WARSZAWA‎ > ‎WYDARZENIA - MINI BLOG‎ > ‎

Dziesięciolatek, Francuz, nauczyciel Zimermana, a wieczorem TikTak 24-02-2010

opublikowane: 25 lut 2010 08:12 przez Sebastian Margalski   [ zaktualizowane 1 mar 2010 08:13 ]

Środa

Takie dni jak ten, po prostu się nie zdarzają, a jednak...

najpierw mistrzostwo pokazały dzieci z Kielc, które ledwie sięgając do pedałów z wyczuciem, pięknie grali i poloneza cis-moll op. 26 i mazurka C-dur op. 24 i wiele innych. Potem do Domu Polonii wszedł Pan Rigolet z Francji, rozejrzał się i zapytał czy może „jeszcze zagrać?”. Ba, zagrał i to jak! I to proszę Państwa nie koniec! Zaraz po Francuzie do grania zasiadł Jan Zawisza, dziennikarz muzyczny. Nagle przerwał koncert, bo w tłumie słuchaczy zobaczył znajomą twarz. Co zrobił? Poprosił do grania! I owy słuchacz, ot tak, prosto z ulicy, siadł za fortepianem i zaczął grać Mazurka cis-moll op. 6 nr 2. Publika biła brawa jak szalona. Ten wstał, podszedł do mikrofonu i powiedział, że bardzo mu się podoba pomysł z Najdłuższymi Urodzinami.

Ten Pan to był prof. Andrzej Jasiński - nauczyciel Krystiana Zimermana!

A wieczorem był Chopin... beat box!

Ale po kolei:

 Po 2.00 w nocy ponadgodzinny recital dał Michał Kozłowski.

Rano wielką niespodzianką okazały się dzieci - uczniowie Szkoły Muzycznej I i II stopnia w Kielcach.

Kwadrans po 10. Do grania ruszyli: Jan Bieniasz, Krzysztof Jankowski, Maria Róża Suligowska, Maciej Redlich-Michalski, Jakub Kitowski i Artur Jaroń.

- Wstaliśmy o 5 rano, żeby tu przyjechać, ale było warto – powiedział Jaroń, nauczyciel czwórki młodych wykonawców. - Chcieliśmy pokazać, że nawet młodzież i najmłodsze dzieci mogą wziąć udział w tak ważnym wydarzeniu, nawet jeśli nie są jeszcze profesjonalistami. Zrobiliśmy to bardzo spontanicznie i cieszy nas takie granie, które dodatkowo jest entuzjastycznie przyjmowane przez publiczność.

A było. Publiczność oszalała, zwłaszcza po grze 10-letniego Krzysia Jankowskiego, który ....ledwo sięgał do pedałów! A grał? Maestria. Okazało się, że Krzyś urodził się tego samego dnia co Fryderyk Chopin, czyli 22 lutego!

- Nie czuliśmy szczególnego stresu, raczej taką zwykłą tremę, jak przed każdym występem –rzekli mali profesjonaliści.

      Oznaki niewielkiego zdenerwowania przed występem zdradzała za to dużo bardziej doświadczona pianistka, Gabriela Bińkowska, absolwentka Akademii Muzycznej. Ona również na Najdłuższe Urodziny przyjechała spontanicznie, bo jak sama twierdzi: - Chopina mogę grać zawsze. Towarzyszył mi właściwie od dziecka, a nawet wcześniej, bo moja mama grała go, kiedy była ze mną w ciąży!

- Trochę koncertuję w Anglii i to tam robimy koncerty, w których najpierw jest część klasyczna a potem improwizacja na motywach tych zagranych już klasycznych utworów. Jeśli chodzi o jazz, to interesuję się nim od dawna, dzięki mojemu nauczycielowi z liceum, który jest właśnie jazzmanem – mówi Jerzy Owczarz, student Akademii Muzycznej we Wrocławiu, który urozmaicał słuchaczom czas swoimi świetnymi jazzowymi interpretacjami Chopina.

Przypadkowy Francuz

      Po występie Owczarza w programie nastąpiło spore, ale Proszę Państwa jakże miłe zamieszanie.

Do sali wszedł nieoczekiwany gość, a był nim Francuz George Rigolet, wielki miłośnik Chopina i organizator Festiwalu Chopinowskiego w Chartres, który w 200. rocznicę urodzin swego mistrza odwiedził Warszawę i Żelazową Wolę.

Do Domu Polonii trafił zupełnie przypadkowo, szedł Krakowskim Przedmieściem i zobaczył plakaty, napisy: „Najdłuższe Urodziny, Chopin non stop” i wszedł. Rozejrzał się i zapytał czy może „jeszcze zagrać?” Trochę zaskoczony konferansjer wydukał „tak”, więc ten położył swoje rzeczy, podszedł do fortepianu i zaczął grać.

I to jak!

- Chopin jest dla mnie naprawdę ważny, choć niełatwo jest mi powiedzieć dlaczego – opowiadał po swoim występie. - Jest w jego muzyce coś takiego, co koresponduje ze stanem mojej duszy. Kiedy zacząłem go słuchać, działała na mnie każda fraza i to wręcz fizycznie. To się po prostu czuje w żołądku. We Francji Chopin jest oczywiście bardzo znany, ale ja chciałbym jego muzykę bardziej spopularyzować, co jest przecież niełatwe w dzisiejszym zalewie innych gatunków. Marzy mi się zrobienie dużej audycji telewizyjnej poświęconej Chopinowi... – rozmarza się. - Jak na razie edukuję swojego synka, który umie już zagrać Chopina, a jednocześnie gra na gitarze elektrycznej.

Prof. Andrzej Jasiński zagrał z marszu

A potem stało się coś czego nikt nie przewidział....

Po swoim krótkim występie, dziennikarz muzyczny Jan Zawisza postanowił namówić jednego ze słuchaczy do zagrania nieplanowanego koncertu. Tym słuchaczem był nie kto inny, jak prof. Andrzej Jasiński, zasiadający w komisji prestiżowego Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, nauczyciel m.in. Krystiana Zimermana, doktor honoris causa aż trzech polskich uczelni muzycznych.

Prof. Jasiński, z marszu zagrał Mazurka cis-moll op. 6 nr 2 i pochwalił z mikrofonem pomysł organizowania „Najdłuższych Urodzin”.

- W muzyce Chopina jest wszystko – mówił po występie prof. Jasiński. - Tam są wszystkie możliwe uczucia, sentymenty, każdy może tam odnaleźć coś dla siebie: piękno, rozrywkę, pocieszenie. Z Chopina można też wiele się nauczyć, bo jego muzyka niesie ze sobą wiele spostrzeżeń dotyczących pozytywnych i negatywnych stron naszego życia. To muzyka na każdy dzień.

Do sali ciągle zachodzili nowi słuchacze i dopytywali czy Najdłuższe Urodziny rzeczywiście trwają przez cały tydzień i w dzień i w nocy. Słyszą, że tak, ale niedowierzają. „Naprawdę to przecież nieprawdopodobne?”

O 15.00 godzinny koncert dała 26-letnia chińska pianistka Man Li Szczepańska, która niedawno wróciła z Pekinu, gdzie grała utwory Chopina. - Prowadzę również warsztaty pianistyczne oraz lekcje muzyki fortepianowej, ale oczywiście wolę grać sama. Nauka kogoś sprawia mi przyjemność, ale jest to trudne, ponieważ do gry potrzeba dojrzałości i wyczucia. Ciężko kogoś nauczyć, że np. akurat tu jest pauza. To trzeba po prostu czuć – mówi. – A z Chopina najbardziej lubię grać to co już zapomniane.

Chopin beat box rulez

- Pochodzę z rodziny muzyków także miłość do muzyki odziedziczyłam w genach – mówiła zaraz po swoim występie Zuzanna Laszczkowska, która zaczęła grać gdy miała siedem lat, a pierwszy raz zagrała przed widownią gdy była w pierwszej klasie szkoły podstawowej.

Gdy po 17. na scenę wszedł duet "Sopranoforte": Joanna Morska, Lena Ledoff, publiczność zajmowała już wszystkie miejsca siedzące, siedziała na schodach i obok, stała pod ścianami. Lena ma w sobie taki muzyczny power i charyzmę, ci co usłyszeli ją raz, nie pozwalają jej schodzić ze sceny. Ona o tym wie, ale za każdym razem gdy ktoś powie jej komplement czerwieni się, wraca do fortepianu i jazzuje Chopina najdelikatniej jak się da.

18-letni Adam Trzpil na fortepianie gra od szóstego roku życia. – Granie Chopina to była nagroda za dobre sprawowanie: zagrałem dobrze utwory innych kompozytorów, wtedy mogłem grać Chopina – wspomina.

Kubę Sokołowskiego, studenta Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie, który grał przed 19. w muzyce Chopina zainspirowała ludowość, dlatego najchętniej gra jego mazurki.

Ale prawdziwą ludowość i to na beat boxowo publiczność usłyszała po 21. Kiedy na scenę wtargnęli z torbami pełnymi niecodziennego sprzętu: Michał Górczyński i Patryk „TikTak” Matela. Chłopaki inspirują się nie tylko muzyka ludową, żydowską, ale i dźwiękami zwierząt. Widowni zaprezentowali „impresje na temat preludiów Chopina i dwie mini niespodzianki”!

TikTak beat boxował, a Górczyński grał na klarnecie. Jeden z tycjanowskimi dredami i bródką, strój luźny, drugi kruczoczarny, cały w czerni.

Wszystkich wielbicieli kabaretu Mumio, proszę o wybaczenie, ale on przy Tych chłopcach to małe piwo.

To chyba był jedyny koncert, gdzie fortepian został odłożony na bok.

Michał była tak miły, że z pełną powagą wytłumaczył zdziwionej publice za pomocą rysunków na kartce (jakieś beat boxowe szlaczki, kreski, figurki), jak skutecznie okiełznać tak różne style muzyczne i połączyć beat box z muzyką Fryderyka Chopina.

- Wszystko opiera się na improwizacji, wziąłem do ręki preludia Chopina, wybrałem najciekawsze fragmenty, zbudowałem formę i przełożyłem na beat box – tłumaczył po koncercie Górczyński. – Michał grał, ja improwizowałem beat boxowo i zapisywaliśmy. Z czasem uzyskiwaliśmy powtarzalność – dodaje Patryk.

Chłopcy nie wzięli się znikąd, mają za sobą ponad tysiąc koncertów, są doświadczeni, na co dzień grają w zespole Zooplan. Patryk jest absolwentem anglistyki, a Michał skończył Akademię Muzyczną w klasie klarnetu. – Jestem pierwszym i jedynym na świecie beatboxującym klarnecistą – chwali się.

Na tym koncercie ani wyrazu twarzy publiczności, zwłaszcza tej emerytowanej jej części, ani różnorodności słuchaczy, po prostu nie da się opisać.

Po beat boxowcach wystąpił kontrabasista Ksawery Wójciński. Zagrał na fortepianie i śpiewał. Ale jak?!

– Feeenomenalny mówię Ci fenomeeeenalny ten Ksawery – tak po jego występie, przez telefon do kolegi uniesionym głosem opowiadał jakiś 30-latek w czarnym skórzanym płaszczu. Nic dodać.


(Judyta Sierakowska, Monika Olszewska)





Menu główne



 


Partner technologiczny





Ostatnia aktywność w witrynie

opieka techniczna:

test