Blog‎ > ‎

Szkocka bez lodu - rozpoczęcie sezonu na Wyspach

opublikowane: 28 kwi 2010 12:30 przez Władysław Kubatzki   [ zaktualizowane 28 kwi 2010 15:46 przez Łukasz Sosnowski ]
Co słychać na dalekiej północy? Ano podobno dzieje się. Władza prezentuje jeszcze gorącą relację autorstwa Sashy.

Dzień pierwszy
10 kwietnia, w ślady 'polskiej' sekcji FB poszliśmy my- 'szkocka' grupa:)

    Przy świetnej pogodzie Sasha wraz z Piqsiem testowali nowe stroje na genialnych trasach w okolicach Aberdeen. Planu nie mieliśmy, chodziło nam tylko o dobrą zabawę i sprawdzenie wygody naszych nowych ciuchów.

    Na rozgrzewkę pół godzinny podjazd. Następnie gdy udało nam się powyciągać jęzory z pomiędzy łańcucha, zaczęła się zabawa, czyli zjazd. Sporo drzew, ciasnych zakrętów, kamieni i możliwość rozwijania większych prędkości. Po krótkiej przerwie pojechaliśmy na kolejną ścieżkę, niestety ku naszemu zaskoczeniu ktoś ją 'popsuł'. Może nie dosłownie, ale straciła cały swój urok. 3 km pętla, na której można było doskonalić głównie umiejętności techniczne ( a to za sprawą dużej ilości kamieni, wąskiej ścieżki i dużej ilości stromych podjazdów i zjazdów) została częściowo wyrównana i poszerzona dla spacerowiczów:(

    Na szczęście pozostało jeszcze 2,5km nienaruszonej trasy, która daje dużo zabawy i wycisku. Myślę, że jest godna regularnego odwiedzania. Przejechana przez nas odległość nie była imponująca (ok 20km), ale spędziliśmy tam ponad 2,5godz, zapoznaliśmy się z terenem i przetestowaliśmy stroje. Niestety trzeci FBiker nie dotarł, można mu wybaczyć, bo przecież miał urodziny:)

Dzień drugi


    W pełnym składzie. Wreszcie doszło też do w pełni zorganizowanego wypadu całą grupą FB, która stacjonuje w Szkocji.

    11 kwietnia również okazał się  pięknym dniem, doskonałym na pierwszy w historii wspólny tour. Komunikacja na najwyższym poziomie pozwoliła nam spotkać się w jednym miejscu w niedzielne popołudnie. Kasia z Robertem rozpoczęli dzień, wystartowali z Turriff do Banff. Jechali spokojną drogą biegnącą kolo Muirden ( miejsce jest pewnie znajome wszystkim którzy pracowali dla GCPJ). Po przejechaniu 23 km dotarli wreszcie do Banff.

    W tym samym czasie z domu wystartował Sławek, po przejechaniu 11km również dotarł na naszą piękną  plaże w Banff. Każdy juz miał rozgrzewkę za sobą.

    Ostatnimi którzy dotarli na miejsce zgrupowania byli Angela i Michał, oni też tam dopiero rozpoczęli swój dzień z rowerem.

    Po chwili przerwy ruszyliśmy w dalszą drogę. Już całą grupą rozpoczęliśmy podróż do Turriff. Nie mogło się oczywiście nie odbyć rundy honorowej po mieście. Pogoda dopisywała, nastroje też, więc spokojnym tempem podążaliśmy do celu. Żeby się nie nudzić, Piqś oczywiście musiał się popisać i złapać ‘kapcia’. Na szczęście jak już pisałem była to w pełni zorganizowana wycieczka, mieliśmy pompkę i łatki. Po kilku minutach ruszyliśmy w dalszą drogę. Pierwszy i jedynym przystankiem była posesja Romana P. Tam też zostaliśmy godnie przyjęci, napojeni, nasyceni.. Odpoczęliśmy i już w okrojonym składzie wracaliśmy w trójkę do Banff(Angela, Sławek i ja). Dzień pomału się kończył, a my pomału rozjeżdżaliśmy się do domów. Kolejnym był Sławek. Jako ostatni z Angelą na czele ruszyliśmy do domu. Efektem kilku godzinnej wycieczki były uśmiechy i miłe widoki. Kasia z Robertem przejechali ponad 46km, Angela ze mną przekroczyła 50km, a Piqś się uparł i dokręcił jescze do 60km. Myślę, że na szczególną uwagę zasłużyły dziewczyny, które niekiedy z zaciśniętymi zębami nie poddawały się na żadnym podjeździe i nie odpuszczały też na znacznych zjazdach! Pierwsze koty za płotami, teraz może być tylko lepiej.


Galerie z obu wypadów.

http://picasaweb.google.co.uk/108200860144817560174