Wykapki‎ > ‎

Wykapka 16/17.06.2010

           Kilka dni wolnego w pracy spowodowało, że zachciało mi się gdzieś wyjechać, choćby na chwilę. Niestety  trochę pokrzyżowały mi się plany, ze względu na zakup nowego namiotu. W tym celu musiałem sprzedać dotychczas posiadaną Salewę, by móc sfinansować zakup nowego (The North Face Mica 12)
W zasadzie w planach miałem wyskoczyć gdzieś w góry, ale złożyło się tak niefortunnie, że kupiony na Allegro namiot nie dotarł we wtorek, a w środę i to koło południa, więc nie bardzo był sens by wybierać się gdzieś w góry, tracąc na dojazd pozostałą połowę dnia. Zatem postanowiłem wyskoczyć "za miasto", do lasu. Padło na okolice Jaworzna Szczakowej. Zatem tuż po wizycie listonosza, zapakowałem nowy nabytek do plecaka, na szybko jeszcze zjadłem jakiś obiad (jak się później okazało były z tego problemy). Miałem w planach jeszcze sprawdzić pewne rozwiązanie osłony przeciwwietrznej i stojaka pod Borde'a . Zatem spakowany wskoczyłem na rower i heja w drogę. Po ok. pół godziny odbieram telefon od żony, że zostawiłem na gazie fasolkę po bretońsku i spowodowałem mały pożar :/ No fakt - zaaferowany namiotem, zapomniałem wyłączyć gaz i żonę z córką pozbawiłem obiadu. Całe szczęście że żona wróciła tak wcześnie do domu, bo mogłoby się to skończyć nieciekawie :/
W czasie rozmowy z żoną musiałem dość ostro oganiać się od komarów, których tego roku jest masa w lasach. Po rozmowie mam już dość natarczywości komarów więc wyciągam z plecaka repelent (Ultrathon z 25% DEET). Od momentu spryskania się, mam spokój z krwiopijcami i mogę spokojnie skupić się na wyszukaniu miejsca na obozowisko. Teren jest podmokły po ostatnich opadach, ale w końcu udaje się znaleźć kawałek równego terenu, który nie byłby pod wodą. Biorę się za robicie namiotu, który nie byłoby tak łatwo rozbić, gdyby nie obejrzany na YouTube filmik. Po filmowym instruktażu rozbicie okazuje się banalnie proste. 
Po postawieniu namiotu biorę się za zgromadzenie zapasu drewna, co nie stanowi dużego problemu, ponieważ w brzozowym lesie, jest sporo przewróconych drzew. Okazuje się jednak, że 90% z nich zamieszkiwanych jest przez mrówki. By zatem mrówkom nie niszczyć schronienia, zmuszony jestem odrąbywać sekcje, w których one zamieszkują. Trochę z tym zabawy, ale trudno. Co dziwne, również masa drzew jeszcze stojących, zamieszkiwana jest przez mrówki. W zdecydowanej większości drzew u nasady pnia, znajduje sie mrowisko. Wychodzi na to, że mrówki w tym rejonie wzięły się na sposób i zamiast budować kopce czy nory (te raczej niemożliwe do wykonania, ponieważ teren jednak jest lekko podmokły) budują swoje gniazda w pniach drzew, przyczyniając się z czasem do ich obalenia. Po zebraniu odpowiedniej ilości drewna, czas by to porąbać i wziąć się za rozpalenie ognia. 
Potem jakaś kiełbaska, herbatka, piwko, czyli przyjemniejsza część biwaku :) Po części kulinarno-relaksacyjnej nadszedł czas by pobawić się stojako-osłoną do palnika Borde'a.
Wykonałem ją z małej puszki po Coca-coli jaką rozdają czasem na ulicach w charakterze produktu reklamowego. Puszka taka ma pojemność 150 ml i średnicą dość fajnie pasuje jako "nakładka" na palnik. Wyciąłem więc od góry dekiel, oraz po bokach otwory dostarczające tlen, oraz jeden większy gdzie wchodził palnik. Niestety projekt się nie sprawdził w ogóle, ponieważ puszka ma za cienkie ściany i pod wpływem temperatury zrobiła się miękka, co skutkowało wywrotką menażki z wodą :-( Niezadowolony z efektów dałem za wygraną i dłużej już nie katowałem palnika. Muszę wymyślić jakieś inne rozwiązanie aby osłona i "ruszt" stanowiły zgraną całość z palnikiem.
Dalsza cześć wieczoru upłynęła mi na błogim lenistwie i eksploracji niedalekiej okolicy mojego obozowiska. W pewnym momencie trochę stracha mi napędziły 2 sarny, które nagle wybiegły z krzaków (jedna goniła drugą - pewnie koziołek, gonił sarnę) i biegły wprost na moje obozowisko. Nie zdążyłem sięgnąć po namiot, a tymczasem zwierzęta zorientowały się, że bieg wprost na mnie to nienajlepszy pomysł i wykonały nagły zwrot, niknąc po chwili w pobliskich krzakach. 
Jakieś dwie godziny później pod obozowisko zaczęły podchodzić dziki, ale udało mi się je skutecznie odstraszyć głośnym zachowaniem. Koło 22:30 kładę się spać, przy okazji oceniając wygodę samego namiotu. Przyznam że z zakupu jestem póki co zadowolony. Jest lekki, dwupowłokowy, ma niemały przedsionek, wygodny jak dla jednej osoby, jestem tylko ciekaw jak będzie z wodoodpornością (producent deklaruje 1500 mm słupa wody) nie jest to jakoś wiele, ale w zasadzie w naszej strefie klimatycznej powinno wystarczyć by przetrzymać opady pod warunkiem że jest to parametr rzetelnie zmierzony.
Noc przebiegła bez zakłóceń i ok 4:30 powitał mnie chłodny poranek, co było o tyle kłopotliwe, że zapomniałem zabrać ze sobą czegoś cieplejszego do okrycia się. Dobrze że choć długie spodnie zabrałem, więc czym prędzej ubieram je i biorę się za rozpalenie ognia. Nie stanowiło to kłopotu, ponieważ wyrobiłem sobie nawyk (od kolegi się tego nauczyłem) by wieczorem schować trochę rozpałki (kora brzozowa, kilka drobnych gałązek brzozowych) pod tropik. Jak się rano okazało był to strzał w dziesiątkę, ponieważ o poranku wszystko wokół było wilgotne i pokryte rosą.
Po szybkim posiłku zagrzaniu się ciepłem ognia i gorącą herbatą  wziąłem się za oględziny namiotu. Z zadowoleniem stwierdziłem że sypialnia wewnątrz jest sucha, a wilgotny jest tylko tropik. Od zewnątrz, od rosy, a od środka od kondensacji pary wodnej. Rozwiesiłem więc tropik do wysuszenia i znów miałem trochę wolnego by ogrzać sie przy ogniu, oraz oczekiwałem na odwiedziny jakiegoś zwierza. Wokół musiał krążyć jakiś koziołek, ponieważ co jakiś czas z  różnych stron dawało się słyszeć "pobekiwanie", ale mimo aparatu gotowego do zdjęcia nie udało mi się "zapolować" na jakieś interesujące ujęcie. Ok. 6:00 słoneczko zaczęło już grzać trochę, co przełożyło się na aktywność komarów. Konieczne zatem znów było spryskanie się repelentem. 
Jakoś po 8:00 zacząłem się zwijać, dopaliwszy wcześniej ognisko i zalawszy je wodą. Jeszcze tylko pozostało przedrzeć mi się z rowerem przez krzaczory i po chwili już mogłem się swobodnie przemieszczać leśną drogą.
Do domu dotarłem przed 10:00.