Środa
Takie dni jak ten, po prostu się nie zdarzają, a jednak...
najpierw mistrzostwo pokazały dzieci z Kielc, które ledwie
sięgając do pedałów z wyczuciem, pięknie grali i poloneza cis-moll op. 26 i
mazurka C-dur op. 24 i wiele innych. Potem do Domu Polonii wszedł Pan Rigolet z
Francji, rozejrzał się i zapytał czy może „jeszcze zagrać?”. Ba, zagrał i to
jak! I to proszę Państwa nie koniec! Zaraz po Francuzie do grania zasiadł Jan
Zawisza, dziennikarz muzyczny. Nagle przerwał koncert, bo w tłumie słuchaczy
zobaczył znajomą twarz. Co zrobił? Poprosił do grania! I owy słuchacz, ot tak,
prosto z ulicy, siadł za fortepianem i zaczął grać Mazurka cis-moll op. 6 nr 2.
Publika biła brawa jak szalona. Ten wstał, podszedł do mikrofonu i powiedział,
że bardzo mu się podoba pomysł z Najdłuższymi Urodzinami.
Ten Pan to był prof. Andrzej Jasiński - nauczyciel Krystiana
Zimermana!
A wieczorem był Chopin... beat box!
Ale po kolei:
Po 2.00 w nocy
ponadgodzinny recital dał Michał Kozłowski.
Rano wielką niespodzianką okazały się dzieci - uczniowie
Szkoły Muzycznej I i II stopnia w Kielcach.
Kwadrans po 10. Do grania ruszyli: Jan Bieniasz, Krzysztof
Jankowski, Maria Róża Suligowska, Maciej Redlich-Michalski, Jakub Kitowski i
Artur Jaroń.
- Wstaliśmy o 5 rano, żeby tu przyjechać, ale było
warto – powiedział Jaroń, nauczyciel czwórki młodych wykonawców. - Chcieliśmy
pokazać, że nawet młodzież i najmłodsze dzieci mogą wziąć udział w tak ważnym
wydarzeniu, nawet jeśli nie są jeszcze profesjonalistami. Zrobiliśmy to bardzo
spontanicznie i cieszy nas takie granie, które dodatkowo jest entuzjastycznie
przyjmowane przez publiczność.
A było. Publiczność oszalała,
zwłaszcza po grze 10-letniego Krzysia Jankowskiego, który ....ledwo sięgał do pedałów! A grał?
Maestria. Okazało się, że Krzyś urodził się tego samego dnia co Fryderyk
Chopin, czyli 22 lutego!
- Nie czuliśmy szczególnego stresu, raczej taką zwykłą
tremę, jak przed każdym występem –rzekli mali profesjonaliści.
Oznaki
niewielkiego zdenerwowania przed występem zdradzała za to dużo bardziej
doświadczona pianistka, Gabriela Bińkowska, absolwentka Akademii Muzycznej. Ona
również na Najdłuższe Urodziny przyjechała spontanicznie, bo jak sama twierdzi:
- Chopina mogę grać zawsze. Towarzyszył mi właściwie od dziecka, a nawet
wcześniej, bo moja mama grała go, kiedy
była ze mną w ciąży!
- Trochę koncertuję w Anglii i to tam robimy
koncerty, w których najpierw jest część klasyczna a potem improwizacja na
motywach tych zagranych już klasycznych utworów. Jeśli chodzi o jazz, to
interesuję się nim od dawna, dzięki mojemu nauczycielowi z liceum, który jest
właśnie jazzmanem – mówi Jerzy Owczarz, student Akademii Muzycznej we
Wrocławiu, który urozmaicał słuchaczom czas swoimi świetnymi jazzowymi
interpretacjami Chopina.
Przypadkowy Francuz
Po występie
Owczarza w programie nastąpiło spore, ale Proszę Państwa jakże miłe
zamieszanie.
Do sali wszedł nieoczekiwany gość, a był nim Francuz George Rigolet, wielki miłośnik
Chopina i organizator Festiwalu Chopinowskiego w Chartres, który w 200.
rocznicę urodzin swego mistrza odwiedził Warszawę i Żelazową Wolę.
Do Domu Polonii trafił
zupełnie przypadkowo, szedł Krakowskim Przedmieściem i zobaczył plakaty, napisy: „Najdłuższe Urodziny, Chopin non stop” i
wszedł. Rozejrzał się i zapytał czy może
„jeszcze zagrać?” Trochę zaskoczony konferansjer wydukał „tak”, więc ten
położył swoje rzeczy, podszedł do
fortepianu i zaczął grać.
I to jak!
- Chopin jest dla mnie naprawdę ważny, choć niełatwo jest mi
powiedzieć dlaczego – opowiadał po swoim występie. - Jest w jego muzyce coś
takiego, co koresponduje ze stanem mojej duszy. Kiedy zacząłem go słuchać,
działała na mnie każda fraza i to wręcz fizycznie. To się po prostu czuje w żołądku. We Francji Chopin jest oczywiście
bardzo znany, ale ja chciałbym jego muzykę bardziej spopularyzować, co jest
przecież niełatwe w dzisiejszym zalewie innych gatunków. Marzy mi się zrobienie
dużej audycji telewizyjnej poświęconej Chopinowi... – rozmarza się. - Jak na
razie edukuję swojego synka, który umie już zagrać Chopina, a jednocześnie gra
na gitarze elektrycznej.
Prof.
Andrzej Jasiński zagrał z marszu
A potem stało się coś czego nikt nie przewidział....
Po swoim krótkim występie, dziennikarz muzyczny Jan Zawisza
postanowił namówić jednego ze słuchaczy do zagrania nieplanowanego koncertu.
Tym słuchaczem był nie kto inny, jak prof.
Andrzej Jasiński, zasiadający w komisji prestiżowego Międzynarodowego
Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, nauczyciel m.in. Krystiana Zimermana, doktor honoris
causa aż trzech polskich uczelni muzycznych.
Prof. Jasiński, z marszu zagrał Mazurka cis-moll op. 6 nr 2
i pochwalił z mikrofonem pomysł organizowania „Najdłuższych Urodzin”.
- W muzyce Chopina jest wszystko – mówił po występie prof.
Jasiński. - Tam są wszystkie możliwe uczucia, sentymenty, każdy może tam
odnaleźć coś dla siebie: piękno, rozrywkę, pocieszenie. Z Chopina można też
wiele się nauczyć, bo jego muzyka niesie ze sobą wiele spostrzeżeń dotyczących pozytywnych
i negatywnych stron naszego życia. To muzyka na każdy dzień.
Do sali ciągle zachodzili nowi słuchacze i dopytywali czy
Najdłuższe Urodziny rzeczywiście trwają przez cały tydzień i w dzień i w nocy.
Słyszą, że tak, ale niedowierzają. „Naprawdę to przecież nieprawdopodobne?”
O 15.00 godzinny koncert dała 26-letnia chińska pianistka
Man Li Szczepańska, która niedawno wróciła z Pekinu, gdzie grała utwory
Chopina. - Prowadzę również
warsztaty pianistyczne oraz lekcje muzyki fortepianowej, ale oczywiście wolę
grać sama. Nauka kogoś sprawia mi przyjemność, ale jest to trudne, ponieważ do
gry potrzeba dojrzałości i wyczucia. Ciężko kogoś nauczyć, że np. akurat tu
jest pauza. To trzeba po prostu czuć – mówi. – A z Chopina najbardziej lubię
grać to co już zapomniane.
Chopin beat box rulez
- Pochodzę z rodziny muzyków także miłość do muzyki
odziedziczyłam w genach – mówiła zaraz po swoim występie Zuzanna Laszczkowska,
która zaczęła grać gdy miała siedem lat, a pierwszy raz zagrała przed widownią
gdy była w pierwszej klasie szkoły podstawowej.
Gdy po 17. na scenę wszedł duet "Sopranoforte":
Joanna Morska, Lena Ledoff, publiczność zajmowała już wszystkie miejsca
siedzące, siedziała na schodach i obok, stała pod ścianami. Lena ma w sobie
taki muzyczny power i charyzmę, ci co usłyszeli ją raz, nie pozwalają jej
schodzić ze sceny. Ona o tym wie, ale za każdym razem gdy ktoś powie jej
komplement czerwieni się, wraca do fortepianu i jazzuje Chopina najdelikatniej
jak się da.
18-letni Adam Trzpil na fortepianie gra od szóstego roku życia.
– Granie Chopina to była nagroda za dobre sprawowanie: zagrałem dobrze utwory
innych kompozytorów, wtedy mogłem grać Chopina – wspomina.
Kubę Sokołowskiego, studenta Akademii Muzycznej im.
Fryderyka Chopina w Warszawie, który grał przed 19. w muzyce Chopina zainspirowała
ludowość, dlatego najchętniej gra jego mazurki.
Ale prawdziwą ludowość i to na beat boxowo publiczność
usłyszała po 21. Kiedy na scenę wtargnęli z torbami pełnymi niecodziennego
sprzętu: Michał Górczyński i Patryk
„TikTak” Matela. Chłopaki inspirują się nie tylko muzyka ludową, żydowską,
ale i dźwiękami zwierząt. Widowni zaprezentowali „impresje na temat
preludiów Chopina i dwie mini niespodzianki”!
TikTak beat boxował, a Górczyński grał na klarnecie. Jeden z
tycjanowskimi dredami i bródką, strój luźny, drugi kruczoczarny, cały w czerni.
Wszystkich wielbicieli kabaretu Mumio, proszę o wybaczenie,
ale on przy Tych chłopcach to małe piwo.
To chyba był jedyny koncert, gdzie fortepian został odłożony
na bok.
Michał była tak miły, że z pełną powagą wytłumaczył
zdziwionej publice za pomocą rysunków na kartce (jakieś beat boxowe szlaczki,
kreski, figurki), jak skutecznie okiełznać tak różne style muzyczne i połączyć
beat box z muzyką Fryderyka Chopina.
- Wszystko opiera się na improwizacji, wziąłem do ręki preludia
Chopina, wybrałem najciekawsze fragmenty, zbudowałem formę i przełożyłem na
beat box – tłumaczył po koncercie Górczyński. – Michał grał, ja improwizowałem
beat boxowo i zapisywaliśmy. Z czasem uzyskiwaliśmy powtarzalność – dodaje
Patryk.
Chłopcy nie wzięli się znikąd, mają za sobą ponad tysiąc
koncertów, są doświadczeni, na co dzień grają w zespole Zooplan. Patryk jest
absolwentem anglistyki, a Michał skończył Akademię Muzyczną w klasie klarnetu.
– Jestem pierwszym i jedynym na świecie beatboxującym klarnecistą – chwali się.
Na tym koncercie ani wyrazu twarzy publiczności, zwłaszcza
tej emerytowanej jej części, ani różnorodności słuchaczy, po prostu nie da się
opisać.
Po beat boxowcach wystąpił kontrabasista Ksawery Wójciński.
Zagrał na fortepianie i śpiewał. Ale jak?!
– Feeenomenalny mówię Ci fenomeeeenalny ten Ksawery – tak po
jego występie, przez telefon do kolegi uniesionym głosem opowiadał jakiś
30-latek w czarnym skórzanym płaszczu. Nic dodać.
(Judyta Sierakowska, Monika Olszewska)