Wykapki‎ > ‎

Wyspowy biwak 9-10.08.2010

Przymiarkom do jakiegoś wypadu w las nie było końca. Z Treasure Hunterem zgadujemy się już chyba od wiosny (ciągle były jakieś przeszkody), i wreszcie się udało.
Rzucam propozycją by tym razem zorganizować spotkanie na jednej z wysp, na jeziorze Pogoria IV.
Ja wielokrotnie tamtędy przejeżdżałem rowerem i długo zabierałem się by spędzić nockę na tej wyspie, a dla Treasure Huntera była to zupełnie Terra incognita.
Zatem po ustaleniach telefonicznych stawiam się na miejscu o 15:00. TH ma dojechać trochę później, jak się "odrobi". Miałem na niego czekać, ale padał deszcz, więc pomyślałem że nie będę czekał jak kołek tylko przeprawię się.
Okazało się, że najlepsza przeprawa jest przy tabliczce "Zakaz kąpieli" :-)
Nie pozostało mi nic innego jak rozebrać się i przepłynąć na wyspę.

Po przeprawie czas na rekonesans po wyspie. Okazała się większa niż przypuszczałem i przejście jej zajęło mi ponad godzinkę, ale z drugiej strony zaowocowało zbiorem całkiem ładnych kozaczków, oraz znalezieniem fajnej miejscówki na biwak. Była ławeczka, jakieś palenisko, trochę drewna - no sielanka po prostu. Tym samym uniknęliśmy umieszczania kolejnego wypalonego kręgu na wyspie.
Pierwsze co, to zabezpieczyłem drewno przed dalszym moknięciem i udałem się na poszukiwania materiałów na filtr do wody, a przy okazji chciałem jeszcze dozbierać trochę grzybów. Materiałów na filtr nie musiałem szukać długo - butelkę PET znalazłem niedaleko obozowiska, a 5 L butelkę po wodzie mineralnej wypatrzyłem tuż przy wodzie.
Rzuciły mi się też w oczy pałki wodne więc pozyskałem z nich trochę młodych pędów. Przydadzą się na przekąskę. Przy okazji poszukiwań natrafiłem na ładny okaz zaskrońca (40-50 cm długości). Po zgromadzeniu surowców na filtr, wziąłem się za przygotowanie rakiety do opiekania chleba/grzybów itp. Był problem ze znalezieniem odpowiednio elastycznej gałęzi, ale w końcu trafiłem na coś z rodziny wierzbowatych o właściwej elastyczności. Wziąłem się zatem za plecenie i na tym, oraz na pozostałych czynnościach obozowych zeszło mi trochę czasu, aż otrzymałem telefon od Treasure Huntera, że już jest i będzie się przeprawiał.

 

Udałem się więc na miejsce przeprawy, by uwiecznić ten moment i pomóc mu z bagażem. Przeprawa przebiegła bez przeszkód i udaliśmy się do obozowiska. Tam Treasure Hunter uwinął się z rozłożeniem swojego domku, a to istny pałac. Wielki tarp 3x3 m do tego hamaczek - no Wersal normalnie.
Skrzętnie skorzystałem z okazji by zmierzyć się z hamakiem i powiem że o ile samo leżenie to już czysta przyjemność, to wchodzenie na hamak i schodzenie z niego wymaga pewnej wprawy i tylko na pozór wydaje się łatwe. Inna sprawa to czy udałoby mi się w takim hamaku zasnąć - chyba nie. Ale tarpik naprawdę zacny.
Gdy Marcin kończył się rozbijać, wziąłem się za ogień. Chwilkę to trwało, bo drewno wilgotne było, ale w końcu po chwili płonął ogień. W planach było uduszenie zebranych grzybów, ale ostatecznie zajęliśmy się kiełbasą i ziemniakami, oraz pędami pałki wodnej i na zrobienie grzybów nie starczyło chęci :-)
Przy ognisku rozważaliśmy by zorganizować tu jakiś zlocik w większym gronie, bo miejscówka nie dość że obdarzona dobrymi walorami widokowymi, to oferowała sporo miejsca na postawienie kilku tarpów czy namiotów. Dodatkowo nie rzuca się zbytnio w oczy, jest woda - słowem spełnia wszystkie wymogi dobrej miejscówki na taką imprezę. Kłopotliwa może być jedynie przeprawa dla osób, które nie umieją pływać. Ale i tu można coś wymyślić. Jakąś tratwę czy coś. To jednak jest przyszłość - wracam do meritum.
Na rozmowach zeszło nam do ok. północy i czas był najwyższy by udać się na spoczynek. Liczyłem po cichu na zlewę w nocy, by porządnie przetestować pod kątem wodoodporności namiot, ale niestety w nocy nie spadła ani kropla.
Ranek to już standardowe ognisko, jakaś herbatka i pomału trzeba się było zwijać. Jeszcze tylko przeprawa przez wodę i lądujemy na drugim brzegu. Teraz tylko w auto i wracamy do domków.
Było krótko, ale przyjemnie, i przynajmniej nie nudziłem się w domu.
Trochę żałowałem że nie lało w nocy, no ale co zrobić - może innym razem uda się namiot przetestować pod tym kątem.