Miłość wszystko przetrzyma…
Każdy z nas chce być kochany i chce kochać. Szukamy miłości u człowieka i chcemy ją dawać także człowiekowi. W pierwszych etapach miłość koncentruje się bardziej na doznaniach zmysłowych, potem powinna stawać się postawą życiową, polegającą zgodnie z Pismem Świętym na nie wyrządzaniu bliźniemu zła, jak również czynieniu dobra osobom bliskim. Ideałem byłoby dojście do takiej postawy miłości, o jakiej pisze św. Paweł w Liście do Koryntian, w którym to miłość jest cierpliwa, łaskawa, wszystko znosi, wszystko przetrzyma, nie szuka swego, nie dopuszcza się bezwstydu (1 Kor 13, 1n).
Każdy z nas jednak ma oczy i uszy. Widzi i słyszy, co się wokół dzieje. Nie tylko wokół, ale przede wszystkim w nim samym i we własnej rodzinie. Wiemy, jak na co dzień traktujemy samych siebie i osoby nam bliskie. Problemy dnia codziennego bardzo często rozwiązujemy krzykiem, agresją słowną lub fizyczną. Na siłę chcemy zmieniać to, co zewnętrzne: męża, żonę, szefa, szefową, dzieci, uczniów, kolegę, koleżankę i każdego, kto nie pasuje do naszej wizji świata, zachowania, postępowania. Na co dzień przeżywamy lęki związane z różnymi postaciami zagrożenia. Mogą to być lęki przed odrzuceniem, przed utratą akceptacji, przed krytyczną oceną drugiego człowieka. Nie mając w sobie siły i poczucia własnej wartości próbujemy na różne sposoby ukryć prawdę o samych sobie, płacąc za to wysoką cenę utraty zdrowia, niekiedy z lęku tracimy przyjęte do tej pory wartości i postępujemy niezgodnie z chrześcijańskim systemem wartości. Jakże często nasze nieuporządkowane emocje, zranienia, nagromadzone latami poczucia krzywdy prowadzą nas do różnorakich nałogów. Nie tylko tych, których zewnętrzne objawy są bardzo widoczne, jak np. alkoholizm, przyjmowanie narkotyków czy palenie papierosów. Mogą to być uzależnienia wszelkiej maści, uzależniamy się od drugiego człowieka, kawy, słodyczy, Internetu, także od swoich emocji typu złość lub nienawiść. Szukamy winnych naszej sytuacji, bo nie jesteśmy w stanie przyjąć prawdy, iż to my sami wpędziliśmy siebie w nałóg, w zniewolenie, w nasze osobiste dno lęku lub krzywdy. Łatwo przyjmujemy wówczas rolę ofiary, wchodzimy w rolę osoby pokrzywdzonej. Zrzucając emocjonalnie winę na kogoś lub na tzw. sytuację nie podejmujemy próby wyjścia z naszego dna, próby zmiany. Zmiany nie kogoś zewnętrznego lecz zmiany jedynej osoby na którą mamy jakikolwiek wpływ. Zmiany samego siebie.
Jaki związek może mieć to z miłością? Z tą prawdziwą miłością zdolną do ogromnych poświęceń? Jezus Chrystus przekazuje nam na ten temat mocną i wymagająca naukę. Zawarł On ją w przykazaniu miłości Boga i bliźniego. „Będziesz miłował Pana, Boga swego z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich a bliźniego swego jak SIEBIE SAMEGO.” W przykazaniu tym na pierwszy plan wysuwa się to, co powiedziane jest na końcu – jak siebie samego. Co to znaczy – otóż znaczy to tyle, że tak, jak traktuję siebie, jak odnoszę się do siebie, jaki jestem sam dla siebie – taki(a) będę dla bliźniego. Jest w tym przykazaniu zawarty wymóg pracy nad sobą, nad swoim charakterem, nad zmianą samego siebie. To, co mamy wewnątrz nas samych, przekazujemy innym. Nie może więc być mowy o miłości do Boga i drugiego człowieka, jeśli nie pracujemy nad postawą miłości wobec samego siebie. Nie chodzi tu bynajmniej o rozwijanie egoizmu, lecz o pracę nad sobą w kierunku pełnej dojrzałości emocjonalno-duchowej. Pracę nad sobą przez poznawanie prawdy o sobie, oddawanie swoich problemów Bogu i współpracę z Nim przy porządkowaniu naszych wewnętrznych śmieci.
Programem, który pozwala na przyjęcie takiej postawy względem samego siebie jest program „Wreszcie żyć - 12 kroków ku pełni życia”. Program ten w Warszawie zapoczątkowała Wspólnota Trudnych Małżeństw SYCHAR, jako konkretną pomoc małżonkom będącym w kryzysie małżeńskim. Skierowany on jest jednak do wszystkich osób, które widzą, iż nie radzą sobie ze swoimi problemami czy to w relacjach małżeńskich, czy w pracy, czy w jakiejkolwiek innej dziedzinie życia i chcą wyjść ze swoich trudnych sytuacji zaczynając zmiany od siebie. Istotą tego programu jest stawanie w prawdzie, nie zaś „stawianie innych w prawdzie”. Oznacza to, iż każdy z członków grupy warsztatowej dzieli się własnymi doświadczeniami, przeżyciami, emocjami, mówiąc o sobie, nie zaś o np. swoim współmałżonku. Bardzo ważnym, właściwie nieodzownym elementem pracy w programie jest uznanie własnej bezsilności wobec nurtujących i dokuczających problemów. Zgoda na fakt, iż sami z siebie nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z własnymi problemami, lękami, krzywdami, nieprzebaczeniem, nieuporządkowanymi emocjami. Akceptacja tego i ufne oddanie naszych problemów Bogu zrzuca nas niejako z tronu pychy, na którym siedząc zakochani we własnej złudnej sile nie wpuszczamy Boga do naszego życia twierdząc, iż poradzimy sobie sami. Okazuje się jednak, iż nie kończy się wtedy pasmo krzywd wyrządzanych sobie, rodzinie, dzieciom. Oddanie się Panu Bogu, powierzenie się Jemu owocuje wewnętrznym spokojem i ufnością, że Bóg poradzi sobie z moją słabością, nałogiem, uzależnieniem. Pod Jego czujnym, kochającym płaszczem mogę podjąć dalszą pracę poznawania siebie i zmiany siebie.
Program 12
kroków obejmuje następujące etapy podróży ku wolności:
1. Przyznajemy, że jesteśmy bezsilni wobec naszego uzależnienia i naszych
problemów – i że nie możemy już dać sobie rady z naszym życiem.
2. Uwierzyliśmy, że moc większa od nas samych może przywrócić nam
duchowe zdrowie.
3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, na ile
Go pojmujemy.
4. Zrobiliśmy radykalny i odważny obrachunek moralny w głębi duszy.
5. Bez ukrywania wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę
naszych błędów.
6. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad
charakteru.
7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
8. Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi
zadośćuczynić im wszystkim.
9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe,
z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.
10. Prowadzimy nadal rachunek moralny, z miejsca przyznając się do
popełnionych błędów.
11. Dążyliśmy przez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z
Bogiem, na ile Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas
oraz o siłę do jej spełnienia.
12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych „kroków”, staraliśmy się nieść
przesłanie innym ludziom i stosować te zasady we wszystkich naszych
poczynaniach.
Mogą brać w nim udział osoby dorosłe bez względu na wiek. Szczególnie polecany jest dla osób uwikłanych w konflikty rodzinne, zmagających się z wewnętrznymi trudnościami, skłonne do izolowania się, lękliwe, zranione w dzieciństwie lub po prostu chcące zmiany swego życia na lepsze. Udział w warsztatach zakłada pewną gotowość i otwartość do dzielenia się swoimi przeżyciami w grupie. Przy determinacji i zaangażowaniu w pracę z programem można oczekiwać, iż owocem podjęcia pracy w warsztacie 12 kroków będzie większe zrozumienie siebie, swoich uczuć, przywrócenie spokoju i pogody ducha, poprawa relacji w rodzinie i większa wewnętrzna wolność.
Osobom zainteresowanym udziałem w warsztacie "Wreszcie żyć - 12 kroków ku pełni życia" polecam stronę internetową www.12krokow.sychar.org. Znajdą tam Państwo wszelkie potrzebne informacje odnośnie samego programu, jak również zapisów na udział w warsztacie.
Renata Zuzanna Jarosik

