Na dystansie 15 km (5 x 3 km) najlepiej z chłopaków spisał się Robert,
który od samego początku trzymał swoje, równe tempo. Tomek również
wystartował mocno i kto wie co by się działo, gdyby coś nie kazało mu
zredukować biegu. Pech trafił Kacpra, który na drugim okrążeniu ostro
przysadził w wystającą na zjeździe cegłę, zaliczając efektowną glebę,
okupioną wyrwaną klamką hamulcową i niestety - zdjęciem z trasy do
opatrzenia. Ja natomiast, postawiłem na dystans 30 km (10 x 3 km), mimo
a może właśnie ze względu na barwne nazwiska okupujące listę zgłoszeń.
Było szybko, emocjonująco, walka trwała do samego końca. / Łukasz Wideo autorstwa MsGomen (znaleziono na YouTube) w ramce obok. Krótka historyjka neutralnego obserwatora niedzielnych zmagań: 15 sierpnia 2010 roku, odbyły się zawody rowerowe „Luzia XC Cup”, zorganizowane przez Ośrodek Sportu i Rekreacji w Człuchowie. Impreza odbyła się w w miejskim Parku Luziy pod murami zamku krzyżackiego. Wyścig rozegrał się w trzech kategoriach: „Rodzinny” (6 km), „Mini” (15 km), oraz „Elita” (30 km). Organizatorzy byli pozytywnie zaskoczeni sporą liczbą uczestników (w sumie było ich 150). Ekipę Flying Bikers reprezentowali: Tomek, Kacper i Robert (na dystansie „Mini”), oraz Łukasz (dystans „Elita”). Pierwszy z wyścigów – „Rodzinny” nie zapadł głęboko w pamięć Ekipie z Więcborka, która w międzyczasie powzięła przygotowania do własnych dystansów, przemierzając i „ćwicząc” trasę do wyścigu. Odbyły się małe narady, kto i jak ocenia podjazdy i zjazdy trasy wytyczonej w środku parku Człuchowskiego. Następnie po wyczerpujących staraniach, na linii startu stanęli nasi zawodnicy – Tomek, Kacper i Robert. A więc rozpoczął się wyścig „Mini”. Zawodnicy przepychając się ruszyli z lini mety i chwilę potem zniknęli za najbliższym zakrętem, obserwującym całe wydarzenie – Kasi i Łukaszowi. Nasz dzielny fotograf i wspierający ją, ostatni ostały z Ekipy Flying Bikers, ruszyli tropem naszych zawodników. Przemierzając trasę, przemykając krzaki i wspinając się na niebotyczne górki, udało się jednak nam natknąć na naszych kolegów. Najwięcej na naszej drodze pojawiał się jednak Robert (który, co się później okazało – najlepiej ukończył wyścig). Kacper mignął nam zaledwie na początku, kończąc współzawodnictwo na drugim okrążeniu – efektownym upadkiem, (nie mam pojęcia co mu się rozwaliło i popękało w rowerze, w każdym razie były bandarze i głośne uwagi niezadowolonego zawodnika ;)). Natomiast Tomek w kadrze pojawiał się nie za często. Albo jechał inną trasą, albo to my obieraliśmy złe miejsca widokowe (w kórych Robert mijał nas dwukrotnie, a Tomka nadal widać nie było). W efekcie końcowym wszystkich zawodników można było spotkać na Mecie. Rozemocjonowani i urzeczeni wyścigiem, poobijani, głodni i spragnieni, posilili się, wylegując na trawie w słońcu. I tu Ekipę Flying Bikers opuścił – Łukasz, szykując się do ostatniego z dystansów „Elite”. I wystartowali – najlepsi zawodnicy. Zaserwowali nam emocjonujące wydarzenie (tak jak obiecali organizatorzy), bowiem już na starcie jeden z zawodników wywrócił się powodując zamieszanie. Jednak refleks pozostałych nie zawiódł i reszta wyścigu odbyła się bez problemów. Łukasz mijał dopingującą go ekipę kilkakrotnie, za każdym razem tak samo opanowany i skupiony. A od nas posłyszeć można było jedynie okrzyki: „Łukasz jesteś 20” i za chwilę „Łukasz jesteś już 18”. Nie mam pojęcia jakie w efekcie miejsce zajął (oby było jak najwyższe), ale my i tak byliśmy z niego dumni. Godnie reprezentował Ekipę Flying Bikers w szybkim i emocjonującym wyścigu wśród najlepszych. Bohaterką spotkania pozostała i tak Pani podająca zawodnikom kubeczki z wodą :) Z tego wszystkiego wyszła i tak chyba najbardziej poobijana. Pozdrawiamy. / Kasia Zdjęcia Kasi i Tomka: http://picasaweb.google.com/fb.wiecbork/XCLuizaCzUchow2010# Skrót wyników:
Więcej informacji nt. zawodów: http://www.luiza-xc.pl/ |