Fakt że mamy już jesień, zarówno
w kalendarzu, jak i za oknem nie cieszy już nikogo. Można jednak znaleźć
niewątpliwe zalety tego okresu – takie jak jesienny maraton, ostatni spośród tegorocznego cyklu maratonów MTB "Cztery
Pory Roku". Tak więc drugiego dnia października w Golubiu-Dobrzyniu, odbyła
się piąta edycja Maratonu MTB
"Golubska Starówka". Na tym
widowisku sportowym drużynę Flying Bikers reprezentowało pięciu uczestników:
Kacper, Łukasz, Robert, Tomek i Władek, oraz ich fotograf. Uczestnicy mieli do
wyboru dwa dystanse – „Mega” (ok. 73 km), oraz po raz pierwszy w 5 - letniej
historii maratonu, dystans „Hobby” (18 km). Oczywiście większość naszych
uczestników, zgodnie z zasadą – jak już szaleć, to na całego - pokusiła się na
odcinek „Mega”. Tylko biedny Kacper, musiał się sam zmierzyć z wyżej
wspomnianymi 18 km ( a do tego nie dostał nawet koszulki z logiem zawodów :)).
Zawodnicy po zapisach, ku ogólnej uciesze tamtejszych kierowców, zgromadzili
się na rynku i odbyli kilka okrążeń. Potem przyszedł czas na rundę honorową i
udanie się pod miejsce rozpoczęcia maratonu. Jako pierwsi, punktualnie o 11,
wyruszyli zawodnicy z dystansu „Mega”. Dziesięć minut później przyszedł czas na
tych, dla których rower jest „Hobby”. Nasi zawodnicy zniknęli za pierwszym
zakrętem, a fotograf pozostał sam na linii mety, oczekując jakichkolwiek
informacji. I tak po ok. 30 minutach pojawił się Kacper, kończąc swój 18 km
dystans na 14 pozycji, wśród 30 zawodników. Tak więc pozostało nam oczekiwać
reszty Ekipy Flying Bikers. Kwadrans po godzinie 13, na mecie zaczęli pojawiać
się pierwsi uczestnicy. Długo przyszło nam czekać zanim naszym oczom ukazali
się „nasi” :) Pierwszy ze składu FB pojawił się Łukasz, następnie widowiskowo przekroczył metę Władek, a za nim Robert.
Pozostał nam jeszcze Tomek … no właśnie a gdzie jest Tomek ? Podczas gdy nasi
chłopcy udali się do samochodów na krótki odpoczynek, fotograf nadal wypatrywał
ostatniego z zawodników. Czas mijał, kolejny rowerzyści przekraczali metę, a
Tomka nadal nie było. Całe widowisko przerwała niespodziewana parada … husarów
:) Szum i zamieszanie sprawił, że Tomek przekroczył linię mety kompletnie
niezauważony. Po wszystkim spotkaliśmy się z resztą zawodników na Golubskiej
Starówce, obserwując dekorację zwycięzców. Ostatnim punktem programu było
losowanie nagród. Jedna z wielu trafiła do rąk Władka, posiadającego magiczny
numer „69” :)
Ocenę trasy pozostawiam zawodnikom. Z tego o udało mi się dosłyszeć do najłatwiejszych nie należała. Trzeba było się zmierzyć z tzw. ścianą płaczu, piaszczystymi drogami, ostrymi zakrętami i stromymi podjazdami. Prawie nikt z naszych zawodników nie miał z tą trasą większych problemów. Nie umknął jednak mojej uwadze fakt, że Tomek i Robert , wraz z grupką rowerzystów zboczyli ze szlaku. Jednak przegapienie zakrętu kosztowało ich zaledwie 10 minut. Zadowoleni, zmęczeni, i ciut zawiedzeni (koszulki od sponsorów to bezrękawniki !:)) wróciliśmy do domu, szykując się na kolejne sportowe zmagania. Kasia [fotograf] Maraton z pozycji rowerowego siodełka - relacja Kacpra. Pogoda dopisała chociaż była czasami kapryśna. Mam namyśli silne porywy wiatru oraz temperatura która dawała się we znaki, powodując u zawodników bolesne skurcze. Wystartowaliśmy w standardowym składzie: Tomek, Władek, Łukasz, Robert i ja. Chcąc się spróbować na krótszym dystansie, wystartowałem w kategorii hobby mającej do zaliczenia 18 pełnych kilometrów. Reszta ekipy wystartowała w trudniejszej trasie maratonu. Mieli do przejechania aż 72 kilometry. Moja trasa nie była zbyt trudna. Połowa to gładkie asfalty i polne drogi. Ale nie wróciłem suchy. Miałem przyjemność spotkać na drodze błotniste kałuże. Te zaś bardzo polubiły mój rower i białe team'owe koszulki. Metę przekroczyłem na miejscu 14., oddalając się od czołówki o 8 minut. Na mecie czekał na mnie nasz stały fotograf - Kasia. Później razem czekaliśmy na resztę naszego składu. Dłuższa pętla nie była tylko związana z błotkiem, ale wiele osób skarżyło się na długie odcinki piaskowego terenu, niejedni mieli tam styczność z glebą. Na większym dystansie nie zabrakło także ostrych podjazdów, jednym z nich okazała się wielka góra nazywana przez kolarzy i mieszkańców "Ścianą Płaczu". Najlepszy na trasie giga okazał się Łukasz który skończył maraton na 71. miejscu. Drugi metę przekroczył zmęczony Władysław. Następnie przybył Robert. Doczekanie, ostatni Tomek pokazał się na finish'u- ale niech się nie martwi, nie zawsze szybszy znaczy lepszy. Na koniec wszyscy uczestniczyliśmy w rozdaniu nagród i losowaniu upominków. Tu szczęśliwcem okazał się Władek, który reprezentując nasz skład z numerem 69 wylosował torebkę ze szklanym upominkiem, z dopiskiem "Kocham Golub DObrzyń". Podsumowując, maraton uważam za udany, organizacja super. Kacper Skrót wyników:
Strona organizatora: http://www.marmw86.webd.pl/ Zdjęcia autorstwa Kasi: http://picasaweb.google.com/fb.wiecbork/VMaratonMTBGolubskaStarowka# Inne fotorelacje (znaleziono w sieci): http://picasaweb.google.pl/justyna.ferska/GolubDobrzynCzteryPoryRoku2102010r# http://picasaweb.google.com/yarodh/101002GDMaraton# |