Blog‎ > ‎

Żuławy Wkoło - 170 km!

opublikowane: 28 wrz 2010 12:26 przez Łukasz Sosnowski   [ zaktualizowane 30 wrz 2010 23:23 ]
   
Patrząc przez okno, aż trudno uwierzyć, że jeszcze dwa dni temu panowała letnia pogoda. Aura dopisała organizatorom "Żuław Wkoło" i licznej rzeszy miłośników rowerów. Ci ostatni mieli do wyboru dwie trasy: krótszą 80 kilometrową i dłuższą 170 kilometrową.

    Ja wybrałem oczywiście tę  "królewską pętlę".  Droga została poprowadzona tak, aby była bezpieczna i pozwalała zapoznać się z pięknem przyrody, zabytkami i i folklorem Żuław Wiślanych. Startując w Tczewie mijaliśmy takie miejscowości jak: Mikoszewo, Drewnicę, Żuławki, Malbork, Ostaszewo, Sztum, Ryjewo, Gniew, Miłoradz. Po drodze napotykaliśmy zabytki architektury gotyckiej (kościoły, zamki}, jak i hydrotechniczne budowle (śluzy, tamy, zbiorniki retencyjne, wiadukty). Niewątpliwą atrakcją była również przeprawa promem rzecznym.


    Na trasie rozmieszczonych było siedem punktów regeneracyjnych, gdzie można było zaopatrzyć się w napoje i uzupełnić kalorie kosztując regionalne przysmaki (kluski ziemniaczane z słoninką, zupa ziemniaczana z kiełbaską, chleb z wytapianym smalcem i wiele innych rarytasów, których nazw nie pamiętam). Wszędzie spotykaliśmy się z bardzo życzliwym przyjęciem miejscowej ludności ubranej w stroje regionalne.

    Sama trasa nie była wymagająca. Start i meta mieściły się w Tczewie nad Wisłą. Wszędzie praktycznie płasko. Niewielkie wzniesienia terenu nie pozwalały się zmęczyć. Kto chciał mógł się ścigać lub też jechać turystycznie. Takie jest założenie maratonów rowerowych organizowanych przez pana Andrzeja Gołębiowskiego i jego Ekipę. Czynnikami utrudniającymi jazdę były niewątpliwie: stosunkowo silny wiatr i kiepskiej jakości dosyć spore odcinki trasy. Ale to wszystko nieważne, bo bardzo miła atmosfera, podejście organizatorów, perfekcyjna organizacja pozwalały szybko zapomnieć o niedogodnościach. A na koniec jak zwykle: piękny medal, imienny dyplom, numer startowy w prezencie, masaż i kolacja.

    Szkoda tylko, że drużyna "Flying Bikers" była reprezentowania przez jedną osobę. Ale jak to mówią nie ilość, lecz jakość jest ważna. Naprawdę było super! Polecam na przyszłość, aby w tego rodzaju imprezach uczestniczyć i cieszyć się jazdą rowerem.

[Foto po lewej autorstwa Krzysztofa Kochanowicza]

Wojtek 'flying' Kienast


Informacje na temat imprezy:

http://rowerover.andgo.com.pl/index.php?strona=1&t=Home%20RowerOver

Więcej zdjęć na stronie:

http://picasaweb.google.pl/MoYephotoalbums/ZuAwyWKoO201002?authkey=Gv1sRgCJKc0oz355GoEA&feat=email#