, stoi nad pięknym jeziorem, kraterem wulkanu, pośrodku wyludnionej piaszczystej plaży, podgląda życie niesamowitych zwierząt czy odkrywa kolejne miasto w swoim jedynym, niepowtarzalnym rytmie życia wtedy wie dlaczego robi to co robi. Wie, że każdy trud i niedogodności są tego warte i że nikt nie zabierze tego, co wówczas przeżywa... a najważniejsze, że to co najpiękniejsze na świecie przeżywa z najbliższą sobie osobą, którą kocha.
TAJLANDIA
Chiang Mai
2008.03.17-21 W Chiang Mai chcieliśmy dużo rzeczy zrobić: zwiedzić
miasteczko, zrobić pamiątkowe zakupy – podobno jest to najlepsze i najtańsze
miejsce w Tajlandii, Kuba z Martą planowali jeszcze szycie garniturów a ponadto
w programie był kilkudniowy trekking celem odwiedzenia tamtejszych górskich
plemion tzw. „hill tribes”. Jednak najważniejszą rzeczą jest dobrze zacząć
dzień, więc nasze pierwsze kroki pierwszego ranka w Chiang Mai skierowaliśmy w
stronę centrum, w poszukiwaniu śniadania. „Mango - sticky rice” (mango z ryżem
i słodkim skondensowanym mlekiem – pychota!!!) miało zostać w Tajlandii ...WIĘCEJ
LAOS
2008.03.06-15
Nong Khiaw i Muang Ngoi Neua
2008.03.01-06
Xam Neua, Vieng Xai
2008.02.28-03.01
Phonsavan
2008.02.27-28
Pozostałe relacje z Azji Południowo - Wschodniej
Relacje z Nowej Zelandii, Fidżi i Sydney Relacje z Ameryki Południowej
|


















