Wizytówka



o sobie krótko:
z zamiłowania fantasta,
z wykształcenia elektronik,
z zawodu informatyk.

więcej...

Ostatnia aktywność w witrynie

1299dni od:
zaistnienia strony

Odwiedziny

Andrzej Akowacz

Zobacz też

Górskie wyprawy

No i było ekstremalnie. Ale przeżyliśmy jakoś: Z domu wyruszyliśmy o godzinie 5:45 do Kuźnic zajechaliśmy 8:10 po drodze zostawiając Basię w Krakowie w pracy. O tej porze i w sobotę, teraz gdy jest już oddana do użytku większa część drogi ekspresowej, to dobry czas. Na parkingu przebraliśmy buty na odpowiednie dla wędrówki Założyliśmy ochraniacze na nogi chroniące od wysokiego śniegu. Dzień wcześniej dobrze zaimpregnowałem moje buty. Zastanawiałem się czy znowu oboli mnie kostka, tak jak przy wędrówce na Czerwone Wierchy. Tym razem postanowiłem nie związywać ich mocno, a pozostawić luźne. Z Kuźnic za 10 zł można się zabrać pustym busem pod samą kolejkę. Kolejka już uruchomiona, jednakże jeszcze nie wozi turystów. Wagonik wygląda bardzo ładnie i nowocześnie.

Nasze wczasy

O szóstej rano byliśmy na nogach. O siódmej już na czterech kołach i podążaliśmy do autostrady w Trzebini. Wjechaliśmy nań, zapłacili za przejazd i stoimy. Za nami podniesiony szlaban i ruch zamarł. Jakby ktoś wyłączył prąd. Korek stąd do ósmej. Staliśmy chyba ze dwadzieścia minut, a potem ślimaczym tempem jechaliśmy jeszcze z pół godziny. W końcu minęliśmy roboty drogowe i już bez przeszkód pomknęliśmy do granicy z Czechami. Na granicy nie zatrzymaliśmy się nawet na chwilkę. Pomknęliśmy dalej pamiętając po troszę trasę, a po troszę zerkając na mapę wyświetlaną w maleńkim okienku palmtopa. Przydały się bardzo, bo w Teplicach nagle wyrósł przede mną zakaz na drodze którą miałem jechać. Pojechałem więc prosto patrząc kątem oka na mapkę, gdzie można na powrót wjechać na moją 303 Udało się po chwili. Potem w kolejnej miejscowości na rondku pojechałem o jeden zjazd za daleko.

Ostatnio bylismy

Do Paryża wybraliśmy się na Komunię chrześniaka Basi. Komunia miała być w niedzielę. My wylecieliśmy z Balic w sobotę rano o godzinie 9:30 na miejscu byliśmy po niespełna dwóch godzinach. Trzeba wspomnieć, że był to nasz pierwszy lot samolotem rejsowym. Jakie wrażenia? W zasadzie żadne. No cóż, trolejbusem też jeszcze nigdy nie jechałem. Owszem, przyznaję. Jest to komfortowy sposób podróżowania. Komfortowy co do czasu. W niecałe dwie godziny do Paryża z Krakowa. Plus powiedzmy godzina na odprawy, to naprawdę duża oszczędność czasu. A co do komfortu samej podróży... Ciasno głośno i uszy zatyka. Za to był też ojciec chrzestny. On przyjechał z Belgii. Pociągiem TGV w godzinę z minutami za jedyne 25 Euro. To jest komfort podróżowania po europie. To jest przyszłość!

Wędrówki po Jurze

Jaskinia Szaniec lub Nad Szańcem. Nigdzie nie mogę znaleźć jakiegoś dokładniejszego opisu, czy planu tej jaskini. Jedynie wzmianki i to na dodatek niezgodne co do nazwy. Raz jest nazywana jako Jaskinie Szaniec, a raz Nad Szańcem. Osobiście bardziej skłaniam się do nazwy Szaniec. Skała w której jest ta jaskinia nosi nazwę Szaniec. Wejście główne do jaskini jest u dołu skały. Owszem u góry na skale gdzie bardzo trudno i niebezpiecznie jest się dostać też jest wejście do tej jaskini. Ale naprawdę trudno tam się dostać. Samo wejście też od góry wymaga sporych umiejętności aby tam się wcisnąć. Ja zresztą przedostałem się do tego wejścia, ale już nie zaryzykowałem eksploracji tamtędy.

Rowerem przez świat

Siedząc na peronie dociera do mnie dopiero, w co ja się pakuję? Nie mam żadnego doświadczenia w biwakowaniu, w jeździe po górach i w ogóle w takich wyprawach. Trochę lat już na karku, a nigdy nie spałem nawet jednej nocy pod namiotem. Plecaki niestety wiele za wiele ponad dziesięć kilo. Owszem, przygotowywałem się teoretycznie do wyjazdu od miesiąca, ale gdzie jakaś praktyka? Nawet na trening nie znalazłem czasu. Może raz, czy dwa. Pogoda strasznie niepewna. Nadal nie przestaje lać, ani tu ani na Ukrainie. Ale słowo się rzekło, kobyłka u płota, znaczy się rower na peronie. Jedziemy sami. Ja i Konrad. Na hasło "Wyprawa na Ukrainę" zareagowało wielu, ale pod namiot już tylko nie liczni, w końcu i ci się wykruszyli.

Z mojego bloga

sobota, listopad 14, 2009

Katastrofa w kamieniołomie

Zacznę od teraz i będę się cofał. Tak więc: Dziś nie poszedłem do pracy, do pracy, ale za to poszedłem do pracy w kamieniołomie. Waliłem młotem do upadłego, potem woziłem kamień tam i wewte. Na koniec przetoczyłem dziewięć wielkich głaziorów w różne miejsca ogrodu. Jeden tylko dwa metry dalej, a zajęło mi to piętnaście minut. Taki był wielki i ciężki. Potem jeszcze sprzątnąłem trzy taczki okruszków. Zgrabiłem liście z pod leszczyn. Wreszcie około 16:00 umyłem samochód. A w między czasie w ramach odpoczynku od walenia młotem przewiązałem Basi nowe sznurki na pranie.

Zdjęcia, filmy, książki i muzyka

Wiem, że źle zrobiłem. Zboczyłem ze ścieżki wprost w park Ojcowski. Niesamowite miejsce - Wąwóz Jamki, a w nim pełno jaskiń. Wpierw koło Jamy Ani spotkaliśmy dzika, potem przedarliśmy się przez powalone pnie aż pod Jaskinie Krakowską. Wymaga zezwolenia i powinna być zamknięta kratą. Po kracie jednak ślad nie pozostał.
Jaskinia Krakowska
Z jednej strony szkoda, bo widać ślady wandali. Wydrapane w ścianach jaskini napisy. Wróciłem tu po tygodniu wiedząc, że nie wolno wyposażony w statyw, aparat i kamerę. Oprócz filmu zrobiłem wiele zdjęć. Piękna jaskinia. Jest jeszcze jedna Zbójnicka ciekaw jestem czy też pozbawiona kraty.


Kiedyś przy okazji wracając skądś przez Dolinę Będkowską natrafiłem na jaskinię. No może taka niewielka dziura w ziemi. Nieprzygotowany zaledwie zwiedziłem sam początek. Na następny tydzień już z kamerą i statywem poszedłem ją eksplorować. Okazało się, że po drugiej stronie skałki gdzie była ta pierwsza dziura. Znalazłem drugą. Jeszcze fajniejszą. Będąc przygotowany tez ją z eksplorowałem. Potem już wracając postanowiłem iść zboczem stoku i tak doszedłem do Jaskini nad źródłem. Ta oczywiście tylko dla profesjonalistów. Głęboka, wąska szczelina - pionowa studnia. Bez liny, bez szans. Tylko więc zajrzałem. Ale poniżej jest inna, nieopisana i dostępna każdemu. Z eksploracji tych trzech jaskiń powstał filmik.


Ten film przywrócił mi wiarę w polskie kino. Nie czytałem żadnych recenzji wcześniej, postanowiłem, że nastawię się pozytywnie na film. Postanowiłem na niego iść po tym jak w kinie zobaczyłem zapowiedź. Dosłownie kilka czarno-białych kadrów i już wiedziałem, że będzie to dobry film. I tak jest. Film jest doskonały. Podobał mi się jak mało który. Może z samego początku trąca trochę nieudolnym polskim filmem, ale dosłownie po pięciu minutach staje się dojrzałym, dobrym kinem. Może Agata Buzek nie jest jeszcze jakąś świetną aktorką i z początku jakby trochę sztuczna ta jej gra była, ale po chwili można się przyzwyczaić do tej postaci. W filmie gra dosłownie czworo aktorów, reszta to postacie które na moment się pojawiają. Ale mimo tego każda z tych postaci bardzo wyrazista i dobrze zagrana. Dyrektor, czy niedoszły adorator Pan buchalter jakże przez tą chwilę barwna postać. Najlepiej zagrana postać, to chyba Bronek - narzeczony. Grany tutaj przez Marcina Dorocińskiego. Perfekcyjnie pokazana agonia po otruciu. Ta scena robi ogromne wrażenie, jest tak prawdziwa... W ogóle cała ta scena jest perfekcyjna, a przeprosiny Sabiny w trakcie umierania to wisienka na torcie tej sceny. Oczywiście Krystyna Janda i babcia Sabiny, też wspaniale wykreowane postacie. To trzeba po prostu zobaczyć. Film w zasadzie jest cały czarno-biały. Są też archiwalne zdjęcia, które mogłyby być trochę bardziej oczyszczone. Kolory pojawiają się tylko na parę chwil, jak wracamy do czasu teraźniejszego. Oprócz dobrej gry aktorskiej, samo opowiadanie obrazem jest też na wysokim poziomie. W przełomowym momencie filmu obraz staje się jak widziany przez plastikowy obiektyw. Sprawia wrażenie oglądania wszystkiego jakby przez dziurkę od klucza, jakby się coś tajnie podglądało. ma się wrażenie szpiegowania. Wszystko jest nieostre i jakieś takie powyginane. Jakby szwankowała perspektywa, to te sceny w których właśnie odmienia się nasz punkt widzenia na pewne sprawy. To właśnie tytułowy Rewers całej sprawy. Potem pozbywanie się trupa.


Tomasz Lem w Awanturach na tle powszechnego ciążenia wspomina swego ojca. Dzięki licznym anegdotom i barwnie odmalowanym scenom z życia codziennego możemy na wybitnego pisarza spojrzeć w zupełnie nowy sposób. Stanisław Lem jawi się w tej książce nie tylko jako autor światowych bestsellerów, ale także jako zapalony narciarz, domorosły mechanik i konstruktor elektrycznych silników, niesforny łasuch, chowający za meblami papierki po cukierkach, a przede wszystkim jako ojciec. Tomasz Lem osiągnął rzecz niezwykłą – unikając patosu stworzył w Awanturach… bardzo szczery obraz więzi łączących go z ojcem. Nie brakuje tu wzruszających historii, ale jednocześnie nie są to historie wyłącznie sentymentalne. Tomasz Lem potrafi na swojego ojca spojrzeć także krytycznym okiem. Mimochodem, na marginesie snutych wspomnień, udało się przywołać klimat lat 70-tych i 80-tych, lat, które nie były łatwe, ale dla wielu pozostaną w pamięci jako lata cudownego dzieciństwa. Na kartach książki przewijają się znakomite postaci życia kulturalnego, m.in. Sławomir Mrożek, Jan Józef Szczepański i prof. Jan Błoński.


Przy okazji buszowania po blogach, natrafiłem na bloga "Ja Hołdys" Zrazu myślałem, że to jakaś ściema. Ale po wczytaniu się stwierdziłem, że to oryginał. Hołdys zaangażował się w pomaganie pewnej dziewczynie. Zbiera na operacje. O niej samej było głośno w TV ja jakoś przegapiłem, pewnie dlatego, że w zasadzie nie oglądam. A już wyjątkowo stronię od TVN. W każdym razie zainteresowałem się na tyle aby zapragnąć posłuchać Hołdysa. Znowu pobuszowałem, poczytałem o nim. W zasadzie nie znałem gościa. Jakoś niewiele obiło mi się o uszy. Nie jestem jakimś zapalonym słuchaczem muzyki. Owszem lubię czasem posłuchać. Robię to jednak rzadko. Z tego zainteresowania kupiłem dwie stare dość płyty. Świnie i I Ching po troszę z powodu dostępności. Po pierwszym słuchaniu stwierdziłem, że dużo straciłem nie słuchając i nie znając tej twórczości do tej pory. Obie płyty są naprawdę doskonałe. Zarazem muzyka jak i słowa.play
Podstrony (1): Wizytówka