159dni do:
zakończenia sezonu motocyklowego 2012

Bądź zawsze na czasie!

Kontakt:

Kamera Internetowa

Autorzy strony

  • Night Rider
    listopad 14, 2011

Sezon 2011 - 10 956 km w siodle

 
 
 
Rozpoczęcie sezonu:    12.03.2011                       Zakończenie sezonu: 12.11.2011                   
 
Stan licznika:               1 828 mil/2 943 km            Stan licznika:8 557 mil/13 771 km     
 
 
Krótka ststystyka:
 
245 dni sezonu czyli 8 miesięcy w roku. Ten sezon 2011 był dłuższy o 66 dni (ponad dwa miesiące) od poprzedniego 2010.
 
6 808 mil/10 956 km - tyle, tym razem nakręciłem.
 
Spalanie: najniższe - 6,0 l/100 km. Najwyższe - 8,6 l/100 km. Średnie spalanie w trakcie sezonu: 7,1 l/100 km.
Koszty benzyny: 3 927,54 i był większy w stosunku do sezonu 2010 o 986,98 zł. Przejechanie 1 km kosztowało mnie 36 groszy. W porównaniu z zeszłym rokiem koszt przejechania 1 km wzrósł o 42%, uwzględniają wzrost spalania motocykla okazuje się, że koszt benzyny w sezonie 2011 w stosunku do 2010 wzrósł o 26%.
 
Inne koszty poniesione w związku z eksploatacją motocykla: 4 308,80 zł.
 
Razem koszty poniesione w związku ze swobodnym lataniem wyniosły: 8 336,34 zł.
 
 
Wnioski:
Jeszcze bardziej superowe moto (w porównaniu do NightHawka) Im młodszy egzemplarz tym mniejszy wklad finansowy. Miesięczny koszt utrzymania Szarego to 1 042 zł i okazał się o połowę niższy w porównaniu do utrzymania Nocnego.
 
 
 Mapa tras w 2011
 
Prudnik ostatni taki wypad w sezonie 07 - 09.10.2011
To już ostatni taki wypad w sezonie. 865 km w deszczu, słońcu, po suchym i po mokrym.Temperatura nie przekraczała 15 stopni a w niedzielę max 10. Manetki podgrzewane są lepsze od najlepszych rękawiczek. Trasa z Warszawy do Prudnika zajęła mi jakieś 5 godzin w jedną stronę. Czysta prezyjemność bo manetki grzały cały czas. Powrót trochę hardkorowy bo grzanie wysiadło i dłonie odmówiły posłuszeństwa. Ostatnia trasa w sezonie było czadowo. 
 
 
Łeba Gremium Party 12 - 14.08.2011
Kolejna udana impreza, tym razem w Łebie. Podróż w jedną stronę super. Goniliśmy ciemną deszczową chmurę ale nie udało nam się złapać deszczu. Do Łeby wjechaliśmy po ciemku i na mokym ale nas nie zmoczyło. Gregor całą drogę wjeżdżał mi na prawą, małe zjebki na postoju i potem już było ok. ale z powrotem nie chciałem już prowadzić narażając się na ewentualną kolizję. Niestety w powrocie do Warszawy nie było już tak różowo. Co prawda nie lało czały czas ale w pewnym momencie miałem wrażenie jakbym jechał po rzece. Mało tego, co rusz jakaś ciężarówka z naprzeciwka robiła mi niezbyt przyjemny prysznic, a przejeżdżając przez scianę wody miałem wrażenie jakbym był pod wodospadem. Czasam tak bywa. Sprzęt nie zawiódł. Wyjechaliśmy koło 10 rano a w Warszawie byliśmy po szesnastej. Trochę długo ale to przez deszcz i pewną laskę w oplu astrze, któa wjechał do rowu na krótką drzemkę, a potem miała problem jak z niego wyjechać ale daliśmy radę. My pojechaliśmy do Warszawy a ona na lawecie na wybrzeże. Chłopaki z BMW dzięki za pomoc. Impra bardziej niż udana. Rybka nad możem zjedzona. Bałtyk słony jak dawniej.
 
 
Bałtów Motozaur Party 05 - 07.08.2011
Ale jazda. Superancka impra na 100 fajerków a może sto fajer a raczej prawie dwa tysiące fajer bo tyle było motocykli. Niektóre przyjechały same wioząc swoich właścicieli a niektóre jak haraś Road King zostały przyciągnięte i rozkulbaczone dopiero na miejscu. Swoją drogą to nie sama impra jest fajna a droga na nią. My dojechaliśmy z pewnymi przygodami. Najpierw Minister palił gumę za jakimś idiotą w puszce, potem ja wytrąciłem szarą z równowagi ale udało mi się, z pomocą Moniki postawić ją do pionu. Ptem były bliski9e spotkania z poboczem bo po prawej jechał kombajn a po lewej jakaś puszka. Ale dojechaliśmy cało i szczęśliwie. No i się zaczeło Saturian vel Killer, białe budynki widmo, Brewa wodołaz i wielka panika Ministra na pół pola namiotowego. Kilka kropel deszczu i droga powrtotna już bez przygód. A i jeszcze kaczor gigant prawie tak duży ja na wiosennym kongresie. A może jeszcze większy.
 
 
 
Mrągowo 2011 29 - 31.07.2011
Mimo niepogody postanowiliśmy wyjechać do Mrągowa. Z Warszawy wyruszyliśmy we czterech. Ja minister, Koniarz i jego kumpel na harasiu. Z dużym opóźnieniem dotarliśmy na parking gdzie czekali już Mr Tommy, Robert, Anry razem ruszyiśmy do Mrągowa, po naszych śladach podążał Duch. Prze Mrągowem złapaliśmy Tomasso razem z małżonką i Camerem potem spotkaliśmy Elvisa. A na miejscu dojechał jeszcze Motosipider z kolegą. No i rozpoczęła się zabawa, któa skończyła się w niedzielę. Przed 12:00 byliśmy w domu.
 
 
 
 
WRS zlot Topornia 2011 22 - 24.07.2011
 
Kolejne spotkanie za nami. Zlot w Toporni. Tym razem motocykli było zdecydownie mniej niż w zeszłym roku. Tym razem tylko 38 ale poza tym było jeszcze parę innych sprzętów w tym Royal Enfild. Na brytyjskich blachach. Ten jednocylinfdrowy czterosów wyglądał bardzo ciekawie podobno od czasów powojennych nie zmienił się bardzo a angole trzepią go do dnia dzisiejszego. Zabawa przednia szkoda tylko że przyjechałem w sobotę i nie mogłem sposmakować więcej atmosfery zlotowej na przyszły rok, będę już w piątek wieczorem. Zdjęcia i szerszy komentarz już wkrócte. Przy okazji wypróbowałem Midlanda coś niesamowitego szczególnie dla prowadzącego i zamykającego. Poza tym telefo, radio, mp3 w jednym no i czterech do podłączenia na osobnych kanałach to jest coś. Za tydzień wypad na picnic country Mrągowo. Pierwszy raz. 
 
 
Zlot rodzinny Woszczynów Wola Raniżowska 09 - 10. 07.2011
 
Piękna traska razem coś ponad 600 km. Na miejscu spotkałem jeszcze piętnastu innych Woszczynów a to jeszcze nie wszystko bo brakowało trzech. Spotkanie całkiem udane trochę zabawy piwa w piątek i no i powrót w niedzielę. Trasa jak pisałem wszcześniej przepięna. Asfal, co było dziwne, równy i gładki zakręty ładnie wyprofilowane można było pociągnąć i to całkiem nieźle. W niedzilę do 10 rano lało jak z cebra potem się wypogodziło i trasa do Warszawy już po suchej drodze. Tylko przed Warszawą diogoniłem taką czarną chmurę i ze dwie krople na mnie spadło. Jak bym jechał wolniej to wjechałbym do Warszawy suchą szosą. Spalanie rewelacyjne 6,4 l/100 km i to jest ta dobra informacja. Zła jest taka, że po mojej ingerencji PC się zbiesił i pokazuje dwa błędy 24 (to wiadomo - sonada lambda) i 68 - ??? nik nie wie co to za błąd.   
 
 
Rafty Party Bełchatów 11-12.06.2011
 
Podobno największa dziura w ziemi w całej Europie znajduje się w Bełchatowie. Ja tam nie jestem co do tego przekonany bo o to miano rywalizuje również dziura w okolicach Bogatyni, gdzie często bywałem. Niemniej jednak ta w Bełchatowie robi olbrzymie wrzażenie. Prócz elektrowni i kopalni w Bełchatowie poznaliśmy wspaniałych ludzi Adama jego kumpla na motocyklu oprowadzili nas po okolicach i pokazali że bełchatów to nie tylko dziura w ziemi ale również góry, woda i eletrownie wiatrowe. Taki wiatrak z dołu naprawdę robi wrażenie.
 
 
Rutki The Eagels Party 04.06.2011
Jeden z lepszych zlotów na jakich byłem. Eagels to Super zabawa z super Bikerami!!! Zdjęcia niebawem. Minister, Elvis (ten to dał popis), Waldek, Lord mic Brewa, Oskar i Monika mogą to potwierdzić. 
 
 
Smołdzino Spring Party 29.04 - 01.05.2011
 
To już druga, tym razem TRASA. W sobotę 500 kilometrów w niedzielę drugie pińćset i tak zleciało ponad tysiąc. W deszczu, słońcu i temperaturze około 10 stopni. Hardcore na maxa. NIeco później wkęję kilka fotek. A tak przy okazji na szybko: obtarty kufer boczny i załamane prawe żebro albo ze dwa. To efekt nadziania się na kierę podczas małej przewrotki na grysie. Swoją drogą to Polska to popieprzony kraj. Po załataniu kilku dziur po drogowcach został gryskik na drodze bo zapomnieli go uprzątnąć i przy okazji parę motocykli z zakrętu wyleciało prosto w płot przy kościele ja miałem więcej szczęścia bo szkody w motocyklu niewielkie a żeberka się pozrastają.
 
Wyjechałem samotnie w sobotę. Bobutka o 5 rano, potem kawka, o 5:30 byłem w garażu. Sprawdzenie motocykla i ubranie się zajełomi prawie godzinę. O 6:30 wsiadłem na motocykl i pojechałem tam gdzie zachodzi słońce. No i bardzo dobrze że w drugą stronę a nie w przeciwną bo przynajmniej mnie nie oślepiało. Cóż to za jazda była. Po jakiś 180 km zatrzymałem się aby założyć podpinkę pod skórę i zatankować motonga.
 
 
 
Potem jeszcze parę razy się zatrzymywałem, żeby zatankować i żeby się ubrać cieplej. Mimo iż pogoda robiła się coraz ładniejsza, ja miałem wrażenie jakby się robiło coraz zimniej. Jak się później okazało przeczucie mnie nie zmyliło.    
Rzeczywiści jak wyjeżdżałem o szóstej termometr w samochodzie wskazywał 15 stopni. Pomyślałem jest superzasto choć nad głową było dość chmurzasto w trakcjie jadzy robiło się coraz bajddziej słonecznie za to temperatura spadał. jak dojechałem do Słupska termometr wskazywał 10 stopni.
                                                                           
 
 
 
 
Za Wejcherowem czekł na mnie Elvis z Kolegą Bogdanem na Warriorze i dalej pojechaliśmy razem do Słupska, gdzie już trwały zawody motocyklistów w ramach Smłodzino Spring Party 2011.
 
 
 
 
                                                                     Na przyjęciu u burmistrza towarzystwo się rozszalało, było palenie gumy stunt i inne zawody zręcznościowe. Potem parada ulicamui misata i policja grzecznie zaprowadziła na s do Smołdzińskiego lasu
 
A tam tańce hulanka swawola mało namiotu nie rozwalą ha ha hi hi hejże hola.
 
 Niesty musieliśmy wracać następnego dnia i to wcale nie dlatego że chcieliśy tylko dlatego że prognoza pogody na poniedziałek mówiła o tym że spadnie deszcz ze śniegiem a temperatura nie przekroczy czterech stopni, co niestety się sprawdziło ale my tego nie doczekaliśmy bo w niedzielę ruszyliśmy w drogę powrotną.
 
Zanim jednak wyruszyliśmy pojechałe do Słupska po zupę. No i po drodze zaliczyłem glebę nie szlifa a glebę. Na winkulu drogowcy zostawili żwir po wcześniejszym łataniu drogi. no i na tym grysie pojechało mi tylne koło nie w tym kierunku w którym chciałem ale opanowałem motonga, postawiłem do pionu i dawaj hamować lekko, leciuteńko coby koła nie straciły przyczepności no ale asfalt się skończył i miałem wybór albo walnąć w krawężnkik albo zahamować i spróbować utrzymać motonga w pionie. Bydle nie dało się utrzymać w ryzach, więc jak tylko ścisnąłem mocniej heble to przód ujechał w bok moto na lewą stronę zwaliło się jak długie a ja zachaczyłem żeberkiem (własnym) o kierę i chyba coś strzeliło. Tak czy owak ani się zaśmiać, anik kichnąć ani porządnie wypróżnić. Ale trza być twardym a nie mientkim jak mawiała moja nauczycielka od matematyki więc wsiadłem na moto i jeszcze tego samego dnia zrobiłem 500 km.
 
 
 
 
 
 

                                                 

                    

Tak czy owak postawiłem swoją stopę nad Bałtykiem i choć było słonecznie to pieruńsko zimno i gdyby nie wynalazek góralski to trudno byłoby wytrzymać. W drodze powrtotnej bez żadnych pproblemów zajechaliśmy na 20:00

 

Smołdzino 2011

 
 
 
 
Iłża - szpik dla Kamili

 



Szpik dla Kamili
pod takim hasłem rozpoczęły się moje wycieczki motocyklowe.

Pierwsza traska zrobiona a przy okazji zostałem dawcą ... co zdziwko? motocyklista zawsze jeds dawcą tyle, że ja jestem dawcą świadomym. Wyjazd wcześnie rano, 9:30 spotkanko na Statoil Minister już tam był.

To mu trza przyznać chłopak punktualny jest chyba ta natura papugi z niego wyłazi. Poczekaliśmy chwilkę na Elvisa i ruszyliśmy w stronę Janek.
Elvis co prawda się spóźnił ale nie dał na siebie zbyt długo czekać.




 

Za Jankami spotkaliśmy się z Oskarem, Nietoperzem i Brewą i pognaliśmy na Radom do Iłży.




Do Iłży dojechaliśmy na ostatnią chwilę. Policja już dłużej nie chciała na Nas czekać, choć Magier prawie na siłę ich zatrzymywał dlai się uprosić na pół godziny i właśnie kiedy już chcieli ruszać nadjechała kawaleria z Warszawy.

Upss, byłbym zapomiał że w Radomiu zgarnęliśmy jeszcze dwóch kolegów na gwiazdkach i tak w osiem gwiazdek a raczej siedem gwiazdek i jeden haraś dołączyliśmy do grupy 50 - 60 motocyklistów.



Po kilku kółkach do około miasta w asyście policji zajechaliśmy na plac przed szkołą gdzie w asyście mieszkańców daliśmy popis ryczącej orkiestry pustych wydechów. Tylko szlifiery zaburzały czystą harmonię dźwięków dwóch cylindrów w układzie V. NIe mniej później się zzreflektowali i dali popis małego stantu.

Palenie gumy jazdda na palącej gumie kręcenie bączków i była nawet próba postawienia moto na koło ale coś nie bardzo wyszło.

Ogólnie było ok. Oddałem krew do analizy DNA niestety to szczęście nie spotkało Brewy i Nietoperza okazało się, że nie spełniają norm ... wiekowych.

Swoją drogą chłopy wielkie i rześkie, w pełni sił a kalendarz ich dyskwalifikuje. Ale tak to bywa. Po krótkim pożegnaniu ruszyliśmy w powrót do Wawki. Traska przyjemna a i coś od sibie można było dać ot taki niedzielny dobry uczynek.

Przejechanych km 270 plus parę dziesiąt po Wawce. Spalanko wysokie, oj wysokie na setkę wyszło 7,9 w trasie, a to, wydaje mi się, za dużo.