Wspólnota Trudnych Małżeństw SYCHAR


Każde trudne sakramentalne małżeństwo jest do uratowania...

"Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela" (Mt 19, 6)

 

 

Dajemy sobie szanse



Każde trudne małżeństwo jest do uratowania – twierdzi Pascal Piejko, jeden z liderów warszawskiej Wspólnoty Trudnych Małżeństw Sychar. Powstała z ludzi przeżywających kryzysy w swoich związkach. Wierzą, że „co Bóg złączył”, jest dobre. Nawet jeśli teraz wydaje się im bezpowrotnie stracone.

Anna Grigo: Sami tu rozbitkowie: porzucone żony, zdradzeni mężowie, małżonkowie alkoholików, ale wy pogryzacie czekoladki, oczy macie pogodne.

Pascal Piejko: Trzy lata temu owszem, byłem smutnym pesymistą. Nie chciałem żyć. Mój dom się rozpadł. Na pierwszych spotkaniach jest trudno, przychodzimy przegrani. Nie mamy nadziei. Razem modlimy się o zrozumienie. Bo Pan Bóg, gdy mu na to pozwolimy, pokazuje nam samych siebie. Prawdziwych.

Słucham tu dziwnych rzeczy: ta dziewczyna z trojgiem dzieci, którą porzucił mąż dla innej, mówi, że dopiero teraz uczy się miłości. Kochać mimo takich ran?

Wiele jest tu osób po różnych terapiach. Ale przychodzą do wspólnoty, bo nadal czują się skrzywdzone, nie widzą wyjścia.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przebaczenie oczyszcza duszę. Uwalnia od złych myśli, daje wolność. Otwiera serce na Boga.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Często na pierwszy rzut oka sytuacja wydaje się beznadziejna: żona odeszła i zabrała dzieci, utrudnia kontakty, wyszła za mąż za innego mężczyznę. A my uczymy się go szanować i kochać... Praca nad sobą na drodze wiary daje efekty. Przychodzi pokój, a nawet wraca radość życia.

Kiedy pan to poczuł?

Gdy uświadomiłem sobie, że zrobiłem już wszystko, co mogłem zrobić. Oddałem więc moją sytuację, siebie, swoje zranienia, Bogu.

Słuchałam dwóch żon alkoholików, one w niczym nie przypominają stereotypu zaszczutej kobiety, takie są eleganckie, tyle mają w sobie pogody ducha. Dużo zmieniło się w nich, odkąd przestały obarczać się winą, walczyć. Zło dobrem zwyciężaj? Jakie to niemodne...

Łagodność i pokora nie niszczy, ale daje wzrost. Jezus nie jest sędzią, jest lekarzem. Uzdrawia nasze spojrzenie na drugiego człowieka. A cierpienie uczy pokory. Mówimy: już nie JA tylko TY działaj. Jezus pokazuje nam jak kochać. Uczymy się miłości miłosiernej, która jest cicha i nie szuka swego. Nie obarcza winą. On tak kochał.

Pierwszy krok?

Przebaczenie. Oczyszcza duszę. Uwalnia od złych myśli, daje wolność. Otwiera serce na Boga. Pomaga zmienić kąt patrzenia. Uświadomiłem sobie, że w moim życiu nie jest najważniejsza żona, nawet nie dzieci. Ale Jezus. To On pomaga pracować nad sobą. Już nie czujemy się ofiarami. Powoli uczymy się śmiać do życia, bo dlaczego nie?

Modliliście się i wcześniej, i co? Pojedynczo nie działało?

Razem jest łatwiej. Nasz głos jest donośniejszy (śmieje się). Opowiadamy o sobie, kiedy jeden mówi, reszta słucha. Słuchając, lepiej rozumie się siebie. Nikt nikogo nie poucza. Uczymy się, jak rozmawiać z trudnym małżonkiem. Jeździmy na rekolekcje. Wspieramy się, gdy ktoś wpada w dołek. Nieraz wystarczy wysłuchać. Potrzymać za rękę. Lęk mija.

Nie czujecie żalu do Boga? Że nie broni sakramentalnego związku przed kryzysem?

Kryzys ma sens. Wtedy jesteśmy najbliżej Boga. Bywa konieczny, żeby poznać swoje zranienia, słabości, niekoniecznie związane z małżeństwem. Często dopiero wtedy widzimy lepiej to, co nas niszczy, a to buduje. Bez trudności człowiek nie rozwinie się duchowo. Dostajemy szansę, żeby zobaczyć drogę, którą każdy z nas idzie.

Żeby zawrócić? Tak jak Lucjan – boss reklamy: kariera, bankiety, kobiety i wniosek o rozwód w kieszeni. Jego żona przyszła tu pierwsza?

Ocalili rodzinę dzięki łasce. Razem modliliśmy się o uzdrowienie ich małżeństwa. Tak jak o wszystkie nasze trudne sakramentalne małżeństwa – nawet te, które po ludzku wydają się bezpowrotnie rozpadłe.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kryzys ma sens. Wtedy jesteśmy najbliżej Boga. Bez trudności człowiek nie rozwija się duchowo.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Lucjan, słuchając losów członków wspólnoty, uświadomił sobie, jak wiele dostał i jak to trwoni. Że poddał się trendowi, który jest przeciwko małżeństwu, rodzinie, a który nie daje szczęścia. On sprawdził na sobie, ile pustki wniosła w jego życie tak rozumiana kariera. Powiedział, że we wspólnocie sięgnął do źródła. Że to Jezus pokazał mu jak być mężczyzną, że ma prawo do uczuć, że umie być pokorny, czuły i odpowiedzialny. A tak niedawno nawet córki mówiły: rozwiedźcie się wreszcie, żeby tylko był spokój.

Bo świat widzi jeden sposób na rozwiązanie kryzysu w małżeństwie – rozstanie. I ludzie zapominają, że przyrzekali Bogu nie opuścić małżonka. Ślubowali kochać w zdrowiu i chorobie, być wiernym. A to znaczy nie ustawać, bo małżeństwo jest drogą. I każde jest do uratowania, jeśli zwrócimy się do Boga. Nieraz jest ciężko, ale kto nam powiedział, że ma być lekko? To nie Bóg rzuca ludziom kłody pod nogi. Modlimy się o łaskę wierności. Nie tracimy nadziei.

A jeśli druga strona jest już w nowym związku?

Od sakramentu nie ma rozwodu. A wierność sakramentowi czyni wiarygodnym życie człowieka. Zyskuje się spokój i pogodę ducha. Wierzymy, że mocą Bożą ukrytą w sakramencie małżenstwa możliwe jest zmartwychwstanie każdego trudnego związku, że postawą wierności dajemy Bogu szansę, aby przemieniał nasze serca.

Kontakt do Wspólnoty Trudnych Małżeństw:
www.sychar.org


Anna Grigo

Dobry Magazyn nr 4 (21)/2005

 

powrót na początek strony


strona główna