Niedziela
Niedziela. Następny wolny dzień i tłumy melomanów na
Krakowskim Przedmieściu 64. Dom Polonii pękał w szwach i niektórzy goście
dosłownie musieli czekać przed budynkiem.
Rodzice przyprowadzają dzieci, licząc, że za kilka lat ich
pociechy wystąpią na podobnym koncercie.
Dobre dzieci
W holu spotykam młode małżeństwo z dwiema córkami w wieku
wczesnoszkolnym:
- Chciałabym, aby dziewczynki zainteresowały się muzyką –
mówi kobieta. Ubrane w kolorowe stroje siostry kiwają głowami, że im się
podobało. A ich tato dodaje:
- Super pomysł! Mamy
nadzieję, że ta impreza będzie co roku.
Bywa i tak, że to dzieci naciskają na rodziców, ponieważ
mają już swoje upodobania muzyczne.
- Wprawdzie gra na
gitarze, ale bardzo lubi Chopina. Już wczoraj mieliśmy przyjść, strasznie
mnie tu ciągnęła – opowiada młoda kobieta, trzymając w ręku zielony balon,
niczym z weekendowego festynu. Mama Karolinki wie, dlaczego tak się dzieje:
- Kiedy byłam w ciąży
to słuchałam muzyki poważnej. Podobno wpływa na korę mózgową u dzieci. No i
właśnie dlatego Karolinka teraz chce grać.
Maluchy w Domu Polonii czują się bardzo bezpiecznie. Nie
marudzą, że chcą już iść, wtulone w swoich rodziców, siedzące na kolanach, jak
nigdy cierpliwe.
- Pani popatrzy na te
dzieci! Siedzą i słuchają, wcale nie przeszkadzają. Ta śliczna muzyka wycisza i
uspokaja – zauważa kobieta z balonem.
Na schodach na pierwsze piętro leży (dosłownie) chłopiec. To
szóstoklasista ze szkoły muzycznej w Lubinie na Dolnym Śląsku.
- Przyjechaliśmy ze szkoły całą grupą. Koleżanka wystąpi. Ja
akurat nie gram Chopina, bo wylosowałem inne utwory – tłumaczy 12 latek. Cieszy
się, że może tu być:
- Fajnie tak się leży,
muzyka trochę usypia, ale można pomarzyć – wyznaje.
Młodzi marzą, a starsi medytują.
Widzę starszą kobietę, ma przymknięte oczy, jest w innym
świecie. Kiedy następuje zmiana wykonawcy zaczynam rozmowę:
- Ja na tyle lubię muzykę,
że potrafię przy niej odpłynąć. To nie jest takie proste wbrew pozorom –
oznajmia.
- Jestem przekonana, że na koncercie ludzie przez pierwsze
15 minut nie potrafią się skupić.
Kiedy muzyka znów rozbrzmiewa, nagle przerywa rozmowę:
-
Słuchamy! - wydaje „rozkaz”.
Jak na domówce
Miejsce koncertu
przyciąga, intryguje, pozwala spędzać tu nie piętnaście czy trzydzieści minut,
ale kilka godzin.
- To jest moja piąta godzina. Dopiero jak się słucha taki
czas to można to poczuć. Bo na koncercie to nie to samo – mówi kobieta ubrana w
bluzkę w czerwone paski.
Niektórzy mają swoje wytłumaczenie sukcesu całego
przedsięwzięcia
- Oryginalny pomysł
dlatego ludzie przychodzą. No i w tej muzyce Chopina to dużo polskości jest
– tłumaczy przystojny młody mężczyzna, którego szyja owinięta jest
„arafatką”.
Może to polskość, a może coś innego sprawia, że ludzie chcą
tu przebywać. Zakochani trzymają się za ręce przytuleni, starsi słuchają w
skupieniu, a młodzież rozsiada się na dywanie obok balustrady, niczym na
„domówce” u znajomych.
Chopin lubił fiołki
Pianistka Aleksandra Leśniak na występ przyjechała w ostatni
dzień swoich ferii. Wspierała ją cała rodzina, wszyscy z Tarnobrzegu.
Mariko Goto była
tak przejęta po swoim koncercie, że nie mogła mówić przez dziesięć minut.
- W Warszawie lepiej gra się Chopina. Świadomość, że on tu
mieszkał zbliża do jego muzyki, bardziej się ją czuje – wyznaje wzruszona
25-letnia pianistka.
Szczególnym zainteresowaniem cieszył się dziś koncert Miki Okumary. Jej występ trwał prawie
godzinę. Publiczność była zachwycona. Ta japońska pianistka koncertuje na całym
świecie. Do Polski przyjeżdża od wielu lat, aby ćwiczyć.
- Japończycy
kochają Chopina, jest w jego muzyce taka
delikatność. Chyba mają coś wspólnego z
Polakami – zdradza tajemnicę artystka.
Założyła Instytut Chopinowski w Nagano. Chopin to jej
miłość. Występuje ubrana w fioletową suknię z cekinami.
- To na jego cześć,
lubił fiołki – uśmiecha się Japonka.
(Anna Rosińska, red. Judyta Sierakowska)
Poznali się w klubie i już następnego dnia... przyszli razem zagrać Chopina
A potem pojawił się niezwykły, spontaniczny duet: Weronika Stałowska i Michael Edwards.
Zanim pojawili się na Najdłuższych Urodzinach, nigdy wcześniej ... razem nie grali.
A było to tak: otóż Weronika dzień przed swoim występem
postanowiła poćwiczyć grę. Ale żeby nie było nudno poszła pograć do knajpy na
starówce. Tam właśnie poznała Michaela,
który regularnie grywa w Jazzowni. A
ponieważ zauroczyła ją jego gra, powiedziała mu o Najdłuższych Urodzinach i
zaproponowała, żeby wykorzystał część jej czasu i również zagrał w hołdzie
Chopinowi. Michaelowi tak bardzo spodobała się idea imprezy, że na wspólny
występ zgodził się bez wahania.
- To świetny pomysł,
bardzo mi się spodobał. W Ameryce to nie mogłoby mieć miejsca, bo Amerykanie
nie przywiązują takiej uwagi do życia kulturalnego, jak Europejczycy. Dlatego
o wiele lepiej czuję się mieszkając teraz w Polsce, niż w swoim rodzinnym kraju
– mówił już po koncercie Michael.
Dodajmy, że Michael przyjechał
do Polski z Virginii, a zrobił to oczywiście z miłości... ale nie do Chopina, a do pięknej dziewczyny.
Pianistka Anna
Kalman- Tokarska dała prawdziwy popis gry, ale zaraz po występie „uciekła”.
A dlaczego? Bo za kulisami czekali na nią: mąż, siostra i... 5-miesięczne
dziecko!
Kolejny niezwykły występ, to koncert prof. Andrzeja Pikula, który przyjechał do nas prosto z Krakowa,
gdzie jeszcze dziś przed południem również świętował urodziny naszego jubilata.
I też graniem. Potem wsiadł w pociąg i już około 18 zagrał dla warszawskiej
publiczności. A jak? A tak, ze musiał
bisować!
Gdy profesor grał, mały chłopiec na widowni zaczął poruszać
się w rytm muzyki i z przejęciem udawać jak gra na fortepianie.
Na pytanie, czy było
warto przyjechać na Najdłuższe Urodziny, prof. Pikul odpowiedział: - Ależ oczywiście! Ja sam robiłem maratony
pianistyczne, więc wiem ile to kosztuje siły i zaangażowania. Właśnie dlatego
chciałem wspomóc tę imprezę. Poza tym, wiele zawdzięczam Chopinowi, bo choć nie
jestem postrzegany jako chopinista, to mój debiut, który zwrócił uwagę
krytyków, to był właśnie Chopin. I choć teraz gram dużo muzyki współczesnej to
potrzebuję ciągłych zmian i do Chopina wciąż wracam.
Po tym wspaniałym występie mogliśmy wysłuchać dwóch młodych
muzyków – amatorów, którzy nie uczą się już w żadnej szkole muzycznej, ale
grają dla przyjemności i z ogromną pasją. Byli to Adam Trzpil oraz Tadeusz
Robaszyński-Janiec, student muzykologii, który po swoim mini recitalu
pianistycznym akompaniował Helenie Mazur w jej pieśniach. A potem przyszedł
czas na absolutny gwóźdź programu: wystąpił
Przemysław Lechowski, który swoim rewelacyjnym technicznie i pełnym emocji
występem absolutnie podbił serca całej publiczności. Jego dynamiczne wykonanie Scherza b-moll, op.
31 wzbudziło powszechny entuzjazm, ludzie krzyczeli Bravo! Zgotowali
Przemysławowi długą owację na stojąco.
Po tej burzy emocji, sentymentalny występ dała nam Monika Rosca. Swoje umiejętności
prezentowała ona na Najdłuższych Urodzinach już nie pierwszy raz, jednak dziś
dała dłuższy koncert. Już po wszystkim zdradziła nam:
- Przyszłam tutaj, bo
czuję się dłużniczką Chopina. On dał mi podstawy do całej mojej egzystencji.
W jego muzyce jest całej jego nieszczęśliwe życie i cieszę się, że poprzez moją
grę dzisiaj mogę przekazać ludziom te jego emocje i przeżycia. Bo Chopin to moje życie!
(Monika Olszewska, współpraca Natalia Janus, red. Judyta Sierakowska)
Chopin na gitarze
Wśród występujących młodych artystów, niektórzy to
wszechstronne talenty. Taką „perełką” jest na przykład Tomasz Wacikowski uczeń drugiej klasy V Liceum Ogólnokształcącego
im. Ks. Józefa Poniatowskiego w Warszawie. Zaskoczył publiczność gitarowym
wykonaniem utworów Chopina.
- Na gitarze gram od dziesiątego roku życia. Ale dopiero
niedawno zainteresowałem się Chopinem. Dzięki preludiom w wykonaniu Blechacza –
opowiada osiemnastolatek z bujną czupryną. - Tak bardzo pokochałem Chopina, że na początku myślałem poważnie o
zmianie instrumentu. Później zacząłem szukać transkrypcji utworów na
gitarę.
Miłość Wacikowskiego
do polskiego kompozytora uwidacznia się także na innych płaszczyznach.
- Ostatnio wygrałem konkurs poetycki w ramach akcji „Muzyka
jest dla wszystkich”. – nieśmiało chwali się Tomek.
Zdobył I i II nagrodę w kategorii: liceum. Przedstawił dwa
sonety związane z Chopinem. Jeden z nich to:
Fantazja Fryderyka
Chłodne ciarki przechodzą
po całym mym ciele,
Romantyczna tajemniczość ogarnia serce,
Rozum zaślepiają uczuciowe kobierce,
Kiedy słucham melodii brzmiących w pięknym dziele.
Najpierw introdukcja i zawiązanie akcji.
Potem, nieśmiało pojawia się główny temat.
Raz potężne akordy, raz zwiewny poemat...
Mnóstwo napięć i niespodziewanych kontrakcji.
Ta niesamowita, wciągająca historia
Jest opowiadana bezsłownymi frazami.
Czasem brzmi w niej groza, chwilami melancholia,
Których lepiej nie można przedstawić zdaniami.
Wtem, wśród gęstych akordów słychać krzyk
"wiktoria!"
I oczy ze szczęścia zalewają się łzami.
(Anna Rosińska, red. Judyta Sierakowska)