Rozmowa Mamy z Mamą
czyli Marianna Kłosińska i autorka na kanapie w Kluboksięgarni
Autorka tekstu: Teresa Jaskulska Gil - dziennikarka, współwłaścicielka Kluboksięgarni Za Rogiem, mama bullerbynowaJuż się martwiłam, że moja 13-letnia Martynka jest za duża, by kolejne wakacje spędzić w bullerbynowej wiosce. A tu niespodzianka – od tego roku zmienia się nieco formuła kolonii i starszaki będą miały własne – dorosłe Bullerbyn, a maluszki – malutkie. Choć obie grupy będą pracowały nad tym, by jak najlepiej się porozumieć.
Dzieci na koloniach bullerbynowych nie wykonują zadań, które wymyślają im kreatywni dorośli. Nie biegają z tenisa na meleksy, z meleksów na konie, z koni na basen. Wioski Bullerbyn to nie kolejne zajęcia dodatkowe do odhaczenia w planie wychowawczym. Tutaj, a więc w lesie, indiańskim namiocie, drewnianej chatce, domku na drzewie, na łące, na polanie nie chodzi o to, by dzieci były non stop zaganiane. Dlaczego? Bo są zaganiane przez cały rok szkolny. Na Bullerbyn mają przede wszystkim odpocząć. Jak? Tak jak lubią najbardziej, a więc sprawdzając, badając, eksplorując, doświadczając, próbując, a czasami po prostu się nudząc…
Modeluję – nie steruję
Komunikowanie się z dzieckiem w głębokim szacunku do jego godności – tak dość oficjalnie brzmi założenie, na którym opierają swoje działania wychowawcy na bullerbynowych wioskach. Mówiąc bardziej wprost, chodzi o to by nie tyle sterować dzieckiem, ile pomóc mu rozwijać własne myślenie, kreatywność, sposoby samodzielnego rozwiązywania problemów. Chodzi o to, by wychowawcy swoim zachowaniem „modelowali”, a nie wymuszali zachowanie u dzieci. A wszystko podczas zabawy. Bullerbynowe ciocie i wujkowie przygotowują się do wiosek cały rok. Przechodzą specjalne szkolenia, zgrupowania, mają swoich superwizorów – doświadczonych psychologów dziecięcych, którzy pomagają, ale i oceniają ich pracę. Działania wychowawców jednak nie wystarczą. Nowy sposób komunikowania się z dziećmi ( w dużej mierze zaczerpnięty z książek Adele Faber, Elanie Mazlish) powinni wprowadzić też rodzice. Dlatego tak ważne jest, by mama i tata brali udział w warsztatach towarzyszących każdej wiosce. Działanie wychowawców i nas - rodziców powinno być spójne, wtedy być może uda nam się „mówić, żeby dzieci nas słuchały i słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”. W tym roku warsztaty dla rodziców będą się odbywały tylko w niedzielę (a nie w sobotę i niedzielę, jak w poprzednich latach) i nie na terenie obozu, ale w pobliskiej szkole (1 km), by dzieci nie rozpraszały się zbytnio obecnością rodziców. I jeszcze jedna nowość: każdy obóz będzie miał trzech trenerów, których zadaniem będzie komunikowanie się z rodzicami. Dlatego podczas warsztatów dla rodziców będą omawiane także sprawy obozowe, a nie tylko ogólne problemy wychowawcze.
3 wioski w jednej
W tym roku wioski będą wyglądały nieco inaczej. Pojawią się bowiem drewniane domki dla początkujących obozowiczów, gdzie będą mieszkać przez tydzień. To tzw. „malutkie Bullerbyn”. Będą to cztery domki wyposażone w łóżka i łazienki. W każdym domku będzie mieszkało sześcioro dzieci i wychowawca. Mieszkać tam będą dzieci najmłodsze stażem (nie wiekiem), które są na początku adaptowania się do samodzielności, jest to ich pierwszy wyjazd i są wskazania, by wyjechały tylko na tydzień, a nie na dwa tygodnie. W tipi (indiańskich namiotach z podłogą i łóżkami) będą mieszkać dzieci starsze stażem oraz grupa najstarszych dzieciaków. Każda z tych grup będzie miała nieco odmienne style funkcjonowania. Najmłodsze stażem dzieci będą przygotowywały się do samodzielności. O średniakach (7-9 lat) najłatwiej opowiedzieć odwołując się do przygód z książki Dzieci z Bullerbyn, natomiast najstarsi będą mieli własne wyzwania i projekty zainspirowane obozami harcerskimi. Dla nich zaplanowana jest dwudniowa wyprawa z noclegiem, który sami będą musieli sobie znaleźć (np. w stodole).
Wsparcie najmłodszych
To jedno z ciekawszych wyzwań tegorocznej wioski. Najstarsze dzieci będą przygotowywane do tego, by odstąpić swoje łóżka w namiotach najmłodszym na jedną noc. Wtedy, gdy starszaki będą na wyprawie, maluchy mają zająć ich przestrzeń. Wychowawcy będą pracować nad tym przez tydzień, by starszaki przygotowały miejsca młodszym kolegom, zechciały podzielić się własną przestrzenią, wsparły młodszych. Dla mnie, mamy wiecznie rywalizującego rodzeństwa, to bardzo istotny punkt programu.
Konieczna adaptacja
Już od maja ruszają spotkania adaptacyjne przyszłych bullerbynowiczów – rodziców i dzieci.
Są bardzo ważne,
bo pozwalają przede wszystkim rodzicom zorientować się, czy ich
dziecko jest gotowe do wyjazdu, czy też w jakiej grupie powinno się
znaleźć. Podczas 5 godzinnego spotkania dzieci podczas zabawy
poznają swoich bullerbynowych kolegów i koleżanki, wychowawcy mają
okazję przyjrzeć się, jak dziecko funkcjonuje bez rodziców, a
rodzice podczas warsztatów z psychologami rozmawiają o
samodzielności, adaptacji, gotowości do wyjazdu. W ten sposób, to
nie komisja złożona z bullerbynowych cioć i wujków, ale sami
rodzice i dzieci decydują, czy są gotowi do dwutygodniowego (lub
tygodniowego) wyjazdu.
Każda z trzech tegorocznych Wiosek Bullerbyn będzie składała się z dwóch obozów z namiotami (1 obóz to 3 grupy dzieci mieszkające w 6 namiotach tipi, w każdej grupie 6 chłopców i 6 dziewczynek) i jednego z domkami (24 dzieci mieszkających w 4 domkach). Nad każdym obozem będzie sprawował opiekę organizacyjną i superwizyjną psycholog lub pedagog. Każdy wychowawca będzie miał pod opieką 6 dzieci. Każdego wieczoru wychowawcy będą odbywali odprawę superwizyjną z psychologami Agnieszką Stoń i Krzysztofem Górskim. Nad całością przedsięwzięcia będzie czuwał kierownik - w tym roku Marianna Kłosińska wspierana przez zastępcę i kwatermistrza. Do zespołu dołączą również: trenerzy zajęć hippicznych, zajęć warsztatowych oraz kadra techniczna, pielęgniarka i lekarz.

