|
| W Wilnie nocowaliśmy u pana Henryka Połońskiego
lokalizacja mieszkanie zupełnie genialna: ok. 10 minut do cmentarza na
Rossie, i w drugą stronę - tyle samo do Ostrej Bramy, Pokoje bardzo
czyste i zadbane, chociaż łazienka na zewnątrz. Cena jak na Wilno
bardzo korzystna: 120 litów za 2 osoby. Wilno oczywiście przepiękne.
Drażnią napisy przed zabytkami tylko po angielsku i Litewsku, XVII
wieczne kościoły ze skutymi polskimi inskrypcjami... Urzędowym Językiem Wielkiego Księstwa Litewskiego był język ruski, z którego wywodzi się dzisiejszy białoruski. Później po długich namysłach (w grę wchodziła jeszcze Pałanga i Kłajpeda) pojechaliśmy do Auksztockiego Parku . Narodowego - najstarszego na Litwie. Wylądowaliśmy w samym centrum Parku, w maleńkiej wsi Ginučiai, znanej z powodu zabytkowej Mielnicy (młyna - posiada podobno b. atrakcyjne pokoje, po umiarkowanych cenach, konieczna wcześniejsza rezerwacja.). Tutaj m.in. spłynęliśmy rzeczką Buką, spływ załatwiła nasza gospodyni: Sympatyczny organizator spływu nie mówił ani słowa po rosyjsku, i zdaje się, że po angielsku też. :) Ale nie było to specjalnym problemem. Rzeczka w sam raz dla BARDZO początkujących: woda po kolana, szerokość dwóch wioseł :) Po drodze cudne jeziora z kryształową wodą i ogromnymi ławicami ryb przeróżnej wielkości. Spływ trwał (dość ostro wiosłowaliśmy) od jakiejś 11 do 16. Wdrapaliśmy się też na górę Ladakalnis, z której można obserwować panoramę pobliskich jezior. Na samej górze było kiedyś grodzisko, i być może miejsce kultu bogini Łady. W okolicy stosunkowo intensywny ruch turystyczno - letniskowy (ale Mazury to nie są, bez przesady !) Staw młyński stanowi główną okoliczną atrakcję, jako wielkie jaccuzi. :) |