Renata
 

Mama 8-miesięcznej Oleńki. Zawsze lubiła dzieci i tak już zostało. Pasji uczenia najmłodszych, jako specjalistka nauczania początkowego – teraz to chyba nazywa się zintegrowanego – w Szkole Podstawowej w Nawojowej, oddała się bez reszty. Dla siedmio-dziesięciolatków jest ich „panią Renatą”. Przez cztery lata liceum dzieliła ławkę z Magdą. Ta przyjaźń pozostała zresztą do dziś. Renata i Magda były papużkami-nierozłączkami. Załatwienie jakieś szkolnej sprawy nie stanowiło dla niej najmniejszego problemu. Najczęściej odbywało się to kosztem nieobecności na lekcji, ale... wymagała tego ranga problemu. To do Reni , jako przewodniczącej klasy zwracała się nasza 21-osobowa gromadka w sprawach – nazwijmy to – nie cierpiących zwłoki, np. gdy wisiała na nami jakmiecz Damoklesa, nad wyraz trudna klasówka. Zawsze wierzyliśmy w jej zdolności mediacyjne. Miała niezwykły dar czarowania. Jej niewinnemu wyrazowi twarzy nie oparł się ... no powiedzmy, prawie nikt z uczących. Skrupulatna, dokładna. Na studniówce, gdy przed obliczem Wysokiego Sądu stanęli nasi psorzy, jako sędzina stawała w ich obronie. Zaangażowała się bardzo w odnalezienie koleżanek i kolegów na jubileuszowe spotkanie, sama jednak z powodów osobistych nie mogła na nie przybyć.

 [Dziennik Polski, 4 września 2003, artykuł Igi Michalec]

 Skomentuj

(jako temat wiadomości podaj imię osoby, której dotyczy komentarz!)