Komeda - Chopin – Komeda Najpierw było szorowanie podłóg, wnoszenie fortepianu, rozstawianie krzeseł, wieszanie plakatów, instalowanie wystaw, m.in.: Plakatów chopinowskich z kolekcji Piotra Dąbrowskiego (z ostatnich 80 lat!) i „Chopin. Opowiadania” multimedialna wystawa fotografii Tomasza Kwiatkowskiego. W sali obok ustawiono projektor do wyświetlania filmu Konrada Piwowarskiego „Warszawa Chopina”, informatycy podłączali sprzęt do internetowej transmisji, zaczęli zjeżdżać pierwsi artyści, schodzić się pierwsi słuchacze, gapie zaglądali i dopytywali co się dzieje??? A co się dzieję? A Najdłuższe Urodziny! Godz. 19:00 START W imieniu Senatu imprezę otworzyła senator Barbara Borys-Damięcka, Cała sala była zapchana: młodzi, mali, duzi, średni, starzy, racy grubi i tacy chudzi, tacy w garniturach, takie w sukniach i niektórzy w swetrach. Mnóstwo emerytek, które stały pod ścianą bo wszystkie miejsca zajęte, ale się uśmiechały. – To wielkie wydarzenie, możemy postać – powiedziała jedna. Młodzież zajęła długie wijące się, z czerwonym dywanem schody i balkony. a potem się zaczęło... granie Najpierw zagrał Dawid Zarzycki Zapowiadała aktorka Joanna Kasperska Potem Cezary Kozanecki, Sylwester Gozdowski, Monika Quinn (Nazwisko zobowiązuje. Jest fenomenalna, piękna, smukła, wysoka. Nie wiem już czy milej się słucha czy ogląda) - Ai Kayukawa Oklaskom nie była końca A potem duet rodzinny: - Dagny Baczyńska-Kissas z Nokturnem cis-moll op.27 nr 1 oraz Bogna Lewtak-Baczyńska z utworem „List Chopina” przy akompaniamencie... córki A potem międzynarodowa mieszkanka: - Nadine Nassar z Libanu, śpiewała pieśni w aranżacji Hiszpanki ze słowami Francuzki? przy akompaniamencie Przemka Lechowskiego z Polski. - co za sopran!! – krzyknął ktoś z sali, gdy śpiewała. Następna była kruczoczarna, fenomenalna Bella Olejnik Bella to wulkan wokalny. Piękna, urocza i charyzmatyczna. Przyszła dwie godziny przed występem, zdziwiła się, ze nie ma jeszcze mikrofonu by mogła poćwiczyć, a potem z klasą owe zdziwienie ukryła i dwie godziny potem dała popis śpiewu. Było też i „Gdybym ja była słoneczkiem na niebie...” Po niej wystąpiła drobna, nieśmiała, płomiennowłosa, urodzona w .... St.Petersburgu Lena Ledoff! Miało nie być bisów, ale jak zagrała Lena, były nieustające. – To jeszcze nie koniec, mam ochotę zagrać teraz dwa utwory z mojej płyty „Komeda - Chopin – Komeda” – tymi słowami ucieszyła wszystkich i dodała nieśmiało: – Przepraszam za nutki. Ja te wszystkie utwory znam na pamięć, ale niech sobie stoją, bo boję się, że z tego stresu to zaraz zapomnę, pomylę się, będę leczyć się psychiatrycznie i już nic nie będzie takie samo. A ja chcę grać dla Państwa – doświadczona pianistka, kompozytorka, jazzmanka drżała z podniecenia. Po koncercie Leny Ledoff jakaś emerytka dopytywała kiedy ta Pani znów gra? Druga próbowała dociec: czy jak już wyjdzie to coś straci? Jak usłyszała kto będzie grał, to mimo późnej godziny, zaczęła się głośno zastanawiać: wyjść już bo późno czy zostać, bo wykonawców tylu?! Po Lenie ogromny recital dał Michał Kozłowski, który zachwycił mnie swoją maestrią i niestrudzeniem Do północy grali: Elisabeth Bati-Harbinson, Andrzej Giermakowski i Wojciech Golisz W szatni spotkaliśmy studenta trzeciego roku anglistyki, studenta historii i ich koleżankę, która „wczoraj ukończyła medycynę”. - Impreza w filharmonii jest hermetyczna, tylko dla tzw. wybranych, do tego droga, a tutaj wchodzimy i słuchamy gwiazd o każdej porze, za darmo – skomentował student anglistyki. – Bardzo nam się podobało. Przyjdziemy jutro - dodał historyk.(Judyta Sierakowska) |


