z rozdziału 4 „Ruch i ekspresja”

 
 
W powszechnej percepcji świata i nas samych jest pewien podstawowy podział – pomiędzy mną (albo Ja) i całą resztą (Światem zewnętrznym). Z punktu widzenia duchowego ten podział nie istnieje, wszystko jest ekspresją i manifestacją podstawowej Jedności (albo, jak kto woli, Boga), ale w codziennej, namacalnej rzeczywistości każdego z nas czujemy ten podział i to bardzo wyraźnie! Co więcej, jest on źródłem wszystkich naszych konfliktów i lęków, niechęci i pragnień, jakie odczuwamy, przyciągania i odpychania. W skrócie: wciąż wchodzimy w relacje z innymi, ze światem, z tzw. rzeczywistością
i nie zawsze jest to łatwe. Im bardziej izolujemy się od świata zewnętrznego - ponieważ odbieramy go jako wrogi i niebezpieczny, albo dlatego, że nas rozczarował, albo dlatego, że czujemy się nieprzystosowani, by się z nim mierzyć - tym bardziej będziemy wykluczeni, odrzuceni, pozbawieni kluczowego dla człowieka poczucia przynależności.
Świat zewnętrzny (włącznie z ludźmi) dostarcza nam nieustannie wrażeń, impresji – wzrokowych, słuchowych, dotykowych - które przekładają się na myśli, emocje czy proste odczucia. A zatem świat zewnętrzny nieustannie „robi na nas wrażenie”. Zarejestrowane w naszym wewnętrznym świecie wrażenie, wywołuje reakcję, wewnętrzny odruch, będący naszą odpowiedzią na dopływające impresje: ten odruch to właśnie ekspresja. Impresja i ekspresja stają się, a raczej są, podstawową jednością, niczym wdech i wydech: jeden ruch z zewnątrz do środka (wdech-impresja), drugi ze środka na zewnątrz (wydech-ekspresja). Nikt nie próbuje nawet oddychać do połowy - wdychać nie wydychając - tymczasem dzieje się tak często na płaszczyźnie psychologicznej. Zakłócenie równowagi między bodźcem a reakcją (impresją a ekspresją) jest jedną z najpoważniejszych dysfunkcji: ktoś doprowadza mnie do złości, czuję złość i duszę ją w sobie; czuję smutek z powodu czegoś, co widzę, słyszę albo myślę i udaję wesołego, żeby zyskać akceptację środowiska; czuję miłość i wstydzę się ją wyrazić w zrozumiałych słowach czy gestach...
Jest zatem uczucie i jest jego ekspresja. Czasem w tym punkcie dochodzi do nieporozumień: czując coś intensywnie,
na przykład jakąś emocję, wydaje się nam, że jest ona widoczna na zewnątrz i nie ma potrzeby, by ją w jakikolwiek sposób wyrażać. Oczekujemy wręcz, że najbliższe nam osoby rozpoznają nasze uczucia na podstawie milczenia czy jakichś dziwnych zachowań. W rezultacie, zamiast wywołać u innych chęć zrozumienia nas i pomocy, zderzamy się z ich irytacją, co z kolei wywołuje w nas poczucie bycia nierozumianym, osamotnienie i frustrację. Warto uświadomić sobie, że jeśli skąpimy innym naszej ekspresji, nie możemy liczyć na to, że wyjdą nam naprzeciw; jeśli natomiast w sposób jasny i szczery wyrazimy to, co czujemy, sprawimy, że inni ludzie poczują się bezpośrednio zaangażowani w daną sytuację i odpowiednio na nią zareagują.


Wyrażanie siebie i swojego świata odgrywa ponadto inną ważną rolę, która wiąże się z naszą samoświadomością. Uważamy zazwyczaj, że jeszcze przed wyrażeniem czegoś (myśli, emocji, pragnienia etc.), jesteśmy całkowicie świadomi tego, czym
i jakie jest to coś i że chodzi tylko o wyciągnięcie tego na światło dzienne. Tymczasem to, co nie zostało wyrażone, ukrywa przed nami swoją prawdziwą naturę, zwykle nie jest przez nas w pełni zrozumiałe.
To, co trzymamy w środku, trudno jest ujrzeć ze względu na brak dystansu – podobnie jak zapisana kartka papieru, która przytknięta do oczu nie może być odczytana - musimy ją odsunąć, żeby przeczytać treść. Ekspresja działa na podobnej zasadzie: wydobywając na zewnątrz coś, co w nas tkwi, zyskujemy odpowiedni dystans, możemy to zobaczyć, rozpoznać, uświadomić sobie, że wypełniało nasze wnętrze. Dopiero wyrażając złość zdajemy sobie sprawę, ile jej było i jak nas zżerała
od środka. Dotyczy to wszystkich naszych emocji, tych negatywnych i tych pozytywnych: wyrażając miłość rozpoznamy naszą prawdę o miłości, tylko wyrażając myśl zdołamy poznać nasze najgłębsze przekonania i tylko wyrażając naszą życiową energię staniemy się świadomi, że w głębi jesteśmy tą energią właśnie.


Ucząc się wyrażać emocje, ucząc się oswajać ten wewnętrzny świat - zbudowany z uczuć, impulsów, porywów, zmian nastroju, rozpalonych emocji i ledwo uchwytnych odczuć przyjemności czy dyskomfortu - pozwalając, by wszystko przepływało przez nas i odchodziło, możemy znaleźć klucz do tajemnicy życia uczuciowego. A jest ona niezwykle prosta: umysł ma swoją logikę, która sprawdza się w przypadku procesu mentalnego, życie uczuciowe ma inną „logikę” (całkiem nielogiczną), która przejawia się w całkiem odmienny sposób. Musimy zaufać, że ten sposób działania naszej części emocjonalnej jest właściwy i funkcjonalny, tak jak logika umysłu, będącego jej naturalnym uzupełnieniem.
Tajemnicę uczuć odkryjemy wtedy, gdy zaczniemy rozumieć całym naszym jestestwem (a zatem również umysłem), że nie możemy wymagać od emocji konsekwencji czy rozsądku, nie możemy mieć albo nie mieć racji w tym, co czujemy: przy takim podejściu używamy tylko logiki umysłu. Dobrze by było uczyć się wspaniałej niekonsekwencji życia emocjonalnego
od małych dzieci, które w parę sekund po tym, jak rozpaczały wrzeszcząc i lejąc łzy, przechodzą płynnie do stanu pełnego zadowolenia, by i ten porzucić dla innej emocji, i jeszcze innej. Na tym polega przepływ emocjonalny, kojarzący się nieodłącznie z elementem wody. Tak płynie rzeka – a to wolno i majestatycznie, a to szybko i gwałtownie; to pędzi
i przemienia się w wodospad, to grzęźnie zamieniając się w bagno, by znów rozpocząć swój bieg, czy to spokojny,
czy wzburzony.
Świat emocji pozostaje w pewnej opozycji do życia umysłowego, które przypomina budynek zaprojektowany w zgodzie
z zasadami inżynierii – wszystko w nim spełnia określone zadania, funkcje, a każdy element powinien pozostawać
w logicznym połączeniu z całością. Cóż za iluzja oczekiwać od rzeki, by płynęła w podobny sposób, według sztywnych reguł! Ale przecież i rzeka ma swoje naturalne zasady działania: płynie dostosowując się do terytorium, rozmaicie ukształtowanych powierzchni, czy to pofałdowanych czy płaskich, pokonując przeszkody, wykorzystując sprzyjające warunki terenu itd.
Zgłębienie tajemnicy świata uczuć pozwala nam dostosować się do życia, pomaga nam pokonywać trudności i doceniać jego piękno, cieszyć się nim. Życie nie jest przewidywalne jak wytwór umysłu - czasem jest chaotyczne, innym razem absurdalne, bywa też nadspodziewanie przyjemne i porywające, a potem nagle staje się przykre i trudne - i takie też są nasze emocje, które je odbijają i wyrażają z całą jego zmiennością. Jeśli nie wyrażamy emocji, nie nauczymy się nigdy wyrażać Życia, a nie ma sensu żyć nie wyrażając życia.
Wyrażając smutek przejawiamy Życie, które, jak się wydaje, coś nam odbiera; wyrażając radość wyrażamy Życie, które czymś nas obdarowuje albo odkrywa przed nami swoje piękno czy dobro; wyrażając złość wyrażamy Życie, które natrafia
na przeszkody i trudności, jakby mu zabraniano płynąć tworząc energię opozycji; obejmując czule kochaną osobę przejawiamy jedność Życia - opada zasłona przeszkadzająca nam rozpoznać tę jedność, ukrytą za wielorakością i podziałami.
Oto dlaczego musimy nauczyć się wyrażać emocje: by celebrować Życie.
 
 
 
 
czytaj też: