Blog‎ > ‎

Kaszebe Runda 2011

opublikowane: 30 maj 2011 11:42 przez Łukasz Sosnowski   [ zaktualizowane 3 cze 2011 05:39 ]

Stara kolarska zasada mówi, aby nie dotykać sprzętu na ostatnią chwilę przed wyścigiem. Nie zważając na to, w piątek wieczorem, po krótkiej przejażdżce, postanowiłem jednak dokręcić kilka śrubek. Nie sposób spamiętać całej lawiny przekleństw wyrzuconych w chwili, kiedy ukręciłem śrubę mocującą blat do pająka korby. Dżizas ku***, ja pier****! Dlaczego dziś?
Szczęśliwie gospodarz naszego pensjonatu, okazał się nie tylko wybitnym szefem kuchni, ale i całkiem bystrym rzemieślnikiem. Wspólnymi siłami, udało nam się połączyć krytyczne fragmenty napędu przy użyciu odpowiednio przyciętej "szóstki". Znów mogłem myśleć o poprawieniu zeszłorocznego rezultatu.
    Wystartowaliśmy o 7:40. Grupka szosowców z firmy, starzy wyjadacze z Więcborka w osobie Wojtka Kienasta i Wojtka Przybylskiego oraz kilkunastu innych kolarzy. Pierwsze kilometry pokonaliśmy nieco żwawiej niż przed rokiem. Zgodnie z założeniami, pierwszy postój zrobiliśmy w Charzykowach (105 km / 3h 10min). W rekordowo krótkim czasie zdążyłem uzupełnić wodę w bidonach, zjeść 2 porcje makaronu i podlać krzaczki.
Po obiedzie w naszym niewielkim, 8-osobowym peletonie nastąpiło wyraźne rozluźnienie. Próbowałem kilka razy podkręcić tempo, ale zdecydowanej odpowiedzi nie było. Dopiero kilka kilometrów za bufetem Lipnicy (141 km) udało się zainicjować 2-osobową ucieczkę. Ów drugim kolarzem okazał się- jadący na świetnie zachowanej 30-letniej Gazeli- Szymon Ciarkowski, specjalista od etapówek mtb. Współpraca układała się wyśmienicie: kiedy ja wskakiwałem na podjazdach, kolega podkręcał tempo na prostej. Od wjazdu na odcinek wspólny z krótszymi trasami, z nieukrywanym zadowoleniem wyprzedzaliśmy maruderów. Z uwagi na mocną specjalizację mojego treningu w stronę mtb, od trzeciego i ostatniego postoju, zacząłem już czuć dystans długiego maratonu. Mój kompan za to wydawał się dopiero rozkręcać. Ostatnie 30 km było na tyle mocne, że nawet młodziacy ze 120 km nie byli w stanie usiedzieć nam na kole.
    Na mecie zameldowaliśmy się po 6h 50min 15sek. Grupa "pościgowa" dotarła 10 minut po nas. Pętla zamknięta, czas z ubiegłego roku poprawiony, cel zrealizowany. Dziękuję mojemy towarzyszowi ucieczki, chłopakom z Więcborka oraz całej "niebieskiej" ekipie z firmy. Mam nadzieję, że za rok urwiemy jeszcze kilka minut :)

Skrót wyników:
  dystans
 rezultat
 czas Borsk
 czas Charzykowy
Łukasz 225 km
 06:50:16 00:58:45
  03:10:12
Wojtek Przybylski
 225 km
 07:00:59 00:58:45
  03:10:13
Wojtek Kienast 225 km
 08:34:20 01:03:22  03:46:30

Noclegi w Kościerzynie:
  • "ITAN" - Monika Chabowska (polecamy!)