... pół tysiąca ma
mokre oczy
Piątek
Od wczoraj w pokoju na piętrze, na parapecie stoi
przywiązany sznurami od zasłon głośnik. Teraz muzykę słyszy się nie tylko
wewnątrz budynku, teraz przechodnie rozglądają się po ulicy i wyglądają skąd dochodzi.
Dobra muzyka zwabia.
Ty nie jesteś fanem, tylko jesteś fanką
Na przedpołudniowym występie Agaty Kucharskiej i Su Yeon Son
zagościli uczniowie zerówki ze Szkoły Podstawowej nr 12 nie wydawali się znudzeni.
- Jestem fanem Chopina –
dumnie oznajmił sześciolatek w
niebiesko – fioletowej czapce.
Jego koleżanka nie chciała być gorsza i po krótkim namyśle
powiedziała: – Ja też jestem fanem Chopina.
Wkurzyło to nieco fana w czapce i poprawił sześciolatkę: - Ty nie jesteś fanem, tylko jesteś fanką!
- Koncert to tylko część
przygody związana z Chopinem – opowiada opiekunka dzieci z
„dwunastki” – Po powrocie będzie jeszcze
malowanie i wystawa prac. Wszystko dla Chopina.
Maluchy opanowały hol przy wyjściu z budynku i
przekrzykiwały się: – „Ja gram na
pianinie!”, „A ja gram w domu na keyboardzie”. Nauczycielka opanowała
sytuację i powiedziała: - Idziemy szukać serca Chopina.
Zdziwione sześciolatki chyba jeszcze nie do końca zdając
sobie sprawę z tego co ich czeka, pomaszerowały z wystraszonymi minami za swoją
Panią.
Swoją reprezentację miała też Szkoła Podstawowa nr 317. Tu
ekscytacja była w innym wydaniu.
- To nie to co sport,
ale można posłuchać – stwierdził szóstoklasista w białej koszulce. Jego
kolegę ciekawił bardzo rodzaj fortepianu, na którym grają wykonawcy.
W holu tłok. Oprócz tych, którzy do Domu Polonii przyszli
specjalnie na koncert, przychodzą i całkiem przypadkowi goście. Pewien Gruzin,
mieszkający od siedmiu lat w Polsce, przyszedł na Krakowskie załatwić sprawę
repatriacji, a został na koncercie. Nie chciał uwierzyć, że jest grany non stop
przez siedem dni. Bardzo mu się to podobało.
To proszę Pani nie był smutny Francuz, to jest nasz wesoły Polak
Tym razem nie tylko sala koncertowa i schody były zajęte.
Wolnego miejsca nie było też piętro wyżej, słuchający siedzieli na kanapach, na
podłodze, na schodach prowadzących na drugie piętro. Schody prowadzące na –1,
gdzie jest sala na której wyświetlany jest film o Chopinie, też były oblepione
słuchaczami.
Zadbana kobieta, na oko po sześćdziesiątce, w różowym
sweterku, prowadzi pod rękę mężczyznę w czarnych okularach, który trzyma białą
laskę. Siadają na fotelach na pierwszym piętrze i słuchają. Czasem tylko
wymienią jakieś uwagi między sobą. Mówią, ze przyszli tutaj, bo najbardziej lubią
Chopina. – Grałam siedem lat na pianinie, ale teraz niestety już nic nie
pamiętam – mówi kobieta.
- Bardzo nam się podoba idea. U nas mało promuje się takie
postacie. Bo wie Pani, ja Pani powiem! Tego Chopina to się przedstawia, że
Francuz, że taki smutny, że ciągle kaszle, bo gruźlik. A po pierwsze nie
gruźlica tylko mukowiscydoza. A po drugie on podobno był bardzo wesoły, lubił
przebywać na salonach – broni naszego artystę rozmówczyni o serdecznym
wyrazie twarzy.
Oskar przychodzi codziennie
Co jakiś czas goście na fotelach się zmieniają. A
zasiadający tam tłumy od maleństw na rękach do emerytów.
Łukasz i Oskar maturzyści z liceum im. Fredry. – Takie małe
na Woli – tłumaczą.
Oskar przychodzi codziennie,
a Łukasz jest trzeci raz. Mają już swoją miejscówkę na pierwszym piętrze,
tam rozkładają się na fotelach: jeden jakby odpływał wraz z muzyką, drugi czyta
zasłuchany (albo jak kto woli słucha zaczytany).
- Atmosfera jest
fajna, tak domowo. Nikt nie wygania. Można przyjść, posiedzieć – cieszy się
Łukasz, trzymając w dłoniach Mistrza i Małgorzatę.
- Mamy dużo nauki przed maturą, ale do poniedziałku pewnie
jeszcze poprzychodzimy – usprawiedliwiają się chłopaki.
Tyle o zaledwie garstce z tysięcy słuchaczy. A artyści...
Rodzina muzyką silna: mama uczy teorii muzyki, tato gra w orkiestrze, syn
na fortepianie, jedna córka na flecie, druga na altówce
Dzisiejsze popołudnie należało do wykonawców z Katowic.
Występowali zarówno studenci Akademii Muzycznej jak i uczniowie Państwowej
Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach.
- Super publiczność no i bardzo fajny pomysł – zachwyca się
Łukasz Mikołajczyk, uczeń z klasy fortepianu prof. Anny Góreckiej.
Przyjechał tu z mamą Ewą, która uczy
„Teorii muzyki” w katowickiej szkole. I na tym nie koniec, cała rodzina jest
rozmuzykowana.
- Mąż gra w Narodowej Orkiestrze Symfonicznej Polskiego
Radia w Katowicach – zdradza z dumą pani
Ewa.
- Młodsze siostry też
grają na instrumentach, na altówce i na flecie – dodaje Łukasz.
Przyznaje, że Chopin nie jest jego ulubionym kompozytorem. - Na co dzień
wolę bardziej orkiestrową muzykę, choć przyznam
miło jest zagrać Chopina.
Myślisz, że muzyka to twoja przyszłość czy tylko hobby? –
pytam.
- To jest więcej niż hobby, za dużo serca w to wkładam –
odpowiada bystry szesnastolatek. - Za dużo myślę, jak np. zagrać niektóre nuty,
zastanawiam się. Na pewno Akademia Muzyczna, a co będzie po niej, tego jeszcze
nie wiem.
Rodziną są również Jan i Emilka Stańczyk, także uczniowie
katowickiej szkoły. Czternastoletni Janek
zagrał mazurka a-moll, a jego o dwa lata młodsza siostra mazurka gis – moll.
- Dyrektorowi szkoły bardzo spodobał się pomysł zagrania
tutaj. Wybraliśmy najlepszych i przyjechaliśmy – opowiada pani Ewa. - Nasza szkoła wykształciła wielu wybitnych
muzyków. O! właśnie przeszedł mój były uczeń, który teraz jestem studentem na
Akademii Muzycznej. Wojciech Killar też
jest naszym absolwentem i honorowym obywatelem miasta Katowice – chwali się
nauczycielka.
Łukasz Byrdy, który zdobył I nagrodę na Międzynarodowym
Konkursie Pianistycznym im. Juliusza Zarębskiego w Łomiankach (2009) przyznaje:
- Dobre jest to, że ktoś zupełnie nieznany może się tutaj
zaprezentować.
Jego kolega Janek docenia zaś najnowsze technologie: - No i fajna jest transmisja na żywo w
Internecie.
Szkoła muzyczna to coś
więcej niż zwykła edukacja, to swoisty sposób na życie.
- Dzieciaki mają naprawdę
dobre wzorce. Spędzają w szkole całe dnie. Najpierw zaczynają od
polskiego i matematyki, w międzyczasie jest nauka słuchu czy teoria muzyki,
dalej dajmy na to chemia i ponownie muzyka, np. zajęcia indywidualne –
przedstawia dzienny program pani Mikołajczyk i dodaje z łagodnym uśmiechem:
-
Lubimy muzykę, po
prostu tym żyjemy.
Po 16.00 swoje umiejętności zaprezentowały dwie młode
uczennice szkoły muzycznej: Dagny Czajkowska i Kinga Stępniewska. Obie wzbudziły
żywą reakcję publiczności.
Teraz to mogę już tylko umierać
Po dziewczynach zagrał
Marcin Kaźmierczak, który skromnie mówi o sobie, że jest właściwie
amatorem, bo już nie uczy się w żadnej szkole. Nie ma zatem możliwości
zorganizowania sobie występu, a granie dla publiczności bardzo lubi. Pomysł
Najdłuższych Urodzin właśnie dlatego tak bardzo mi się podoba, że może tu
zagrać właściwie każdy, kto posiadł umiejętności.
To zresztą zdanie nie tylko Marcina, bo musimy pochwalić
się, że dziś usłyszeliśmy wiele
pozytywnych rzeczy o naszym przedsięwzięciu. Ktoś nawet wyraził opinię, że organizatorom należy się ... medal.
Po 18. swój recital rozpoczął fenomenalny Tomasz Orlow.
Tomasz właściwie nie grał klasycznego Chopina, ale improwizował na podstawie
jego utworów. Robił to tak genialnie, ze na sali panowała absolutna cisza i
nikt nie śmiał się nawet poruszyć. Tomasz po prostu zelektryzował słuchaczy i
chyba sam też wyczuł panującą na sali atmosferę, bo po występie podszedł do
mikrofonu i powiedział: - Są państwo
wspaniałą publicznością, przede wszystkim publicznością słuchającą. Grało
mi się dla państwa naprawdę świetnie.
A improwizacje Tomasza to był dopiero wstęp do muzycznej
uczty. Około 19.30 na sali nie było ani skrawka wolnej przestrzeni, bo swój
godzinny występ zaczęła Lena Ledoff. Tuż przed nim powiedziała, że właściwie
teraz, kiedy po raz pierwszy i zapewne ostatni w życiu bierze udział w
maratonie pianistów, może już umierać. Jej śmierci chyba jednak nikt sobie
nie życzy, szczególnie po tym, jak dziś zagrała.
Delikatnymi, długimi placami zmieszała Chopina z Krzysztofem
Komedą i Schumannem. Publika oszalała...
Wolontariusze otworzyli okna by wyprawowało z sal trochę
gorąca...
Zaraz po Lenie na scenie pojawił się Piotr Lemański, który
lekko ostudził emocje słuchaczy swoimi spokojnymi, gitarowymi aranżacjami
Chopina. Potem przyszedł czas na występ Klaudii Łubian, która zdradziła nam, że
tym występem chce pogodzić się z muzyką.
- Nie grałam już od pół roku, właściwie to nie wierzę, że to
zrobiłam – mówiła podekscytowana. - Zrezygnowałam z grania, bo czułam, że to
nie ten kierunek, że powinnam robić coś innego i dlatego wybrałam studia na
SGH. Poza tym, właściwie nie lubiłam występować. A jednak przełamałam się...
Auuu Auguścik
Po krótkim występie Klaudii na scenę weszły: libańska
śpiewaczka Nadine Nassar oraz Marina Timoszenko. Marina akompaniowała Nadine,
która swoim sopranem wywołała łzy wzruszenia.
Nikt nie zdążył jeszcze dobrze ochłonąć, kiedy przy
fortepianie pojawił się prof. Paweł Skrzypek wraz z Kwartetem „Camerata”, jednym
z najwybitniejszych polskich zespołów kameralnych. To była maestria,
doskonałość i czyste piękno.
Publika podniosła się siedzeń i klaskała na stojąco.
Skrzypek z „Cameratą” jak w amoku, wyszli za scenę, potem na nią wrócili. 500
osób stało na trzech piętrach klaszcząc!!!
Nie było wyboru, zagrali raz jeszcze.
Ludzie patrzyli na siedzących obok, uśmiechali się do
siebie, niektórzy przytulali się, ściskali sobie ręce, głaskali po ramionach,
patrzyli na siebie ze łzami w oczach... Wszystkim udzieliła się jakaś zbiorowa,
muzyczna miłość do drugiego człowieka, do klasyki...
I choć miało nie być bisów, gdy chwilę po „Cameracie”
wystąpiła Nina Stiller, a akompaniował jej nie kto inny jak sam Andrzej
Jagodziński, publiczność znowu zawróciła ich na sceną niekończącymi się
brawami.
I myślicie Państwo, ze to koniec? Pół godziny później, zaraz
po 23. Jagodziński wyszedł na scenę z.... Grażyną Auguścik.
-
Jak się dowiedziałam, ze moi koledzy z Chicago
wymyślili taką imprezę tutaj, to ja sama zgłosiłam, żeby wystąpić – mówiła
wzruszona jazzmanka.
Anielskim głosem intonowała na
ludowo, klezmersko... a gdy aksamitnie jazzując zaśpiewała „Lulajże Jezuniu”
... 500 osób! pół tysiąca publiki...
miało oczy jak za
szkłem
(Judyta Sierakowska, Anna Rosińska, współpraca Monika Olszewska, Natalia Janus)