WARSZAWA‎ > ‎WYDARZENIA - MINI BLOG‎ > ‎

Słuchanie Chopina dobrze wpływa na korę mózgową u dzieci

opublikowane: 1 mar 2010 05:31 przez Sebastian Margalski   [ zaktualizowane 2 mar 2010 06:51 ]

Niedziela

Niedziela. Następny wolny dzień i tłumy melomanów na Krakowskim Przedmieściu 64. Dom Polonii pękał w szwach i niektórzy goście dosłownie musieli czekać przed budynkiem.

Rodzice przyprowadzają dzieci, licząc, że za kilka lat ich pociechy wystąpią na podobnym koncercie.  

Dobre dzieci

W holu spotykam młode małżeństwo z dwiema córkami w wieku wczesnoszkolnym:

- Chciałabym, aby dziewczynki zainteresowały się muzyką – mówi kobieta. Ubrane w kolorowe stroje siostry kiwają głowami, że im się podobało. A ich tato dodaje:

- Super pomysł! Mamy nadzieję, że ta impreza będzie co roku.

Bywa i tak, że to dzieci naciskają na rodziców, ponieważ mają już swoje upodobania muzyczne.

- Wprawdzie gra na gitarze, ale bardzo lubi Chopina. Już wczoraj mieliśmy przyjść, strasznie mnie tu ciągnęła – opowiada młoda kobieta, trzymając w ręku zielony balon, niczym z weekendowego festynu. Mama Karolinki wie, dlaczego tak się dzieje:

- Kiedy byłam w ciąży to słuchałam muzyki poważnej. Podobno wpływa na korę mózgową u dzieci. No i właśnie dlatego Karolinka teraz chce grać. 

Maluchy w Domu Polonii czują się bardzo bezpiecznie. Nie marudzą, że chcą już iść, wtulone w swoich rodziców, siedzące na kolanach, jak nigdy cierpliwe.

- Pani popatrzy na te dzieci! Siedzą i słuchają, wcale nie przeszkadzają. Ta śliczna muzyka wycisza i uspokaja – zauważa kobieta z balonem.

Na schodach na pierwsze piętro leży (dosłownie) chłopiec. To szóstoklasista ze szkoły muzycznej w Lubinie na Dolnym Śląsku. 

- Przyjechaliśmy ze szkoły całą grupą. Koleżanka wystąpi. Ja akurat nie gram Chopina, bo wylosowałem inne utwory – tłumaczy 12 latek. Cieszy się, że może tu być:

- Fajnie tak się leży, muzyka trochę usypia, ale można pomarzyć – wyznaje. 

Młodzi marzą, a starsi medytują.

Widzę starszą kobietę, ma przymknięte oczy, jest w innym świecie. Kiedy następuje zmiana wykonawcy zaczynam rozmowę:

- Ja na tyle lubię muzykę,  że potrafię przy niej odpłynąć. To nie jest takie proste wbrew pozorom – oznajmia. 

- Jestem przekonana, że na koncercie ludzie przez pierwsze 15 minut nie potrafią się skupić. 

Kiedy muzyka znów rozbrzmiewa, nagle przerywa rozmowę:

-          Słuchamy! - wydaje „rozkaz”.

Jak na domówce

Miejsce koncertu przyciąga, intryguje, pozwala spędzać tu nie piętnaście czy trzydzieści minut, ale kilka godzin.

- To jest moja piąta godzina. Dopiero jak się słucha taki czas to można to poczuć. Bo na koncercie to nie to samo – mówi kobieta ubrana w bluzkę  w czerwone paski.

Niektórzy mają swoje wytłumaczenie sukcesu całego przedsięwzięcia

- Oryginalny pomysł dlatego ludzie przychodzą. No i w tej muzyce Chopina to dużo polskości jest – tłumaczy przystojny młody mężczyzna, którego szyja owinięta jest „arafatką”. 

Może to polskość, a może coś innego sprawia, że ludzie chcą tu przebywać. Zakochani trzymają się za ręce przytuleni, starsi słuchają w skupieniu, a młodzież rozsiada się na dywanie obok balustrady, niczym na „domówce” u znajomych. 

Chopin lubił fiołki

Pianistka Aleksandra Leśniak na występ przyjechała w ostatni dzień swoich ferii. Wspierała ją cała rodzina, wszyscy z Tarnobrzegu.

Mariko Goto była tak przejęta po swoim koncercie, że nie mogła mówić  przez dziesięć minut.  

- W Warszawie lepiej gra się Chopina. Świadomość, że on tu mieszkał zbliża do jego muzyki, bardziej się ją czuje – wyznaje wzruszona 25-letnia pianistka. 

Szczególnym zainteresowaniem cieszył się dziś koncert Miki Okumary. Jej występ trwał prawie godzinę. Publiczność była zachwycona. Ta japońska pianistka koncertuje na całym świecie. Do Polski przyjeżdża od wielu lat, aby ćwiczyć.  

- Japończycy kochają  Chopina, jest w jego muzyce taka delikatność. Chyba mają coś  wspólnego z Polakami – zdradza tajemnicę artystka. 

Założyła Instytut Chopinowski w Nagano. Chopin to jej miłość. Występuje ubrana w fioletową suknię z cekinami.

- To na jego cześć, lubił fiołki – uśmiecha się Japonka. 

(Anna Rosińska, red. Judyta Sierakowska)

Poznali się w klubie i już następnego dnia... przyszli razem zagrać Chopina

A potem pojawił się niezwykły, spontaniczny duet: Weronika Stałowska i Michael Edwards.

Zanim pojawili się na Najdłuższych Urodzinach, nigdy wcześniej ... razem nie grali.

A było to tak: otóż Weronika dzień przed swoim występem postanowiła poćwiczyć grę. Ale żeby nie było nudno poszła pograć do knajpy na starówce. Tam właśnie poznała Michaela, który regularnie grywa w Jazzowni. A ponieważ zauroczyła ją jego gra, powiedziała mu o Najdłuższych Urodzinach i zaproponowała, żeby wykorzystał część jej czasu i również zagrał w hołdzie Chopinowi. Michaelowi tak bardzo spodobała się idea imprezy, że na wspólny występ zgodził się bez wahania.

- To świetny pomysł, bardzo mi się spodobał. W Ameryce to nie mogłoby mieć miejsca, bo Amerykanie nie przywiązują takiej uwagi do życia kulturalnego, jak Europejczycy. Dlatego o wiele lepiej czuję się mieszkając teraz w Polsce, niż w swoim rodzinnym kraju – mówił już po koncercie Michael.

Dodajmy, że Michael przyjechał do Polski z Virginii, a zrobił to oczywiście z miłości... ale nie do Chopina, a do pięknej dziewczyny.

Pianistka Anna Kalman- Tokarska dała prawdziwy popis gry, ale zaraz po występie „uciekła”. A dlaczego? Bo za kulisami czekali na nią: mąż, siostra i... 5-miesięczne dziecko!

Kolejny niezwykły występ, to koncert prof. Andrzeja Pikula, który przyjechał do nas prosto z Krakowa, gdzie jeszcze dziś przed południem również świętował urodziny naszego jubilata. I też graniem. Potem wsiadł w pociąg i już około 18 zagrał dla warszawskiej publiczności. A jak? A tak, ze musiał bisować!

Gdy profesor grał, mały chłopiec na widowni zaczął poruszać się w rytm muzyki i z przejęciem udawać jak gra na fortepianie.

Na pytanie, czy było warto przyjechać na Najdłuższe Urodziny, prof. Pikul odpowiedział: - Ależ oczywiście! Ja sam robiłem maratony pianistyczne, więc wiem ile to kosztuje siły i zaangażowania. Właśnie dlatego chciałem wspomóc tę imprezę. Poza tym, wiele zawdzięczam Chopinowi, bo choć nie jestem postrzegany jako chopinista, to mój debiut, który zwrócił uwagę krytyków, to był właśnie Chopin. I choć teraz gram dużo muzyki współczesnej to potrzebuję ciągłych zmian i do Chopina wciąż wracam.

Po tym wspaniałym występie mogliśmy wysłuchać dwóch młodych muzyków – amatorów, którzy nie uczą się już w żadnej szkole muzycznej, ale grają dla przyjemności i z ogromną pasją. Byli to Adam Trzpil oraz Tadeusz Robaszyński-Janiec, student muzykologii, który po swoim mini recitalu pianistycznym akompaniował Helenie Mazur w jej pieśniach. A potem przyszedł czas na absolutny gwóźdź programu: wystąpił Przemysław Lechowski, który swoim rewelacyjnym technicznie i pełnym emocji występem absolutnie podbił serca całej publiczności.  Jego dynamiczne wykonanie Scherza b-moll, op. 31 wzbudziło powszechny entuzjazm, ludzie krzyczeli Bravo! Zgotowali Przemysławowi długą owację na stojąco.

Po tej burzy emocji, sentymentalny występ dała nam Monika Rosca. Swoje umiejętności prezentowała ona na Najdłuższych Urodzinach już nie pierwszy raz, jednak dziś dała dłuższy koncert. Już po wszystkim zdradziła nam:

- Przyszłam tutaj, bo czuję się dłużniczką Chopina. On dał mi podstawy do całej mojej egzystencji. W jego muzyce jest całej jego nieszczęśliwe życie i cieszę się, że poprzez moją grę dzisiaj mogę przekazać ludziom te jego emocje i przeżycia. Bo Chopin to moje życie!

(Monika Olszewska, współpraca Natalia Janus, red. Judyta Sierakowska)

Chopin na gitarze

Wśród występujących młodych artystów, niektórzy to wszechstronne talenty. Taką „perełką” jest na przykład Tomasz Wacikowski uczeń drugiej klasy V Liceum Ogólnokształcącego im. Ks. Józefa Poniatowskiego w Warszawie. Zaskoczył publiczność gitarowym wykonaniem utworów Chopina.

- Na gitarze gram od dziesiątego roku życia. Ale dopiero niedawno zainteresowałem się Chopinem. Dzięki preludiom w wykonaniu Blechacza – opowiada osiemnastolatek z bujną czupryną. - Tak bardzo pokochałem Chopina, że na początku myślałem poważnie o zmianie instrumentu. Później zacząłem szukać transkrypcji utworów na gitarę.

Miłość Wacikowskiego  do polskiego kompozytora uwidacznia się także na innych płaszczyznach.

- Ostatnio wygrałem konkurs poetycki w ramach akcji „Muzyka jest dla wszystkich”. – nieśmiało chwali się Tomek. 

Zdobył I i II nagrodę w kategorii: liceum. Przedstawił dwa sonety związane z Chopinem. Jeden z nich to:

Fantazja Fryderyka

Chłodne ciarki przechodzą  po całym mym ciele,

Romantyczna tajemniczość ogarnia serce,

Rozum zaślepiają uczuciowe kobierce,

Kiedy słucham melodii brzmiących w pięknym dziele.

Najpierw introdukcja i zawiązanie akcji.

Potem, nieśmiało pojawia się główny temat.

Raz potężne akordy, raz zwiewny poemat...

Mnóstwo napięć i niespodziewanych kontrakcji.


Ta niesamowita, wciągająca historia

Jest opowiadana bezsłownymi frazami.

Czasem brzmi w niej groza, chwilami melancholia,

Których lepiej nie można przedstawić zdaniami.

Wtem, wśród gęstych akordów słychać krzyk "wiktoria!"

I oczy ze szczęścia zalewają się łzami.

(Anna Rosińska, red. Judyta Sierakowska)





Menu główne



 


Partner technologiczny





Ostatnia aktywność w witrynie

opieka techniczna:

test